Blog

Z wiekiem zmienia się wszystko #01

Autor:  | 

Z wiekiem zmienia się wszystko. Nie jest to zbyt wygórowane stwierdzenie ale to prawda, która akurat się nie starzeje.

Przechodząc indywidualne okresy czasowe człowiek uczy się pewnych zachowań. Niektórzy nazywają to dojrzałością albo tetryctwem. Zależy to od stopnia zaawansowania albo oceniającego. Człowiek wraz z przemijaniem doświadcza przemiany i wyciąga wnioski. Czasami nie ale nie chcę nikogo obrażać. Poznajemy nowe smaki, kultury, zachowania niektórych osób o poranku itd…. Podczas nauki wiele składowych naszego postępowania zaczyna nas irytować albo jeszcze gorzej, mianowicie może zacząć dotyczyć frustracji otoczenia: sąsiadów, żon, współpracowników. Dzieciom i zwierzętom z reguły to obojętne, ponieważ dla nich zawsze trzeba być życzliwym. Podsumowując uczymy się jak nie należy postępować. Tak było i ze mną. W zasadzie nie wiele się zmieniło, Syn nadal bardzo mnie lubi a sąsiedzi powoli zaczynają odpowiadać „dzień dobry”.

Kilka lat temu zniknąłem z życia redakcji DoDechy, ponieważ zająłem się remontem nominalnym silnika w moim klasyku. Pamiętam, że z mojego dwutygodniowego urlopu wypoczynkowego wszystko przeciągnęło się do 48 dni. Tym razem było trochę inaczej. Remont odbywał się tylko późnymi popołudniami.

Był 18 sierpnia 2017 roku. Podróżowałem wtedy wraz z moją koleżanką do miejscowości Rusinowo w celu organizacji spotkania dla kilku osób pod hasłem : „sport i woda”. Pędziłem moim Fiatem ze znaczną prędkością , cytując Krzysztofa Szmagiera (reżyser serialu „07 zgłoś się”) „leciałem ostro, trochę ponad setkę”. Dojechałem do celu i zgasiłem motor. Po pomyślnym załatwieniu wszystkich spraw odpaliłem silnik i okazało się, że coś „grzechoczę”. Na początku myślałem, że to jakiś mały problem: łożysko od alternatora, coś z pompą wody. Po dojechaniu do domu wraz z moim kolegą i mistrzem motoryzacyjnym „Maćkiem” (pseudonim artystyczny pochodzi od polskiego imienia) zaczęliśmy wykluczać wszystkie dolegliwości osprzętu. Po spuszczeniu oleju sprawa okazała się bardziej drastyczna . Na dnie pojemnika z olejem znaleźliśmy opiłki mosiądzu. Każdy kto interesuję mechaniką i motoryzacją wie, że są to najgorsze wieści, szczególnie poprzedzone nieprzyjemnym hałasem podczas pracy motoru. Oznacza to w skrócie, że coś się zepsuło i to na poważnie. Dreszczowych emocji dodawał fakt, iż silnik był dwa lata po remoncie i przejechał ok 3000km. Na koniec zapadła strategiczna decyzja dotycząca ponownego rozebrania silnika w trybie natychmiastowym. Pomimo wszystkich pocieszeń ja wiedziałem co mnie czeka i ile to będzie kosztować.

Od tamtej pory minęło pięć miesięcy. Jest 22 luty. Silnik nie został rozebrany, nadal tkwi w pojeździe. Otrzymuję telefon od mistrza Maćka, który z przerażeniem pyta się gdzie jestem. Szybko doszliśmy do porozumienia, iż znajdujemy się w tym samym mieście, a On przypadkiem znalazł się na złomowisku i widzi przed sobą silnik od FIATA 125p. Pośpieszyłem tam cywilnym pojazdem pewnej japońskiej marki. Przed moimi oczami ukazał się przepiękny silnik bez głowicy (jest aluminiowa, więc złomiarze…), który obracał się z lekkością, jakby ktoś trzymał go w garażu właśnie dla mnie. Kawałek dalej ukazała się piękna oryginalna czterobiegowa skrzynia biegów, też w idealnym stanie. Nad naszymi głowami szalała ładowarka, która zabierała złom do HUTY…..

Ciąg dalszy nastąpi.