Blog

Z wiekiem zmienia się wszystko #02

Autor:  | 

Akcja na złomowisku rozgrywała się dalej. Ja miałem błyskotliwy pomysł, żeby w momencie uchylenia się chwytaka szybko podbiec i zabrać zdobycz, jednak bardziej rozsądny Mistrz, stwierdził iż należy zacząć krzyczeć i machać rękami w celu zatrzymania operatora.

Tak też uczynił. W spokoju i bez adrenaliny udało się przenieść stukilogramowy, uzbrojony blok silnika w najbezpieczniejsze miejsce na złomowisku, zwane wagą. Ze skrzynią biegów było podobnie. Uratowaliśmy komplet i wywieźliśmy go do gabinetu Maćka.

Nastała wiosna roku 2018. Zadzwoniłem do Mistrza w celu umówienia wizyty. Sprawiał wrażenie szczęśliwego, przynajmniej przez telefon. Postanowiliśmy, iż zabieramy się do dzieła lada dzień.

Był sierpień 2018. Wypadało wykorzystać resztki ciepła do prac remontowych, które jeszcze nawet się nie zaczęły. Zdobyliśmy  dogodną lokalizację garażowo-warsztatową wyposażoną w żuraw do wyciągania z samochodu czego tylko się chce, nawet kierowcy i uciążliwej pasażerki.

Ustaliliśmy plan, mianowicie zapadła decyzja strategiczna. Przekładamy głowicę z grzędzącego motoru do świeżo nabytego, stary silnik wyciągamy i rozbieramy, a ten zdobyczny montujemy i na czas remontu służy w pojeździe na okres bliżej nie określony. Po dokładnych oględzinach
i czyszczeniu silnika ze złomu w super stanie okazało się, że nadal mam pecha, który objawiał się u mnie coraz bardziej natarczywym nadciśnieniem tętniczym. Okazało się, iż super okazja ma pęknięty cylinder.

Kolejna narada zakończyła się kolejną strategiczną ku….wa decyzją, której nadal byłem autorem. Stwierdziliśmy, że nie remontujemy starego silnika, tylko ten nowy. W tym celu zawieźliśmy go do oddalonej o 100 km szlifierni. Zlecenie obejmowało dokładne obmierzenie silnika oraz uwzględnienie w tym tulejowania pękniętego cylindra. Wracając stamtąd we dwóch gdybaliśmy sobie jaka może być najwyższa cena za szlif i tulejowanie, no i w ogóle, że teraz to człowiek będzie miał pewność i tak dalej, jak to wszystko to jednak jest proste i w ogóle jak fajnie że to wszystko się rozj…ło, i tak dalej.

Po 4 dniach odebrałem telefon od właściciela szlifierni. Byłem bardzo miły i przepełniony entuzjazmem. Pan oznajmił mi, że wałek rozrządu jest do niczego, że ma taki nowy na półce, że uda się bez problemu wytulejować cylinder, zrobić szlif wału i wygładzić blok, i że silnik będzie idealnie spasowany wraz z nowym zestawem włoskich tłoków (które sam znalazłem wyjątkowo w niepromocyjnej cenie). Jego przed ostatnim zdaniem było to, że za trzy dni będzie wszystko gotowe. Spytałem się czego aż tak dużo czasu potrzebuje na kosztorys? On odpowiedział, że kosztorys miał gotowy na drugi dzień, a teraz to już zabrał się do pracy i że za chwilę będzie kończył. Na końcu zdradził szczegóły dotyczące ceny. Okazała się być 3,5 razy większa, niż moje ultra maximum. Nie byłem zadowolony…

Po krótkiej wizycie w szpitalu byłem gotów odebrać silnik. Po to żeby być odprężonym pojechałem tam fiatem z grzędzącym, nadal nie wyjętym silnikiem. Zapłaciłem i wyjątkowo bez żartowania i miłego pożegnania odjechałem. Dotarłem do warsztatu, gdzie czekał na mnie Mistrz. Prawie w ogóle nie rozmawialiśmy. Wyjęliśmy z bagażnika nowy komplet i ustaliliśmy, że jutro po pracy zaczynamy składać klocki.

Koniec części drugiej…