Blog

Goodwood a sprawa polska, czyli debiut drogowy Arrinery

Autor:  | 

Posiadłość w Goodwood jest najlepszym przykładem czym żyje angielska arystokracja. Tor wyścigów konnych, pola golfowe, tor wyścigów samochodowych, rajdowy odcinek specjalny. Jest tu też i lotnisko którego historia nierozerwalnie wiąże się z Polakami.

W listopadzie 1940 roku czasowy przydział na wspomniany aerodrom otrzymał 302 Dywizjon Ziemi Poznańskiej. Swój bojowy szlak złączył z tym miejscem również legendarny Dywizjon 303 goszcząc tu kilkukrotnie, aż do jesieni 1944 roku. Po 72 latach Polacy powrócili do Goodwood. Tym razem uzbrojeni w prototyp polskiego superauta Arrinera Hussarya GT. Lotniczne nawiązanie nie jest tu przypadkowe bowiem Polski supersamochód zaprezentowano w Goodwood w barwach w jakie malowano nieuzbrojone rozpoznawcze, samoloty Spitfire, latające wyżej i szybciej niż inne wersje. To nie wszystko, rama przestrzenna ze zintegrowaną klatką bezpieczeństwa wykonana w Arrinerze jest ze stali BS4 T51. Powszechnie dziś stosowana w motorsporcie, kiedyś była wykorzystywana do budowy szkieletów samolotów myśliwskich Hawker Hurricane i Supermarine Spitfire.

Od czasu prezentacji Arrinery Hussarya GT w Birmnigham wokół Polskiego auta narosło tyle spekulacji, że jej historia mogła by przejść do kanonu teorii spiskowych. Faktem jest, że o całym przedsięwzięciu od zimy zrobiło się niezwykle cicho, to też zgłoszenie Arrinery w tegorocznym Festival of Speed wielu przyjęło z przymrużeniem oka i złośliwym uśmiechem. Na kierowcę Arrinery wytypowano prawdziwego weterana Goodwood – Piotra R. Frankowskiego – i trzeba obiektywnie przyznać, że był to wybór najlepszy z możliwych.

Trasa o długości 1.89 km jest bardzo wymagająca, a na zdradliwym zakręcie Molecombe, swe samochody rozbijali najwięksi mistrzowie motorsportu. Przed zespołem stało więc naprawdę trudne zadanie, szczególnie, że o ile prasa zagraniczna o Arrinerze wypowiada się z dużą dozą sympatii, to można odnieść wrażenie, że dziennikarze nad Wisłą tylko czekali na potknięcie firmy. To też prawdziwa fala hejtu wylała się po pierwszym, piątkowym podjeździe.

Tuż po starcie auto zaczęło mieć bowiem problemy z obrotami, co żartobliwie tłumaczył zespół Arrinery, że „na wieść o Brexicie współpracy z polskim samochodem odmówiła brytyjska elektronika”. Usterkę udało się jednak szybko zlokalizować i co ważniejsze, wyeliminować. Nie powstrzymało to jednak złośliwych komentarzy z ust polskich „specjalistów” od supersamochodów.

Szkoda tylko, że nikt nie zauważył, ze w tym samym czasie zespół McLarena borykał się problemami, które niemal przy każdym podjeździe trapiły nowy model P1GTR. Tym bardziej cieszy fakt, że podczas trzech dni i pozostałych pięciu szybkich podjazdów Hussarya GT spisywała się znakomicie, a pomiar czasu pokazał duży potencjał auta, który już dziś pozwala na zostawienie w pobitym polu mocniejszych graczy.

Było to o tyle duże osiągnięcie, ze tegoroczny Festival of Speed odbył się pod znakiem ulewnego deszczu, co w połączeniu z narzuconą z poboczy gliną zamieniało asfaltową trasę w prawdziwą płytę poślizgową.

Arrinera wzbudziła nie tylko olbrzymie zainteresowanie wśród kibiców i kierowców wyścigowych ale i konstruktorów. Cieszy to tym bardziej, że to pierwszy samochód konstrukcji i produkcji polskiej biorący udział w Festival of Speed. Najlepszym podkreśleniem rangi tej imprezy niech będzie fakt, że Goodwood od wielu lat jest areną światowych debiutów specjalnych wersji dla takich marek jak McLaren, Bentley, Jaguar, Mercedes czy BMW.

Po drogowym debiucie, można już powiedzieć coś więcej na temat technicznej strony polskiego superauta. Zaprezentowany w Goodwood prototyp, zbudowano w oparciu o przepisy FIA GT. Konstrukcję oparto na przestrzennej ramie rurowej ze zintegrowaną klatką bezpieczeństwa.
Nadwozie wykonano z kompozytów na bazie włókna węglowego, a o jego aerodynamikę zadbał zespół pod kierunkiem profesora Janusza Piechny z Politechniki Warszawskiej. Optymalizacji dokonano w tunelu aerodynamicznym brytyjskiego ośrodka badawczego MIRA słynącego m.in ze współpracy z takimi markami jak Jaguar czy Aston Martin.

Sercem polskiego supersamochodu jest jednostka V8 o pojemności 6,2 litra, osiągająca moc od 420 do 650 KM w zależności od specyfikacji. Moment obrotowy jest dostarczany na tylne koła za pośrednictwem sprzęgła Tilton, poprzez sekwencyjną przekładnie Hewland LLS ze sterowaniem łopatkami przy kierownicy. Zawieszenie to konstrukcja własna Arrinery, z systemem popychaczowym oraz regulowanymi amortyzatorami Öhlins. Układ hamulcowy oparto na tarczach o jednakowej średnicy 380 mm na wszystkich 4 kołach, współpracujących z 6-tłoczkowymi zaciskami Alcon. Ciekawostką jest zastosowanie wyścigowego układu ABS firmy Bosch.

Po debiucie w takim stylu, pozostaje zacisnąć kciuki i czekać cierpliwie na kolejne posunięcia ze strony firmy Arrinera. Jak deklaruje producent już pod koniec 2017 roku, nastąpi prezentacja dopuszczonej do ruchu drogowego wersji trackdayowej, a później całkowicie drogowego wariantu Hussarya 33.

Relację specjalnie dla nas przygotował Karol Wiechczynski. Więcej jego tekstów znajdziecie na AUTOMOBILISTA.

Zapraszamy też do galerii z wizyty Arrinery w Szczecinie.