Blog

TEST: Mitsubishi ASX

Autor:  | 

Luty. Mróz i resztki zamarzniętego śniegu na trawnikach. Brudny od soli i suchy asfalt oraz piękne słońce. Wyjeżdżając poza miasto można by się poczuć jak w Lillehammer, ja jednak tego nie poczyniłem.

Wyglądał całkiem niepozornie, prawie tak jak w dniu swojej premiery w 2010. Pomimo zmiany modelowej, nadal można określać ten zabieg w jego przypadku mianem face-liftingu. Bardzo prosty z zewnątrz, wnętrze też skrojono tak, że idealnie wpisuje się w jego spartański charakter. Całość jest bardzo estetyczna i od razu oznajmia potencjalnemu użytkownikowi czego się można spodziewać.

Ten konkretny był biały, posiadał motor benzynowy o pojemności 1,6 l i moc 117 KM. Taka relacja mocy do pojemności w dzisiejszych czasach przenosi nas pod względem numeryki do lat ’90 i to dlatego ta całość tak bardzo mi się spodobała. Wnętrze o którym już wspominałem też było bardzo klasyczne, mocno przypominało japońskie auta z przed dwóch dekad. Dopiero brak stacyjki przypominał mi o tym jaki mamy rok.

Godzina 13.00. Podjeżdżamy z Pawłem pod salon Mitsubishi Auto-Club, znajdujący tuż obok Ronda Hakena w Szczecinie. Podchodzimy do recepcji i tak jak zwykle wyglądamy całkiem normalnie. Paweł w rękawiczkach bez palców, niczym Rocky Balboa, a ja w czarnych skórzanych. Nie ściągamy ich na wypadek, gdyby ktoś chciał nas zaraz stamtąd wyrzucić, gdyż na zewnątrz zimno. Podchodzimy do recepcji i standardowo Paweł zapomniał uprzedzić kogokolwiek o naszym przyjeździe. Przyzwyczaiłem się do tego, więc bez paniki poczekaliśmy, aż uruchomi się przesył danych, potwierdzających, że my to my. Nasze oczekiwania zostały wynagrodzone przez bardzo uśmiechniętą Panią o jasnym kolorze włosów, która profesjonalnie kazała nam przygotować osobiste dokumenty i spokojnie zaczekać. Bardzo mi się ta konkretna komenda spodobała, więc odwzajemniając uśmiech, mało nie podarłem sobie wewnętrznej kieszeni szukając okładki na moje personalia. Inicjacja kwestii formalnej trwała naprawdę krótko i minęła w bardzo miłej atmosferze, następnie udaliśmy się przed budynek, gdzie już czekał nasz testowy egzemplarz. Tak wyglądało nasze pierwsze spotkanie z Mitsubishi ASX.

Objąłem go jako pierwszy z naszej trójki. Pojazd przyjął mnie bardzo skromnie, ale rzeczowo, a ja bardzo lubię takie sytuacje. Posiadał tylko napęd na przód i miał pięciobiegową manualną skrzynię biegów – przeniosłem się w czasie. Postanowiłem tradycyjnie udać się w odwiedziny do mojego syna, zwanego powszechnie „Dziedzicem”. Miałem do przejechania 16 km przez rozsłonecznione miasto w sobotę w godzinach popołudniowych. Wtedy po drogach porusza się najwięcej kierowców weekendowych, załatwiających swoje niezbędne sprawy na cmentarzach, galeriach handlowych oraz parkach. Ten zgiełk nigdzie nie śpieszących się kierowców w ogóle mi nie przeszkadzał, ponieważ otoczka oraz samochód, którym się poruszałem idealnie wpisywał się w scenerię.

Auto prowadzi się bardzo pewnie i przewidywalnie. Dobrze trzyma się na krętych drogach, do tego stopnia, że czasami nie trzeba ściągać nogi z gazu, a wysoko umieszczony środek ciężkości powinien raczej w tym przeszkadzać. Pozycja za kierownicą jest wygodna i daje poczucie bezpieczeństwa. Nie przepadam za samochodami typu SUV, a tym bardziej za nadwoziami typu crossover, ale ten konkretny dał się polubić. Ten brak przesytu przemawiał do mnie z każdym kilometrem. Wewnątrz było naprawdę cicho, a pięciobiegowa skrzynia biegów była bardzo elastyczna i niezwykle precyzyjna. Naprawdę byłem bardzo mile i niepowtarzalnie jak dotąd zaskoczony. Silnik jak na swoje 117 KM wydawał się dobrze dawać radę z tym ani małym, ani dużym pojazdem, a hamulce zimne, czy rozgrzane nie pozostawiały wiele do życzenia. Z nierównościami napotykanymi w zgiełku miejskich dróg, czy też z „po niemieckim” brukiem auto radziło sobie świetnie i dawało poczucie komfortu pomimo dość twardych siedzisk i opon 225/55.

Co prawda nie zabrałem go w teren. Nie dlatego, że nie jest to prawdziwa „przeprawówka”. Pojazd miał przejechane dopiero 505 km, nie był jeszcze dobrze „dotarty”, a drogi nieutwardzone o tej porze roku nawet w naszym kraju bywają całkowicie zamarznięte, pokrywa je lód albo lód i ogólnie brakuje błota, więc bez sensu. Było mi go szkoda, bo mocno się zżyliśmy. I to nie tylko przez te 16 km, bo tradycyjnie z „Dziedzicem” nie pojechaliśmy na przejażdżkę. Szkoda było pogody, żeby jeździć samochodem, spacerowaliśmy. Resztę testu wykonałem w godzinach wieczornych i w większości po mieście. Nie żałuję.

Teraz chwilę na literę „E”. Ergonomia. Bardzo poprawna, wszystko w zasięgu ręki, może dlatego, że auto nie jest „napakowane” niepotrzebnymi systemami i pozwala to na ujęcie czystości jego formy w rzeczywistym odzwierciedleniu. Należy jednak wspomnieć, że nie było tak całkowicie spartańskie, posiadało radio i elektrycznie opuszczane szyby… żartuje. Climatronik (jednostrefowy), nawigacja, podgrzewane lusterka, tempomat, podgrzewane fotele przednie (nie lubię używać tej funkcji, gdyż mam wrażenie, że ktoś prasuje na mnie moją bieliznę). Ale skoro jesteśmy przy literze „E”, to trzeba wspomnieć o wadach, mianowicie ekonomia. Przejechałem po mieście około 70 km. Wyświetlane średnie spalanie oscylowało w okolicach 10l/100km… Czy to dużo? Na pewno nie jest to zadowalający wynik jak na obecne standardy, ale mam wrażenie, że ASX na siłę nie próbuje się w nich plasować. Pod względem bezpieczeństwa nie odstaje od czasów, w których egzystuje. 7 poduszek powietrznych, system stabilizacji toru jazdy oraz kontrola trakcji w zupełności wystarczą. Cena podstawowego egzemplarza to 69900zł, cena testowanego to 89990 zł. Wcale nie tak mało, jednak mi wystarczyłby nawet egzemplarz podstawowy pod warunkiem, że szukałbym kiedyś crossovera.

Podsumowując jest to samochód, który uwodzi swoją prostotą. Do czasu, kiedy go nie przetestowałem, w ogóle dla mnie nie istniał. Ciężko określić jego gabaryty. W części osobowej jest dosyć obszerny, część bagażowa jest wystarczająca. Pojazd uniwersalny i dla każdego. Sam się sobie dziwię, ale bardzo się polubiliśmy. Serdecznie go pozdrawiam.

Okiem Pawła:
W przeciwieństwie do Michała ja zabrałem naszego ASX na mniej utwardzone drogi, gdzie spisywał się znakomicie. Gdyby opcjonalnie istniała wersja z napędem na cztery koła to jestem przekonany, że można by było nim zajechać bardzo daleko. W całokształcie najbardziej zaskoczyła mnie skrzynia biegów. 5-biegowa przekładnia jest już rzadko spotykana, więc spodziewałem się czegoś nieprecyzyjnego i mało ekonomicznego. Tymczasem ASX absolutnie mnie zaskoczył gładkością, płynnością i kulturą pracy. Biegi wchodziły jak marzenie, a swój test ostatecznie zakończyłem ze średnim spalaniem 6,5 l – choć przyznaję, że jestem znany z absurdalnych wyników ekonomicznej jazdy. To jednak tylko potwierdza, że jak się chce to można. Z miłych zaskoczeń muszę również pochwalić system audio, który gra wyjątkowo dobrze jak na auto w takiej cenie. ASX jest ciekawym pomysłem dla osób, które zawsze chciały mieć coś wyższego, a jednak SUV’y ich onieśmielają.

Okiem Artura:
Sympatyczny. Subiektywnie uważam, że to najlepsze określenie Mitsubishi ASX’a. Nie urzekła mnie jego retro konstrukcja – pięć biegów to dziś zdecydowanie za mało w samochodzie, które posiada nie tylko miejskie ambicje. Za to bardzo spodobała mi się kierownica – taka mała i przyjemnie leżąca w dłoniach. Pozytywnie zaskoczył mnie też pomruk silnika, który momentami brzmiał bardzo rasowo… nie jestem pewien, czy głośniki nie miały w tym swojego udziału. ASX to solidne auto, które świetnie sprawdzi się jako codzienny środek transportu i nie wywoła przy tym zbyt wielu silnych emocji. Ot, po prostu taki sympatyczny Misiek.

Za użyczenie samochodu dziękujemy firmie Mitsubishi Auto-Club ze Szczecina. Jak zawsze zapraszamy również do pełnej galerii zdjęć.