Blog

TEST: Kia Sportage GT Line

Autor:  | 

„Będziemy Ci to wypominać” – grzmiał Artur na naszym redakcyjnym kanale komunikacyjnym. Bowiem ja, wcześniej zdeklarowany przeciwnik samochodów z okolic kategorii SUV, znalazłem kolejny większy samochód który mi się podoba.

Dlatego z tego miejsca oficjalnie przyznaję. Coś jednak do tych większych samochodów mam, ale nie ukrywam, że przyszło to do mnie z czasem.
W jednym z ostatnich podcastów przeprowadziłem dość burzliwą dyskusję na temat praktyczności samochodów. Moi redakcyjni koledzy nie widzą problemów, by małe 2 drzwiowe coupe było samochodem rodzinnym i było traktowane jako podstawowy środek komunikacji.

Ja natomiast wraz z czasem i kolejnymi testami odkrywam w sobie zupełnie nowe wartości które cenię w samochodach. Jasne, kto by nie chciał mieć sportowego samochodu z ryczącym silnikiem i pierdyliardem koni mechanicznych pod maską. Nadal mi się marzy by mieć możliwość na weekendowe wypady wyjeżdżać na tor i odstresować się ściskając z całych sił kierownicę i z ogromnym uśmiechem na twarzy pokonywać każdy milimetr drogi.

Według moich najnowszych wyliczeń i badań, wychodzi jednak, że tydzień składa się nie tylko z weekendu, ale i z dodatkowych 120 godzin o których niechętnie mówimy. Podobno ma to nawet swoją nazwę i w niektórych kręgach jest okrzyknięte mianem „tygodnia roboczego”.

I tutaj wizja mojego ultrasportowego coupe o kubełkowych fotelach, niskiej linii dachu i środka ciężkości dotykającego asfaltu legnie w gruzach. Wiecie czemu? Bo jestem wygodnicki i wcale się z tym nie kryję. Uwielbiam jeździć i chcę by mój codzienny samochód pozwalał mi pokonywać kolejne kilometry zarówno w wygodzie jak i praktyczności.
Osoby, które śledzą i słuchają nas od dłuższego czasu dobrze wiedzą, że jest już jeden taki samochód, który spełnia powyższe kategorie. Niestety, kiedy ostatnim razem zadzwoniłem do mojego banku z zapytaniem o datek finansowy na ten pojazd, Pani na infolinii dostała się kawa do nosa.

W tym momencie wchodzi Kia Sportage cała na biało… choć w sumie jest również dostępna w innych kolorach, a nasza testowana była w jakże popularnej czerni.
Nie będę ukrywać, nie jest to samochód, który od samego początku urzekł mnie swoim wyglądem. Największy problem widzę w przednich lampach, które przywodzą przeróżne skojarzenia. Ja ostatecznie przystałem na optymistycznym wyjściu i założyłem, że można je porównać do zanurzonego w wodzie krokodyla. Pikanterii dodają natomiast dodatkowe lampy, które występują w wersji GT Line. Ich poczwórny kształt budzi ciekawość, o czym sam się przekonałem opędzając się od taksówkarzy, którzy skutecznie uniemożliwiali mi wykonywanie zdjęć późną porą. Ogromna szkoda, że są to lampy przeciwmgłowe – nie będą więc często przyciągać spojrzeń na mieście.

Tył jest już o wiele zgrabniejszy. Ledowe lampy, wyglądają znakomicie, a cały profil samochodu ma wyjątkowo ciekawą linię jak na samochód takich gabarytów. Zapomniałem dodać, że w tej wersji samochód dostaje ogromne – 19 calowe felgi – choć już na tych o cal mniej – jak w naszym testowanym modelu – wygląda zacnie.
Kia Sportage GT Line to co najlepsze kryje jednak wewnątrz. Po pierwsze ścięta kierownica, którą nadal uważam za małe dzieło sztuki. Jest idealnie wyprofilowana, funkcjonalna i świetnie leży w dłoniach. Od czasu Optimy GT, to dla mnie niedościgniony wzór wśród testowanych przez nas samochodów.

Druga sprawa to indukcyjna ładowarka, która powoli zaczyna być standardem lub co najmniej opcją w coraz większej gamie samochodów. Koniec z zapominalstwem, kablami i zatykaniem gniazdek od zapalniczki. Wystarczy telefon obsługujący międzynarodowy standard QI i już nigdy nie wyjdziecie na spotkanie z rozładowanym telefonem. Drobnostka, a cieszy.
Tych zaskoczeń i drobnostek jest jednak o wiele więcej. Jeśli zdecydujemy się na absolutnie najbogatszą wersję Sportage GT Line będziemy mogli się cieszyć przeszklonym dachem, dużą nawigacją, nagłośnieniem JBL, podgrzewaną kierownicą, łopatkami do zmiany biegów, elektrycznie otwieraną klapą bagażnika i wszystkimi asystami drogowymi jakie można sobie wymarzyć we współczesnej motoryzacji. Gratulacje dla tych, który byli w stanie przeczytać poprzednie zdanie na jednym oddechu. Brakuje tu tylko ekspresu do kawy i tostera do grzanek.

Uruchamiając 1,6 litra benzynowego serca Kii miałem tylko jedną obawę – skrzynię biegów. Gdy testowaliśmy siostrzany model to była moja największa bolączka i spodziewałem się, że w tym przypadku może być podobnie.

Nie wiem czy to zasługa jedynego słusznego – benzynowego – silnika, napędu na cztery koła czy taśmy produkcyjnej, ale Sportage prowadziło mi się wyjątkowo dobrze. Przez cały test, ani razu moim problemem nie była skrzynia biegów. W zasadzie moim jedynym zażaleniem było spalanie. Jako maniak ekonomicznej jazdy i szaleńczych wyników nie spalania benzyny, tutaj nie było tak łatwo. W mieście z trudem udało się utrzymywać średnią poniżej 10l. Wynik na autostradzie był identyczny.

Wiadomo, samochód takich gabarytów i mocy 177 KM musi swoje palić, ale liczyłem na choć litr mniej przy większych prędkościach. Szczególnie, że automatyczna przekładnia jest już 7 biegowa.
Za skrzynią biegów jest nawet przycisk, który uruchamia tryb Sport. Samochód robi się przyjemnie głośny, a pałka obrotów szybko pokonuje kolejne cyferki. Z ciekawości aż zajrzałem do katalogu, ile ten spory samochód potrzebuje czasu by dotrzeć do pierwszej setki. 9,1 sekundy. To dziwne, bo sprawia wrażenie być szybszy niż jest. Największa różnica tkwi jednak w elastyczności pomiędzy 80 a 120 kilometrem na godzinę. W testowanym automacie z napędem na 4 koła, jest to czas zaledwie 6,3 sekundy. Jeśli przesiądziemy się na manualną skrzynię biegów i odejmiemy napęd z jednej osi to czas wzrasta do niemalże 10 sekund. Jeśli więc cenicie sobie dynamikę jazdy to wersja AWD jest absolutnie jedynym słusznym rozwiązaniem.

Kia od kilku lat nieustannie nas zaskakuje, pokonując kolejne granice i wynosząc markę na coraz to wyższe poziomy. Czas ostatecznie zerwać ze stereotypem marki, która jest brzydka, psująca się i tandetnie wykonana.

Oczywiście, nie jest to klasa premium. Do wykonania foteli nie poświęcono stada amerykańskich bizonów, a deska rozdzielcza nie jest wykonana z mahoniu, ale materiały są zaskakująco dobre. W dodatku wszystko w rozsądnej cenie i z 7 letnią gwarancją.

Tym samochodem można przyjemnie, wygodnie i bezpiecznie pokonywać tysiące kilometrów, a gdy przyjdzie taka potrzeba, to Sportage z przyjemnością pociągnie za sobą lawetę z waszym ukochanym samochodem sportowym prosto na tor.

Za udostępnienie samochodu dziękujemy firmie Kia Polmotor ze Szczecina. Więcej zdjęć znajdziecie w galerii.