Blog

TEST: Nissan X-Trail

Autor:  | 

Nigdy jeszcze, w swojej krótkiej historii testowania samochodów nie byłem, aż tak gotowy do napisania tekstu. Najciekawsze jest to, że w gotowości byłem jeszcze przed odebraniem samochodu.
Kiedy ostatnim razem słyszeliście coś o Nissanie X-Trail? Jeśli świat samochodów o terenowym usposobieniu nie jest wam bardzo bliski, to prawdopodobnie mieliście podobne wyobrażenie do mojego.

Jeszcze jadąc do salonu Nissan Polmotor, starałem sobie przypomnieć co ja o tym samochodzie wiem. Jedyne co było mojej głowie to wizja kanciastego samochodu, który mimo wprowadzania nowych generacji pozostawał wierny swojemu pierwowzorowi sprzed ponad 15 lat. W głowie układałem sobie kolejne akapity o tym, jak wierny Nissan pozostał swojej wizji. Zastanawiałem się tylko czy w wersji z automatem ma więcej niż 4 biegi.

Po raz pierwszy byłem też zadowolony z pogody. Było pochmurnie i mglisto, jakby było tego mało również bardzo grząsko. Nie zapowiadało to dobrych warunków na sesję fotograficzną, ale za to było idealnym podkładem pod wyżej zawieszony samochód z napędem na cztery koła.

Jedyne nad czym się zastanawiałem to czy ropniak, który zazwyczaj bije pod maską tego typu samochodów będzie w stanie się wybronić. Moja niechęć do diesli jest ogólnie znana, ale nawet Artur twierdzi, że terenówki i samochody użytkowe, które służą do ciężkiej pracy mają prawo mieć silnik na odpad z produkcji benzyny.

Gdy zajechałem do salonu w głowie miałem ułożony już cały tekst. Wystarczyło więc odebrać kluczyki, sprawdzić kilka elementów, sprawdzić jakość wykonania i po prostu sobie pojeździć. Łatwizna.
Niestety od momentu przekroczenia progu salonu, mój cały misterny plan uległ rozpadowi. Po pierwsze nigdzie nie mogłem dopatrzeć się mojego wszędołaza zaprojektowanego ekierką. – Pewnie zdrapują z niego warstwy błota – pomyślałem zasiadając w fotelu poczekalni, takie samochody przecież kochają wodnistą maź.

Zanim zdążyłem dopić kawę i dogryźć ciastko, miły Pan z obsługi wskazał mi mój testowy samochód. Wyjrzałem przez drzwi i spojrzałem znów na sprzedawcę. Czy ja źle wymawiam słowo „X-Trail”? Gdy już chciałem powołać się na moje certyfikaty ze znajomości języka angielskiego, spojrzałem na dokumenty. Ciąg znaków się zgadzał. Sprytnym półokrężnym krokiem podszedłem do samochodu od tyłu. Słowo na tylnej klapie również się zgadzało. Ktoś ewidentnie robił sobie ze mnie jaja.

Co jest? Co to ma być? Gdzie jest mój kanciasty wehikuł z lat 90-tych? Dlaczego nie wygląda jak wspomnienie „dawnych lat”? I dlaczego jest w takim eleganckim kolorze? Doznałem szoku. Okazuje się, że Nissan po 12 latach produkowania X-Traila, postanowił się zmienić go nie do poznania.

Z zewnątrz wyglądem łudząco przypomina swojego mniejszego brata – hitu sprzedażowego Nissana – modelu Quashqai. Trzeba spędzić kilka dłuższych chwil by zauważyć różnice w stylizacji. X-Trail jest dłuższy, wyższy i szerszy przez co wygląda masywniej i jest poważniejszy. Pojawił się jednak problem. Skoro Quashquai jest crossoverem, to czym ma być X-Trail? Postanowiłem się przekonać najbardziej oczywistą metodą – wykonując test.

Wsiadłem więc do środka. Tutaj kolejny szok. Kawa z zewnątrz uzupełniona została mlecznym wnętrzem wykonanym ze skór. Nie spodziewałem, się takiej kombinacji – nie w takim samochodzie. Ja tu miałem czuć plastik, surowość, zapach mchu, metalu i smaru. Tymczasem dotykałem miękkiej skóry. Rozejrzałem się wokół siebie w poszukiwani jakiejkolwiek namiastki starych lat. Dotykowy ekran, przycisk odpalania silnika, wyświetlacz LCD pomiędzy zegarami. Nowocześnie i sprytnie.

Najbardziej zauroczyły mnie podręczne pojemniki na kubki, które mają specjalny wlot powietrza by chłodzić/ogrzewać nasze napoje. Nie sądzę, że ugotujecie w nich zupę, ale rozwiązanie jest bardzo pomysłowe. Tuż obok znajduje się wnęka na smartfona i tutaj Nissanowi należy się ogromna pochwała. Jest na tyle szeroka, że można w niej pomieścić nawet największy model telefonu – co jest pomijane przez wielu producentów samochodów. Po dłuższej chwili zachwytów, w końcu znajduję jeden element „z dawnych lat”. Wykończenie przycisków na kierownicy, pokryte jest znanym i popularnym lata temu srebrnym lakierem. Oczami wyobraźni już widziałem, te przetarte napisy i odkryty plastik po latach użytkowania samochodu. Niby mała rzecz, ale tak bardzo nie pasuje do tego dopracowanego wnętrza. Poza tym jest mi wygodnie, siedzę wysoko, mam dużo miejsca i swobodnie mogę zająć swoją dziwną pozycję za kierownicą. Test zaliczony.

Odpalam silnik. Wskazówki robią pełen obrót, niczym z rasowej wyścigówki. Ten efekt ma z pewnością tyle samo zwolenników co przeciwników. Tych drugich pocieszę, że przynajmniej same zegary są bardzo eleganckie i czytelne. Prawie odciągnęły moją uwagę od samego silnika. Mój mózg nastawił się na charakterystyczny klekot, tymczasem w kabinie panowała prawie absolutna cisza. Mogło to oznaczać kilka rzeczy. Większość z nich wykluczyłem, bo nie widziałem nigdzie wystającej ładowarki, a wskazówka paliwa wskazywała słuszny stan. Szybkie zerknięcie w kartę pojazdu wydało tajemnicę – to benzyna! Ale w terenówce?

Mam nadzieję, że w tym momencie nie widział mnie przedstawiciel Nissana bo mój poszerzający się uśmiech mógł być dość przerażający.

Moje pierwsze pragnienie było oczywiste – zabrać samochód w jego naturalne środowisko. Jadąc po coraz większych bezdrożach starałem się zrozumieć czym jest teraz X-Trail, i jak go w ogóle sklasyfikować. W pewnym momencie wjechałem w takie miejsce, którego sam się przestraszyłem. Ślady na „drodze” sugerowały, że jest to teren po którym porusza się zazwyczaj ciężki sprzęt. Nie bałem się o prześwit, bo Nissan jest dość wysoki – problemem był napęd. W mojej wersji był tylko na przód. Chciałem udokumentować miejsce do którego zajechałem, ale gdy otworzyłem drzwi zrozumiałem, że jeśli wysiądę teraz samochodu to wrócę już bez butów. Zdałem sobie też sprawę, że w przypadku ewentualnego zakopania się w błocie, do mojej lokalizacji nie dotrze żaden z osobowych samochodów moich kolegów. I nie mam tu na myśli tylko faktu, że nie chcieliby ich pobrudzić.

Grzecznie więc zawróciłem i wróciłem na miejskie drogi. Najnowszy X-Trail, nie chce być więc do końca terenówką. Wnętrze i jego wygląd też tego nie sugerują. Nawet miękki sposób w jaki się go prowadzi nie nawiązuje do tej surowości, o której wspominałem. Na domiar złego, gdy był brudny nie wyglądał wcale dostojniej. Zdecydowanie wolałem go w czystej formie, szczególnie że kawowy lakier bardzo przypadł mi do gustu.

Godzinami szwendałem się po mieście bez określonego celu. Miałem autentyczną frajdę z jazdy tym samochodem. Kilometry znikały w oka mgnieniu, a gdy spojrzałem na średnie spalanie padł ostatni bastion. 6,7l. Spodziewałem się wyniku o wiele wyższego.

W końcu zrozumiałem. X-Trail nie jest samochodem terenowym. Jest w pełni prawdziwym crossoverem. Nie jest to jednak crossover do jakiego przyzwyczajają nas ostatnio niektórzy producenci. To nie jest zwykły hatchback, czy sedan, który został podniesiony na sprężynach i oklejony dodatkową warstwą plastiku.

To prawdziwa definicja tego gatunku, czyli połączenie miejskiego samochodu z samochodem terenowym. X-Trail nie stara się was oszukać i sprawiać wrażenia czegoś z czym nie jest. Najlepiej czuje się w mieście. Niestraszne mu dziury i wysokie krawężniki. A jeśli już zdecydujecie się zboczyć trochę z trasy, to możecie mieć pewność, że zajedziecie bardzo daleko. Ma duży bagażnik, którego rozwiązania doceniam nawet ja – osoba, która zagląda tam tylko z konieczności. Pomysł na dzielenie przestrzeni bagażowej 2 półkami i dostosowanie jej do swoich potrzeb, uważam jednak za genialny.

W dodatku drugi rząd siedzeń jest przesuwany więc jeśli tak jak ja podróżujecie z psami, to nie tylko możecie zniwelować wnękę pomiędzy rzędami, ale i znacznie zwiększyć przestrzeń bagażową. Dla większych rodzin jest nawet opcja 3 rzędu siedzeń. No i ten ogromny, przeszklony dach, który tak bardzo zachęca do nocnych podróży w poszukiwaniu gwiazd.
Nie jest to jednak samochód idealny. Weźmy na przykład aplikację mobilną, którą można sparować z infotainmentem. W teorii brzmi świetnie. Pozwala na instalację różnych aplikacji, włącznie z takimi dobrodziejstwami jak Facebook czy Twitter. Problem tylko w tym, że by je uruchomić trzeba zarejestrować się na specjalnej stronie Nissana i przypisać numer VIN samochodu do swojego nazwiska. Po co? Nie mam pojęcia.

Największy jednak problem X-Traila widzę w jego konfiguracjach. Gdybym miał stworzyć swojego idealnego Nissana miałby automatyczną skrzynię biegów, napęd na obydwie osie oraz oczywiście silnik benzynowy. Na to jednak japoński producent mi nie pozwoli.

4×4 dostępny jest wyłącznie w dieslu, podobnie jak automatyczna skrzynia biegów, która dodatkowo oznaczona jest symbolem CVT. Szkoda. W mojej wyidealizowanej wizji przyszłości widzę ten samochód jako hybrydę, nawet niekoniecznie w systemie plug-in. Mam nadzieję, że Nissan z niego nie zrezygnuje, bo pozostało już niewiele elementów do dopracowania i stworzenia egzemplarza szytego na miarę.

Za użyczenie samochodu dziękujemy firmie Nissan Polmotor ze Szczecina, a jeśli macie jeszcze chwilę wolnego czasu to zapraszamy do pełnej galerii zdjęć.