Blog

TEST: Skoda Octavia RS

Autor:  | 

Bardzo ucieszyłem się na wieść o tym, że będę miał możliwość przetestowania tego pojazdu. Pomimo, iż występuje w wersji kombi, zawsze mnie intrygował. Miał być w tym pięknym, niebieskim, metalizowanym kolorze, którego nazwy zawsze zapominam. Pierwsze skojarzenia z tym autem zawsze inicjowały się jednakowo w moim umyśle i brzmiały następująco: narowistość i agresja – które otaczały cywilny pojazd do codziennej jazdy.

Była sobota, godzina 12:34, 10 st. C i słońce, czyli typowe grudniowe popołudnie. Ona stała przed moim domem i w pełnej krasie wyglądała tak, jak ją zapamiętałem. To niby kilka detali, ale one właśnie dodawały jej wyjątkowości i indywidualności. Delikatnie zmienione ospoilerowanie, unikalna listwa na tylnym zderzaku i duże 18 calowe felgi (które można rozbudować nawet o wersję o jeden cal większą).

Na to spotkanie wybrałem się ze swoim synem, on lubi niebieski kolor. Świadectwo jej sportowego tonu nadawały dodatkowo potężne, czerwone zaciski hamulcowe, które naprawdę przyciągały wzrok i to nie tylko nasz. Mój syn wtedy nadal lubił niebieski kolor. Udaliśmy się do wnętrza.

Zwykły, scyzorykowy kluczyk bardzo mi się spodobał. Żadnych przycisków do odpalania i pilotów, które zastępują kluczyki. Zawsze po skończonej jeździe szukam tych nowoczesnych kluczy, a w tym przypadku wiedziałem, że ten od Skody będzie na swoim miejscu – w stacyjce. Uruchamianie silnika odbywa się za pomoca coraz rzadziej stosowanej technologii – kluczyk w stacyjce trzeba przekręcić. To już raczej niespotykane rozwiązanie, które nadal preferuję. Podobno można skonfigurować RS tak by był bezdotykowy, bezkluczykowy i miał dużo innych „bez”, ale od tych słodkości są moi redakcyjni koledzy.

Wnętrze było stonowane, ale trochę różniło się od standardowej Octavii. Nie było tam trybów jazdy, podświetleń w 16 kolorach oraz ekspresu do kawy, co naprawdę bardzo mnie zachwyciło. Niektórym może wydać się to dziwne, ale ja lubię bezpośredni kontakt z pojazdem. Sytuację umilały dobre materiały wykończenia. Mój syn, który zajął miejsce z tyłu w swoim magicznym foteliku naciskał na mnie żebyśmy „w końcu jechali”. Przystąpiłem do procedury startowej.

Siedząc za kierownicą Skody Octavii RS, każdy koneser motoryzacji wie, że za chwile wydarzy się coś innego, niezwykłego. Że zostanie przeniesiony z nudnej codziennej szarości w podróż, która będzie pełna kolorów zmieniających się w zależności od stylu jazdy i otoczenia. Zawsze sądziłem, iż najlepsza sceneria dla tego „wysportowanego przeciętniaka” to rzadko uczęszczane, kręte drogi pozamiejskie o świetnej asfaltowej nawierzchni. U nas takich nie ma, ale potęga mojej wyobraźni potrafi umilać niektóre sytuacje.

Po przekręceniu kluczyka w stacyjce miałem wrażenie, że coś się zepsuło. Trwało to chwilę. Sześciobiegowa skrzynia DSG to sprawdzone urządzenie w rodzinie VW. Ruszyliśmy. Pojazd ciężko reagował
na wciskanie pedału gazu i znowu miałem wrażenie, że coś się zepsuło. Na prostym odcinku drogi pozwoliłem sobie trochę zaryzykować i wcisnąć pedał gazu w pozycję „kick down”, to był w końcu RS. Naprawdę zaczęło się coś dziać. Moje dziecko stwierdziło, że czuje motyle w brzuchu, a ma dopiero cztery lata. Pojazd wyrwał do przodu. Czuć było typowe dla sportowej maszyny wciskanie w fotel. Nie mogłem kontynuować tego procesu, ponieważ jeszcze nie wyjechałem z miasta.

Przemierzając zurbanizowaną część przestrzeni stworzonej dla zmotoryzowanych czułem się dosyć dumnie. Na każdych światłach zawsze znajdzie się ktoś, kto spogląda na RS-a i przesyła
Ci niewidzialną informację o chęci ścigania się. Ja natomiast w takich sytuacjach ruszam z takim impetem jakby ktoś wybudzał mnie po głębokiej narkozie. Szczerze mówiąc tym pojazdem należy startować dosyć spokojnie, ponieważ każda próba nagłego ruszenia kończyła się boksowaniem kół i wyrywaniem kierownicy z rąk pomimo włączonych „nadzorców” kontrolujących jazdę. Nadszedł czas, kiedy opuściłem miejski zgiełk i miałem przed sobą czternaście kilometrów malowniczej trasy naszpikowanej zakrętami.

W takich sytuacjach odkrywa się charakter takiego auta. Byliśmy ze sobą prawie sam na sam, ponieważ mój syn zasnął. Nie wariowałem, ponieważ jestem od tego daleki i miałem na pokładzie dziedzica mojej natury. Pomimo zachowawczej jazdy stwierdziłem, iż ta Skoda naprawdę nie należy do wolnych samochodów pomimo swojej podstawowej wady o której jeszcze będę mówił.

Na każdym zakręcie pokazywała i udowadniała mi sens swojego szaro-zielono-czerwonego znaczka RS. Skrzynia jest naprawdę udana i poprawna. W sportowym trybie zmiany biegów, zarówno przy posługiwaniu się łopatkami, czy też lewarkiem naprawdę słucha się prowadzącego. Zawieszenie jest zestrojone fantastycznie. Wtedy kiedy nie wykorzystuje się możliwości pojazdu nie masz wrażenia, że za chwile urwie ci się głowa i nie będziesz nic widział, tylko spokojnie wybiera nierówności.

Podczas wojaży natomiast daje poczucie pewności i bezpieczeństwa, należy tylko pilnować tego, aby nie stracić przyczepności przednich kół, gdyż testowana wersja miała napęd tylko na przednią oś. Nie chcę rozpisywać się o praktycznych walorach Octavii, ponieważ są one powszechnie znane, a przestrzeń bagażowa naprawdę zachwyca. Nie testowałem działania tempomatu tak jak to zawsze robią moi koledzy, ponieważ jechałem tylko chwilę po autostradzie i uznałem, że jest to zbyteczne.

Oni przetestowaliby nawet to urządzenie poruszając się po parkingu przed jednym z dyskontów handlowych. We wszystkich innych kategoriach Skoda jest poprawna i ergonomiczna. Uważam, że jest idealnym przykładem pojazdu niecodziennego do jazdy na co dzień.

Wcześniej pisałem o moim wrażeniu, że coś się zepsuło i rzeczywiście tak było. Testowany egzemplarz miał potężną wadę, z którą nie do końca potrafiłem sobie poradzić. Mianowicie ktoś wyposażył ją w silnik… dał jej serce, które upajało się oparami ropy. Ten RS był Octavią TDI.

Na szczęście nie było tej sygnatury na tylnej klapie. Nie wiem dlaczego niektórzy producenci posiadają tyle odwagi, aby poddawać takie podmioty zabójczym eksperymentom. Tłumaczę to sobie wymogami rynku, popytem, ekonomią, bo chyba takie jest zadanie diesla w branży motoryzacyjnej. Nie można o niej powiedzieć, że jest wolna, ponieważ nie można tak powiedzieć o żadnym aucie, które ma ponad 180KM. Jest szybka i zakochałbym się w niej, gdyby napędzana była silnikiem TSI.

Tak jak wiadomo testowaliśmy już inne kombi i niektóre były wyposażone w silnik wysokoprężny. I spośród tych z dieslami wybrałbym Octavię w tej odsłonie.

Okiem Pawła:
Jesli kiedykolwiek będę miał okazję poznać osobę odpowiedzialną za decyzje rozwoju marki Skoda, chciałbym szczerze uścisnąć mu dłoń. Zawsze wydawało mi się, że celem marki Skoda jest stać w cieniu swojego koncernowego właściciela. Tymczasem RS jest dowodem na to co potrafi ekipa z Czech. Posiada to co najlepsze w koncernie. Najbardziej praktyczny i czytelny infotainment, genialną skrzynię DSG oraz najlepsze łopatki do zmiany biegów jakie kiedykolwiek spotkałem. W dodatku występuje w tylu wersjach konfiguracyjnych, że zadowoli każdego fana motoryzacji. Octavia RS może być „surowa” z kluczykiem, manualną skrzynią i bez zbędnych dodatków, a z drugiej strony może być absolutnie nafaszerowana najnowszą technologią. Dwa razy przecierałem oczy ze zdumienia, gdy moja wersja ze wszystkimi gadżetami, gigantycznymi felgami oraz benzynowym 230 konnym silnikiem nie przekroczyła 150 tys. zł. Skodo – robisz to dobrze!

Okiem Artura:
Czekałem na ten test bardzo długo. W końcu miałem dostać w swoje ręce hipotetycznie mój kolejny samochód. Zawiódł mnie silnik, chociaż jak na diesla nie był zły. Na szczęście samochód to nie tylko bijące pod maską serce, a cała reszta, która w Octavii RS jest po prostu fantastyczna.

Za użyczenie samochodu dziękujemy salonowi Pehamot ze Szczecina. Jeśli nadal wam mało to warto zerknąć też na pełną galerię zdjęć przygotowaną przez Pawła i Artura.