Blog

TEST: Renault Espace Initiale Paris

Autor:  | 

Zawsze kiedy zaczynam mieć wrażenie, że w motoryzacji niewiele jest w stanie mnie już zaskoczyć, dzieje się coś zupełnie nieoczekiwanego.  Tym razem, wydarzyła się piąta generacja Renault Espace, którego testowaliśmy w ostatni weekend.

Na początek trochę historii. W czasach, kiedy Michał wchodził właśnie w wiek średni, czyli gdzieś w okolicach roku 1980, szef Renault wybrał się na wycieczkę do USA i zakochał w tamtejszych vanach. Kiedy wrócił do Francji, zwołał nadzwyczajne zebranie i polecił swoim inżynierom stworzenie ich europejskiego odpowiednika. Tak, w skrócie, zaczęła się historia pierwszego na starym kontynencie vana – Renault Espace, który produkowany jest nieprzerwanie od 1984 roku.

renespa_dd_01

A co do… semantyki. Do tej pory wydawało mi się, że Espace jest reprezentantem vanów. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w materiałach promocyjnych piątej generacji tego modelu kilkukrotnie natknąłem się na słowo „crossover”. Zdecydowanie bardziej spodziewałbym się go w katalogu Renault Captura, Kadjara, czy niekwestionowanego lidera tego segmentu – Nissana Qashqaia. Postanowiłem to sprawdzić! Okazało się, że definicja crossoverów jest bardziej pojemna od niejednej kobiecej torebki. Całe szczęście, żeby zapanować nad panującym tam chaosem, auta tej kategorii zostały podzielone na różne grupy – Renault Espace należy do segmentu „E”, który, jak twierdzi wikipedia, w Europie stanowi jedynie rzadko reprezentowaną niszę.

Tyle jeśli chodzi o kącik historyczno-teoretyczny. Przejdźmy do samego auta. Trudno nie zauważyć, że Renault Espace to ogromny rodzinny van, który, wbrew temu co próbował mi wmówić Michał, wcale nie zmalał w stosunku do swoich poprzedników. Jestem jednak w stanie zrozumieć jego uparte twierdzenie, że jest inaczej. Piąta generacja Espace jest zdecydowanie najładniejszą w całej historii modelu. Nadwozie zostało zaprojektowane z zaskakującą lekkością i mimo swoich ponadstandardowych rozmiarów, nie przypomina już dużego betonowego klocka jak jego przodkowie. Z przodu dominuje duży, chromowany grill, który stał się już wizytówką wszystkich nowych modeli Renault. Zresztą, chromowanych ozdób, zdecydowanie zadających szyku, znajdziemy na karoserii znacznie więcej. Z tyłu, cóż… z tyłu Espace wygląda jak van. Pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da i musiałbym zabrzmieć potwornie seksistowsko, żeby się w jakikolwiek pochlebny sposób wypowiedzieć na jego temat. W związku z tym, dodam tylko, że w wersji Initiale Paris, można wybrać fenomenalny kolor fioletowy Amethyste, który jest… po prostu fenomenalny.

renespa_dd_02

We wnętrzu auta od razu widać, że jedyne hasła, które obowiązywały przy jego projektowaniu, to polot i finezja. Deska rozdzielcza wygląda futurystycznie i designersko, a subtelne, kolorowe podświetlenie silnie potęguje to wrażenie. Owszem, podzielam zdanie konserwatystów, że migające neony niczym wyjęte z szyldu podrzędnego lombardu nie zawsze pasują do samochodowych kabin, ale to stwierdzenie kompletnie nie znajduje zastosowania w przypadku Espace. Pomimo pewnych kontrowersji, całość wygląda spójnie i elegancko. Jedno jest pewne, przy desce kreślarskiej zabrakło księgowego i…  specjalisty od ergonomii. Ich nieobecność wyszła, w mojej ocenie, Renault na dobre. Niestety, sprawiła też, że omal nie zaliczyłem żenującej wpadki. Uruchomienie auta nie stanowiło większego wyzwania – wcisnąłem przycisk i silnik warknął pod maską. Problemem okazał się lewarek skrzyni biegów, który działał zupełnie nie tak, jak się tego spodziewałem. Przez sekundę miałem nawet ochotę spytać kogoś z obsługi salonu – „Jak ruszyć?” – ale w końcu udało mi się odnaleźć właściwe ustawienie i odjechałem.

renespa_dd_03

Stojąc pod salonem i robiąc dobrą minę, do złej gry, zupełnie przypadkiem odkryłem coś bardzo charakterystycznego dla nowego Espace. Obsługa skrzyni biegów wcale nie jest trudna. Zresztą wszystko jest rozrysowane zarówno obok lewarka, jak i prędkościomierza. Trzeba się po prostu przyzwyczaić, lub, jak kto woli, nauczyć. Podobnie jest ze wszystkimi pozostałymi przyrządami, a w szczególności z wielkim ekranem dotykowym, który pozwala nam na zarządzanie wszystkimi gadżetami samochodu. Liczba dostępnych opcji jest niemal niepoliczalna. Co więcej, zostały one pogrupowane w kilku kategoriach, więc jeśli ktoś ma ochotę ściszyć dźwięk włączonego kierunkowskazu, to może to zrobić, ale znalezienie odpowiedniego ekranu chwilę zajmie. Przyzwyczaić się trzeba także do schowka Easy Life umieszczonego przed fotelem pasażera. Otwierany jest on za pomocą dotyku – wystarczy muśnięcie palca w odpowiednim miejscu i schowek wysuwa się niczym szuflada w archiwum. Pół biedy jak kierowca podróżuje samotnie, ale jeśli ktoś akurat mu towarzyszy, to z pewnością wyda z siebie przynajmniej odgłos dezaprobaty, bo schowek uderzy go w kolana. I pewnie trzeba będzie zaliczyć kilka podobnych wpadek, żeby zapamiętać, że wyskakujący z impetem schowek można, a nawet należy, przytrzymać.

renespa_dd_04

W tym miejscu nie mogę nie wspomnieć o kawie. Nie jest tajemnicą, że jestem nałogowym kofeinistą. Dzienne zapotrzebowanie na płyny zaspokajam tylko kawą (ewentualnie energetykami, jeśli mam za niskie ciśnienie). Uwielbiam popijać dużą czarną również za kierownicą. Niestety, wszystko wskazuje na to, że Francuzi mają jakiś problem z ludźmi takimi jak ja. W naszym DoDechowym Citroenie C5 nie ma żadnego miejsca na kubek, natomiast w Renault Espace są dwa, ale dostęp do nich pozostawia wiele do życzenia. Da się z nich korzystać, tak samo jak da się zjeść nieprzyprawioną czosnkiem i cholesterolem papkę ze szpinaku…

renespa_dd_05

Nie wiem, czy ktokolwiek zdążył się już zorientować, ale do testów otrzymaliśmy najbardziej wypasionego Espace’a w wersji Initiale Paris. Samochód informował nas o tym na każdym kroku, za pośrednictwem licznych wygrawerowanych oznaczeń. Zresztą, gdybym nie umiał czytać, lub jakimś cudem pominął ten szczegół na grillu, progach, kierownicy, fotelach, zagłówkach itd., to masujący moje zmęczone dźwiganiem leniwych dzieciaków (pozdrowienia dla Antka i Gabrysi) plecy z pewnością wzbudziłby moje podejrzenia. Oczywiście mobilny salon masażu, to nie jedyne udogodnienie dostępne w standardzie wersji Initiale Paris. I normalnie zacząłbym teraz cytować katalog i wymieniać poszczególne elementy, ale sobie daruję. Wystarczy napisać, że jest wszystko czego dusza zapragnie. Jedyna rzecz, za którą bym osobiście dopłacił, to panoramiczny dach, który dodatkowo jest otwierany w części przedniej.

renespa_dd_06

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz wsiadłem do Forda S-Maxa kilka miesięcy temu, od razu poczułem się jak kierowca szkolnego autobusu. Auto pełne było praktycznych rozwiązań, które sprawiły, że bardzo polubiłem tamtą przestrzeń. Byłem przekonany, że tak właśnie musi wyglądać rodzinny van. Prowadząc tamten samochód, czułem się bardziej rodzicem, niż kiedy przecinałem pępowinę mojego syna, kiedy to jedyne co czułem to nieprzebrane przerażenie. Zajmując miejsce za kierownicą Renault Espace, poczułem się zupełnie inaczej. Ani przez chwilę nie miałem wrażenia, że prowadzę 7-osobowego mini busa. Otaczała mnie raczej aura komfortu znana z samochodów klasy Premium. Z pewnością nie pozwoliłbym moim dzieciom jeść czekolady na tylnych siedzeniach. Te wszystkie emocje nie biorą się jednak z niczego. Są efektem pracy jaka została włożona w zaprojektowanie i wykonanie Espace. Doskonałej jakości materiały, dopieszczone szczegóły oraz niepowtarzalny design, to wszystko sprawia, że Espace może być zarówno rodzinnym vanem, jak i limuzyną prezesa. I jeszcze jedno… Ford S-Max był trochę jak czapka niewidka, Renault jest krzykliwe i rzuca się w oczy. Jeżdżąc po mieście co chwila napotykaliśmy na wzrok przypadkowych przechodniów. Nawet nie próbuję sobie wyobrazić, jak bardzo przyciągalibyśmy spojrzenia, gdyby nasze auto było fioletowe…

renespa_dd_07

Nadszedł czas, aby napisać o największym zaskoczeniu, które towarzyszyło naszemu testowi – pod maską Renault Espace znalazł się silnik benzynowy (naprawdę mam nadzieję, że za kilka miesięcy, najdalej rok, nie będę musiał już pisać o tym w kategorii niespodzianki). Dokładniej był to motor o pojemności 1618 cm sześciennych i mocy 200 KM. Trudno mi oprzeć się pokusie, żeby napisać o tym połączeniu, że jest świetne. Samochód jest dynamiczny i przyśpiesza z zaskakującą lekkością, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego gabaryty. Dodatkowo nasz egzemplarz wyposażony był w system 4CONTROL z 4 kołami skrętnymi, który sprawia, że Espace trzyma się drogi jak przyklejony i prowadzi się jak po sznurku. Nie mogę też nie wspomnieć o fantastycznym systemie MULTI-SENSE, który pozwala na wybór jednego z 5 trybów jazdy – Sport, Comfort, Neutral i Eco. Natomiast dla najbardziej wybrednych przygotowano tryb Perso, w którym kierowca sam definiuje czego oczekuje od samochodu. Możliwości personalizacji ustawień jest naprawdę sporo – od siły wspomagania kierownicy, poprzez regulację pracy zawieszenia, na oświetleniu wnętrza kończąc.

renespa_dd_08

Jednak, jak to zwykle bywa – coś za coś. Renault Espace mimo siedmiostopniowej dwusprzęgłowej skrzyni biegów nie jest samochodem ekonomicznym. Co prawda w katalogu znajdziemy losowo wybrane jednocyfrowe liczby, ale w rzeczywistości wygląda to nieco mniej optymistycznie. Podczas naszego testu samochód spalił średnio 11-12 litrów. Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym nie przyznał w tej chwili, że Espace’a nie prowadził nasz mistrz eko jazdy, czyli Paweł. Prawdą jest natomiast, że Renault usilnie zachęca do ekonomicznej jazdy – jedyny tryb, który jest dostępny za wciśnięciem jednego przycisku, bez konieczności wchodzenia w menu MULTI-SENSE, to właśnie ECO. Ponadto, do rozsądnego operowania przepustnicą zachęca bardzo rozbudowany ekran, na którym znajdziemy różne statystyki podróży, np. liczba przejechanych kilometrów bez zużywania paliwa. Paweł, gdyby mógł, pewnie spędziłby cały dzień na zbieraniu gwiazdek i listków, co być może zaowocowałoby spalaniem zbliżonym do katalogowego. Niestety, nie miał okazji, więc trudno wyrokować.

renespa_dd_09

Renault Espace z pewnością jest samochodem wyjątkowym. Zdecydowanie sądzę, że jest najładniejszym autem w swojej klasie. Zarówno jeśli chodzi o karoserię, jak i, przede wszystkim, wnętrze. Bez wątpienia, dzieło francuskich projektantów, dowodzonych przez charyzmatycznego Laurensa van der Acker’a, jest szalenie odważne i ekstrawaganckie. Trudno powiedzieć, czy trafi w gusta dotychczasowych fanów tego modelu oraz całego segmentu, którzy mogliby wytatuować sobie słowo „praktyczność” na czole. Z drugiej strony, jestem niezmiernie szczęśliwy, że za projektowanie samochodów jest jeszcze czasem odpowiedzialny ktoś, kto rozumie słowo „sztuka” w wyrażeniu „sztuka użytkowa”. Renault Espace jest absolutnie samochodem, który ma to nieuchwytne, magiczne COŚ. COŚ, co sprawiło, że pojechałem w sobotę rano po świeże pieczywo na drugi koniec miasta. COŚ, co wyrwało mnie w piątek wieczorem spod ciepłego kocyka i przegnało przez mroźny Szczecin w poszukiwaniu najlepszych lokalizacji do sesji zdjęciowej. COŚ, przez co mogłem poczuć się inaczej… tak jakoś po francusku.

renespa_dd_10

Dziękujemy Grupie Polmotor i salonowi Renault w Szczecinie za udostępnienie samochodu do testów. Zapraszamy także do obejrzenia galerii z naszego testu Renault Espace Initiale Paris.