Blog

TEST: BMW i8

Autor:  | 

To był bardzo gorący dzień. Spotkaliśmy się gdzieś poza miastem. Każdy przyjechał swoim pojazdem, tak jak w filmach kryminalnych. Podczas krótkiego zebrania omówiliśmy kwestie logistyczne dotyczące operacji „odbiór”. Dzień nadal pozostawał gorący. Stanęło na tym, iż wszyscy udaliśmy się DoDechowym MINI. Był przygotowany i czekał na nas przed drzwiami wejściowymi. Jak przystało na te nowoczesne, nie miał jednolitego koloru.

Ciężko to wszystko pozbierać w całość. Dziedzictwo? Złośliwi twierdzą, że nie ma przodków, ale moim zdaniem to nieprawda. Ma i to z oznaczeniem „M”. Tak teraz można już zgadywać. W zasadzie to prawda, że rodziny się nie wybiera, ponieważ jego dziadek nie był zbyt udany. Na pierwszy rzut oka wyglądał na kogoś bardzo wybieganego. Z pewnością też nie był gentelmenem. Nieciekawie skrojony, z reguły czarny strój i mocno plastikowe wnętrze. Serce przerośnięte i umieszczone centralnie. Brzmi jak opis kogoś z innej planety. I jeszcze to nazewnictwo…”M 1”. Jak dział części zamiennych do samolotu, albo jak nazwa centrum handlowego. Za to jego matka była piękna. Coś w stylu tych włoskich modelek, które nie wyglądają jak jakieś ”tyki”. Wszystko na miejscu. Mocny organizm. Ponad 300KM, w wersjach koncepcyjnych ponad 500… seria osiem. W skali od 1 do 10 zasłużyłaby na tę najwyższą wartość, ale na szczęście nawet dziś nie produkują serii dziesięć.

Około 16.00 byliśmy już na miejscu. Paweł i Artur weszli do gmachu, aby dokonać formalności. Zawsze wyrywają się do tego jako pierwsi. To bardzo dobrze, gdyż wtedy mam czas na delektowanie się papierosem oraz… widokami. Czasami bywam w gmachu. Tam też bywają przyjemne widoki.

Chyba dominował srebrny, a może niebieski? Trochę czarnego. Spore felgi i chyba brak opon. Przesadzam. Jakby coś zupełnie innego. Po za wszelką konwencją. Trochę kosmicznie ale… wszystko tworzy dosyć dobrze dobraną estetyczną całość. Daleko tu do włoskich kształtów, ale naprawdę jest nieźle.

Pierwszy wyszedł Artur. Wyglądał na takiego, którego wyproszono z poważnego zebrania. Gdyby palił nałogowo, poprosiłby o ogień. Zaczął upajać się czymś innym. „Czy ty widzisz co będziemy testować?” – zapytał. Fakt, mój wzrok nie jest zbyt dobry, więc jego pytanie było na miejscu. Następnie pojawił się Paweł, miał w ręku dokumenty. Tylko jedna kartka, wyglądała bardzo skromnie na tle całego wydarzenia.

Paweł zszedł na dół parkingu, wracał MINI. Ja z Arturem wsiadłem do tego „kosmodromu”. Drzwi uniosły się ponad dach. To nieprawda, wcale nie wsiada się trudno. Po prostu trochę sprawności fizycznej i jest się w środku ale o tym później i więcej…Z zewnątrz szokuje, mimo tego, iż od premiery już trochę minęło. Wnętrze jest równie finezyjne. Idealna pozycja, nawet ta od strony pasażera. Artur, który debiutował jako kierowca tego urządzenia po raz pierwszy nie mógł odnaleźć „startera”. Z reguły nigdy mu się to nie zdarza, a ja jestem ostatnim, który by mu w tym pomógł. Tym razem było inaczej, z prawego fotela wcisnąłem ten magiczny guzik i… nic nie powinno się stać, powinna być cisza i po przełożeniu lewarka w pozycję „D” należałoby słuchać oporu toczenia się opon po asfalcie.

Serce tego projektu jest trochę elektryczne i trochę bardziej spalinowe. W normalnej hybrydzie na początku nic się nie dzieje. Jest cicho. Tylko trzy cylindry… R3, jak nazwa jakiejś baterii, a jednak chodzi o trzy cylindry w układzie rzędowym. 1,5l pojemności? I to ma być fajny pojazd? Kiedy o tym usłyszałem od moich kolegów pomyślałem, że będziemy testować Poloneza. Następnie trochę o mocy. Silnik spalinowy generuje aż 231KM, elektryczny 131KM i wszystko wieńczy 570Nm momentu obrotowego… W dzisiejszych czasach nie na każdym zrobi to wrażenie, ale dla mnie to naprawdę wystarczyło. Brzmiało szybko.

Tak też było podczas odpalenia, auto groźnie zaryczało i ruszyliśmy. Po przybyciu do naszego tajnego centrum dowodzenia okazało się, iż nie dostaliśmy ładowarki do testowanego egzemplarza… i8, tak jeżeli nikt nie zgadł wcześniej mowa o i8. Na początku nikt nie uwierzył. Paweł nawet do tego stopnia, że zabrał się za majsterkowanie. Niestety maski nie udało się otworzyć. Zrezygnowany Paweł oddał mi kluczyki.

Zabrałem BMW wyłącznie dla siebie. Musiałem jeździć tylko w trybie „sport”, ponieważ wtedy auto ładuje silnik elektryczny, a na rano bateria musiała być naładowana. Nie protestowałem. Auto „otula kierowcę”, pozycja za kierownicą jest idealna. Sama jazda odrywa od rzeczywistości, nawet przy małych prędkościach. Brzmienie fantastyczne, nawet pomimo tego, iż w większości pochodzi z głośników. Dosyć słodzenia… Podobno ciężko wysiada się i wsiada do tego pojazdu. Jest w tym trochę prawdy.

Testując i8 obiecałem mojemu synowi, iż zabiorę go na przejażdżkę. Udając się po niego podjechałem na zakupy pod jeden z niemieckich koncernów spożywczo-przemysłowych. Wysiadłem bez problemu. Powracając z zakupów ciężko było mi wsiąść. Musiałem w upale i z zakupami w ręku poczekać na swoją kolejkę do oglądania pojazdu, aby ukradkiem wślizgnąć się do kabiny i poświęcając trzech „podziwiających” (musiałem po nich przejechać), udałem się w dalszą podróż. Nie włożyłem zakupów do bagażnika. Kupiłem wodę i trzy jabłka, a i tak nie zmieściłbym ich do części bagażowej i8, jest naprawdę mała… i bardzo dobrze.

Dotarłem po „Dziedzica” (to ksywa mojego syna, poza rodziną wszyscy nazywają go „Kornel”), było naprawdę duszno, z serii „wieczór stawał się coraz bardziej gorętszy”. Wnętrze BMW emanowało przyjemną morską bryzą, ponieważ klimatyzacja wychładza kabinę momentalnie. Zacząłem montować fotelik. Udało się. Nie zmieściłem w nim dziecka.

i8 cały czas daje o sobie znać, iż jest autem sportowym. Warczy jak legendarne włoskie V-ósemki (dobre głośniki), prawie nie ma bagażnika i kiedy chcesz umieścić dziecko na tylnym fotelu, wybierasz, albo fotelik, albo syn. I chyba tak powinno być ze sportowymi maszynami. Czy jest super samochodem? Nie wiem. Chyba nie. Nie znam się i nie potrzebna mi ta kwalifikacja odnośnie tej maszyny. Ona cieszy każdą chwilą i jest hybrydą. Ludzie wariują na jej widok , dosłownie. Aha i najważniejsze, kiedy jedziesz tylko na silniku elektrycznym…

DOWIDZENJA.

Okiem Pawła
Największy problem to określenie czym jest i8, bo to coś absolutnie innego. To początek naszej przyszłości. Brzmi jak supersamochód, prowadzi się go jak supersamochód, a pali jak MINI. W dodatku jego wygląd działa jak magnes, więc jeśli nie lubicie rozmawiać z ludźmi, trzymajcie się od niego z daleka. Z drugiej strony nie będziecie chcieli z niego wysiadać. Jeśli tak wygląda przyszłość naszej motoryzacji to ja się na to piszę.

Okiem Artura
BMW i8 skłania do gdybania. Co by było, gdybym miał 600.000 zł na samochód? Co by było, gdybym miał nim jeździć na co dzień? Co by było, gdybym nie mógł otworzyć drzwi na parkingu? Na te pytania nie znam odpowiedzi, ale wiem co by było, gdyby sercem tego futurystycznego auta była czterocylindrowa jednostka o pojemności 2 litrów i jeszcze większej mocy – wtedy byłby to fenomenalny samochód. Chociaż wtedy pewnie zastanawiałbym się, czy 3 litry i 6 cylindrów nie byłoby lepsze…

Jeśli czujecie niedosyt, obejrzyjcie pełną galerię z naszego testu i przesłuchajcie specjalny odcinek podcastu. Za test BMW i8 możecie podziękować również BMW Bońkowscy ze Szczecina.