Blog

TEST: Volvo XC60

Autor:  | 

To był już listopad, a pojazd był iście bulwarowy. Dokładnie niedziela, od rana pogoda jak na tę porę roku przystało. Deszcz, wiatr i 5 st. C. Umówiłem się z Pawłem, że jak tylko skończy zdjęcia, to odstąpi mi wóz do testu. Nastąpiło to ok. godziny 14.00. Czekałem na niego na parkingu przed domem, nadal padało. Po 2 minutach pojawił się Szanowny Redaktor Naczelny z miną jak po udanym polowaniu na bizony w Borach Tucholskich i stwierdził, że pogoda nie sprzyja fotografowaniu.

Nie znam się na tej dziedzinie ale zdziwiłem się trochę, gdyż często widziałem ludzi, którzy nad samą linią brzegową robią sobie zdjęcia w sztormie i deszczu próbując przy tym pozować, a wiem o czym mówię, gdyż większość swojego życia spędziłem nad Bałtykiem. Pozwoliłem sobie odwieźć Pawła. Zaczęło się przejaśniać.

Po pożegnaniu z kolegą nie miałem koncepcji na to, gdzie zabrać bardzo dostojnego, białego SUV-a. Pomyślałem, że przejadę się nim w tak zwanym układzie 50/50. W mojej ocenie taki test polega na trasie mieszanej, mniej więcej po równo po za miastem jak i po terenie zabudowanym. Jak tylko wyjechałem za miasto pokazało się piękne i bardzo ostre słońce, które wyraźnie dawało znać o tym, że jeszcze 50 min. i postanowi wybrać się na zachodnią stronę kontynentu. Ja poczułem się bardzo zrelaksowany i przyznam się szczerze, że nie chodziło tu o warunki atmosferyczne.

Volvo XC 60 jest bardzo dostojne i zarazem zgrabne jak na tego rodzaju samochód. Ostatnie auto z tej stajni testowałem ponad rok temu. Było to XC 90, którym byłem przerażony. Było ogromne i pomimo potężnej mocy nie było czuć jak ta „salonka” przyspiesza. Nie mogłem też się w niej wystarczająco odprężyć, ponieważ 90-tka to przepotężny samochód, który zdawał mi się być większy od mojego mieszkania wraz z podpiwniczeniem. Ten również był w białym kolorze. Wyglądał równie interesująco jak jego większy i starszy brat, jednak we wnętrzu… .Tam poczułem się bardzo dobrze, jak w domu i to w sensie dosłownym, ponieważ był to tylko mój duży pokój z łazienką. Pomimo gabarytów auto jest bardzo przyjazne i ergonomiczne. Należy jednak pamiętać o tym, iż to nowa ewolucja Volvo i prawie cała obsługa pomija uruchamianie wszelkich udogodnień za pomocą przestarzałych przycisków. Czy to dobrze? Domyślacie się jak dla mnie, tym samym ja domyślam się jak dla całej reszty.

Znajdowałem się około 8 km od miasta. Tę po za zgiełkową przejażdżkę celowo opracowałem tak, żeby nie wyjeżdżać na autostradę. Do niczego w tym „dyliżansie” nie było mi to potrzebne. Ten pojazd pływa i prze fantastycznie prowadzi się po zakrętach. Jest pewny i to jest to co uwielbiam w takich samochodach. On chce zrobić wszystko oprócz tego , żeby chciało Cię ponieść. Działa kojąco i namawia do słuchania klasyków ale nie tych z ostatnich czterech dekad, tylko z przełomu dwóch ostatnich stuleci. Do tego wszystkiego wygląda bardzo szykownie. Pasuje do dobrego smutnego garnituru, sportowej marynarki oraz do ubrania iście sportowego (ludzie z kijkami i obcisłymi getrami nie biorą udziału w tym porównaniu).

SUV z silnikiem diesla. Tak to co lubię najbardziej. Jeżeli ktoś mnie nie zna, uzna mnie za pasjonata makro i mikroekonomii, jeżeli ktoś mnie zna będzie wiedział, że to ostro wyrysowana ironia z mojej strony, ponieważ to zestawienie przyprawia mnie o… . Nie uważam, iż samochód tego kalibru powinien być uzbrojony w potworny benzynowy silnik, ja po prostu nie przepadam za silnikami wysokoprężnymi i za nadwoziami tego typu. To jest zbyt modne.

Tym razem było inaczej. Było przyjemniej i przyznam, iż do tej pory chyba najprzyjemniej po spotkaniach z tym konkretnym gronem towarzyskim. Dwulitrowy czterocylindrowy diesel o mocy 190 KM jest idealnie zestrojony z tym dżentelmeńskim pojazdem. Zaskakuje też ośmiostopniowa zautomatyzowana skrzynia biegów, która w trybie sekwencyjnym nie opiera się o manetki przy kierownicy, tylko niemal tradycyjnie jak na obecne konwenanse, zmienia biegi za pomocą ruchu drążka, niczego w tym wszystkim nie udając. Każdy ruch do przodu oznacza przełączenie na wyższy bieg, natomiast w tył – redukcję. I tak powinno być, to nie WRC. Do tego wszystkiego cztery tryby jazdy: Eco, Comfort, Offroad i Dynamic. I tak sporo. Tryb do jazdy w terenie sprawdziłem dosłownie przez 6 min i to jeżdżąc jeszcze po mieście. Pojazd idealnie wykorzystywał moment obrotowy i wspiął się pod konkretne nieutwardzone wzniesienie, spokojnie i bezpiecznie sprowadzając mnie na dół. Tryb Eco jak w większości aut nie jest potrzebny, ten dynamiczny znacznie poprawia osiągi, tylko po co? Najlepiej prowadzi się w komfortowych warunkach i przy ofensywnym nastawieniu kierowcy.

Tak jak wspomniałem wcześniej testowałem Volvo w mieście i po za nim. Jeżeli chodzi o zużycie paliwa, też było w miarę uczciwie jak na te gabaryty. Pojazd poza miastem spalał około 8,6 l paliwa na 100km, w mieście spalanie wzrosło do 9,5l.

Podsumowując to było bardzo miłe spotkanie. Chciałbym zaznaczyć, iż nie był to test długodystansowy ale zaledwie tylko jeden nie pełny dzień. I tak wystarczająco, żeby się polubić i mieć wypracowane zdanie. Czy można zredukować marzenia o 50% jeżeli marzy się o XC 90 z silnikiem T8? Uważam, że można. W XC 60 z silnikiem D3 poczujecie się tak ważni jak w 90-tce, nie zabłądzicie między tylną kanapa, a miejscem za kierownicą i zredukujecie koszty o wspomniane wcześniej 50%.

Za użyczenie samochodu dziękujemy salonowi Volvo Auto Bruno ze Szczecina.