Blog

TEST: Subaru Levorg

Autor:  | 

Pamiętam ten dzień, gdy po raz pierwszy spotkałem się z Subaru Levorgiem. To były tegoroczne targi motoryzacyjne w Genewie, gdzie stanowisko Subaru znajdowało się tuż przy wejściu na główną halę. To był idealny początek pierwszego dnia targów. Po spacerze w chłodny i deszczowy poranek, gorąca i wyjątkowo dobra kawa na stanowisku Subaru skutecznie przyciągała nawet tych, którzy za tą marką nie przepadają.

Z początku wszystko szło zgodnie z planem. Samochód przykryty płachtą stał w tle oficjeli, którzy wychwalali sukcesy marki. Potem przyszła chwila prezentacji samego samochodu. Nazwa „Levorg” brzmi intrygująco i tajemniczo. Co ciekawe nie jest to zbitek przypadkowych słów, lecz odpowiednio dobranych liter z trzech wyrazów: Legacy, Revolution i Touring. Kombinacja tych słów tym bardziej budziła nadzieje.

W pewnym momencie, dynamicznym, zamaszystym ruchem rąk panowie pod krawatami pociągnęli za materiał odsłaniając samochód. Serce zabiło mi szybciej. Przed oczami pojawił się przód do złudzenia przypominający WRX STi. Nie zastanawiając się ani chwili strzelałem zdjęcia jedno za drugim, by uchwycić moment europejskiej premiery Levorga.
Nagle poczułem klepanie po ramieniu i usłyszałem Artura, który przebił się przez tłum fotoreporterów by się do mnie dopchać. – Paweł – stwierdził z lekkim niesmakiem – co ty robisz? Przecież to jest kombi! Jak za dotknięciem magicznej różdżki wstałem, obróciłem się na pięcie i odszedłem powtarzając sobie pod nosem „kombi, kombi, kombi”.
Każdy, kto choć raz przesłuchał odcinek naszego podcastu dobrze wie jaki mamy stosunek do tego segmentu. Poza nielicznymi wyjątkami, są to zazwyczaj samochody, które kupuje się czysto z rozsądku. Bezduszne maszyny, które mają nas przewieźć z punktu A do punktu B, przy okazji pakując do środka wózek, psa i choinkę. Krótko mówiąc, omijamy je szerokim łukiem.
Do Subaru Levorga coś jednak nieustannie mnie ciągnęło, więc gdy Grupa Polmotor i salon Subaru w Szczecinie zaoferowali nam możliwość przetestowania tego samochodu zgodziliśmy się bez chwili namysłu.

Testować przyszło nam najbogatszą wersję Levorga o nazwie GT-S. Z wyposażeniem jest jednak pewna ciekawostka. Jeśli chcemy wersję uboższą, lub jak kto woli mówić „golasa” to w porównaniu do tego czym jeździliśmy, nie będzie miał nawigacji i elektrycznie regulowanych foteli obitych skórą, a felgi aluminiowe będą mniejsze o cały cal. Czy to oznacza, że nowe Subaru jest tak ubogo wyposażone?
Nic z tych rzeczy. W standardzie nowy Levorg ma absurdalnie dużo. Jak dużo? Tempomat, automatyczną skrzynię biegów, system audio z radiem DAB wraz z 7” wyświetlaczem i 6 głośnikami, dwa komputery pokładowe, podgrzewane fotele, kamerę cofania, mógłbym tak wymieniać i wymieniać. Ostatecznie, jeśli kiedykolwiek zdecydujecie się kupić najnowsze kombi od Subaru to w salonie poza fotelami będziecie mogli jeszcze wybrać kolor lakieru – reszta w standardzie.

Taka filozofia kłóci się nieco z obecnymi trendami, gdzie wchodząc do salonu możemy spędzić kilka godzin na konfigurowaniu swojego samochodu, a każdy drobiazg słono kosztuje. Tutaj wybieramy fotele i kolor. Koniec. Dzięki temu zabiegowi Levorg jest z pewnością tańszy w produkcji. My jako klienci zyskujemy na tym dwukrotnie. Po pierwsze dostajemy samochód, który ma wszystkie nowinki techniczne, a po drugie producent nie oszukuje nas i nie kusi w reklamach ceną samochodu, która potem jak się okazuje nie uwzględnia podstawowych elementów wyposażenia. A jak jest z tą ceną? Nasz egzemplarz kosztował 137 tys. zł. Czy drogo? To już kwestia indywidualna. Pamiętajcie tylko, że mamy tu do czynienia z samochodem ze stałym napędem na cztery koła.
Zanim jednak przejdziemy do tego jak się jeździ następcą Legacy, warto na chwilę porozmawiać o jego stylistyce. Levorg jest bardzo nietypowym stylistycznie samochodem. Gdyby przeciąć go w pół – choć tego nie polecam – to cały przód, aż do linii drugiej pary drzwi to wypisz wymaluj WRX STi – co szalenie mi się podoba. LED’owe lampy przednie, mały – co jest ostatnio niespotykane – grill i wlot powietrza na masce nadaje mu bardzo sportowego charakteru. Do tego kontrastujące z kolorem lakieru srebrne lusterka stanowią bardzo agresywną mieszankę.
Potem mamy tył. Dość dynamicznie opadająca linia dachu stara się jakby ukryć fakt, że przed nami stoi kombi. Nie będę ukrywać i możecie mnie później z tego rozliczać. Levorg to jedno z najzgrabniejszych kombi jakie w życiu widziałem. Bardzo szybko i bez problemu można zapomnieć, że jest to samochód na literę „k”.
Wspomniałem przed chwilą, że Levorg jest samochodem o sportowym charakterze. To bardzo kluczowe stwierdzenie. Agresywna stylistyka sugeruje, że pod maską drzemie potwór. Tymczasem znajdziemy tam skromny silniczek Boxer 1,6 litra turbo, generujący całkiem pokaźne 170 koni. Dzięki temu samochód rozpędza się do setki w nieco poniżej 9 sekund. Miłośnicy stereotypów w tym momencie pewnie chwycili się za głowę. Tak mało? W Subaru?

Tak, bo nie jest to samochód wyczynowy, ani sportowy, od tego mamy WRX STi. Levorg ma być przyjemnym samochodem do podróżowania na co dzień. Jak to wszystko zatem spisuje się na drodze? To zależy czego wymagamy od samochodu. Jeśli na słowo „Subaru” w głowach widzicie jedynie rozrywające szuter niebieskie błyskawice – to zdecydowanie nie jest to silnik dla Was. Nie zrozumcie mnie źle, do normalnej jazdy, wyprzedzania czy wbijania się na obroty wystarczy w zupełności, ale nie jest to samochód do szaleństw – i nigdy nie miał nim być.
Natomiast zdecydowanie każdemu polecam przejechanie się Levorgiem, głównie za sprawą skrzyni bezstopniowej CVT. Co to oznacza? Krótko mówiąc, po wciśnięciu pedału gazu, obroty wskakują na swój najwyższy moment i samochód po prostu ciągnie do przodu. Nie ma nawet najmniejszego szarpania wywołanego zmianą biegów, samochód po prostu pędzi do przodu. To uczucie trudne do opisania. Gdyby nie dźwięk silnika można by pomyśleć, że mamy tu napęd w pełni elektryczny. Dla osób, które potrzebują jednak odczucia zmiany biegów Subaru też ma rozwiązanie. W trybie manualnym, gdy sterujemy skrzynią biegów manetkami przy kierownicy, Levorg symuluje 6 biegową przekładnię, delikatnie szarpiąc nami podczas zmiany biegów. Odczucie jednak jest bardzo delikatne więc dla miłośników standardowych skrzyń biegów może to być bardzo duży minus.
Co ciekawe Subaru zapewnia, że to 1,6 ma osiągi zbliżone do silnika, który był montowany w Legacy, czyli 2,5 litrowa jednostka wolnossąca. O samym silniku spieraliśmy się więcej podczas odcinka DoDechy poświęconego Levorgowi.

Najważniejszy jest fakt, że z samochodu nie chce się po prostu wysiadać. Być może jest to sprawka foteli, które są wyjątkowo wygodne. Ich największym atutem jest delikatne wyprofilowanie, które tak jakby chciało przypominać, że jedziemy samochodem z napędęm na cztery koła i w razie kontrolowanego poślizgu będą nas stabilnie trzymać na miejscu. Może to też sprawka samego zawieszenia, które bardzo stabilnie trzyma samochód na drodze. Miałem pewne obawy czy tak mocno zestawione zawieszenie poradzi sobie na bardziej wyboistych drogach. Nie mam pojęcia co inżynierowie z Subaru zamontowali pod samochodem, ale wszelkie wyboje Levorg pokonywał bez uszczerbków dla mojego kręgosłupa. Troszkę gorzej jest z tyłu, gdzie jako dwu metrowy facet czułem się lekko skrępowany. Humor poprawiła jedynie tylna kanapa, której oparcie można regulować. Mogłem więc wyciągnąc się i podziwiać podsufitkę zapominająć, że kolana mam ściśnięte jak wstydliwa niewiasta. Ale nie po to się kupuje samochód by siedzieć z tyłu. Wracamy więc do centrum dowodzenia, bo tu jest jeszcze jeden element przez chciałoby się jechać i jechać. Wnętrze.

Po pierwsze kierownica. W końcu ktoś poszedł po rozum do głowy i zrobił ciekawą kierownicę w rodzinnym samochodzie. Ścięta w kształt litery D i pełna przycisków do obsługi naszego motoryzacyjnego wszechświata. Za kierownicą ściętą w kształt litery D znajduje się pierwszy komputer pokładowy. Znajdziemy tu wszystkie standardowe informacje, które są znane z każdego samochodu, przejdę więc do drugiego komputera, który lekko schowany umiejscowiony został nad nawigacją. Po co drugi komputer? By zaspokoić takich ludzi jak ja, których można kupić małymi detalami i funkcjami o których nie miałem pojęcia, że chcę mieć. O ile jeszcze łatwo jeszcze uzasadnić wykres pokazujący historię trasy pod względem ekonomii jazdy, tak poziom nacisku na pedał gazu czy wykorzystanie turbosprężarki w takim samochodzie to gadżet. Problem w tym, że strasznie mi się to spodobało.
Dalej było już tylko lepiej. Znajdziemy tu 6 wejść USB, niektóre z nich o wzmocnionej mocy dzięki czemu będzie można spokojnie ładować nasze gadżety bez których nie da się już żyć. Czy wspominałem, że po uruchomieniu stacyjki wskazówki zegarów robią pełny obrót? Robią.

Ponieważ Levorg to kombi warto by było wspomnieć też o bagażniku i powierzchni ładunkowej. Jest. Otwiera się, ma dwa ukryte schowki. W katalogu wyczytałem, że ma 522 litry.
W pełni zdaję sobię sprawę z tego, że powyższa recenzja jest do bólu słodka, ba, wydaje się wręcz niewiarygodna, szczególnie, że jest to nasz pierwszy test. Problem w tym, że Levorg jest bardzo dobrym samochodem, który zwiastuje odrodzenie Subaru i otrząśnięcie się z wielu – grzecznie mówiąc – nietypowych propozycji (cześć Tribeca!). Chciałbym pomarudzić, doczepić się do czegoś i ponarzekać, ale po całym dniu testów wróciłem do domu z przeczuciem, że gdyby przyszła kiedyś konieczność zakupu kombi to Levorg byłby jednym z niewielu kandydatów w tym przedziale cenowym. O ile nie jedynym.

To samochód z jednej strony dyskretny, który po cichutku będzie na Was czekać na parkingu, ale powodujący uśmiech z każdym krokiem z którym będziecie się do niego zbliżać. Nie jest samochodem wyczynowym, nie pobijecie nim rekordów czasowych w Tour de Śmietnik na osiedlu. Levorg za wszelką cenę będzie Was przekonywać, że nie siedzicie w kombi, dowiezie Was bezpiecznie w każde miejsce, a przy okazji pobawi się z Wami mnogością gadżetów.

Okiem Michała:
Pierwsze spotkanie z Subaru Levorg uważam za dosyć udane. To samochód, który potrafi “zaczarować” segment kombi, wiec nie do końca należy go w nim umieszczać, Pojazd innowacyjny, a zarazem bardzo konserwatywny w odniesieniu do swojego dziedzictwa. Dosyć wysoki moment obrotowy(250 Nm) uzyskiwany już przy 1800 obr/min i utrzymywany aż do 4800 obr/min w połączeniu z automatyczna skrzynią CVT sprawia wrażenie lekko ospałego podczas przyśpieszania, jednak jest to tylko wrażenie, ponieważ pod maską drzemie 170 KM, a sprint do setki zajmuje Subaru mniej niż 9 sek. Podsumowując jest to auto bardzo indywidualne w swojej klasie i tym samym przeznaczone dla indywidualisty.

Okiem Artura:
Subaru Levorg nie jest ani największym, ani najładniejszym (choć w tym wypadku to akurat stwierdzenie bardzo subiektywne), ani nawet najszybszym samochodem w swojej klasie. Jest jednak w tym aucie coś bardzo urzekającego. I nie chodzi mi o przód ściągnięty z WRX STi (nie może mi to być bardziej obojętne). Nie kręci mnie też fakt, że jeśli ustawimy się pod odpowiednim kątem, to nie zauważymy, że to kombi. Ani to, że czekając na szykującą się żonę miałbym do dyspozycji niezliczoną ilość gadżetów do zabawy.
Subaru Levorg to samochód męski. Pozbawiony zbędnej biżuterii. Jest twardy i potrafi skopać dupę kiedy trzeba, ale na co dzień nie lubi być w centrum uwagi. Levorg doskonale sprawdziłby się jako narzędzie, ale ponieważ to Subaru, jest czymś o wiele więcej.

Dziękujemy Grupie Polmotor i salonowi Subaru w Szczecinie za udostępnienie samochodu do testów oraz Azoty Arena za możliwość wykonania sesji zdjęciowej.

Pamiętajcie, że więcej o Subaru Levorg możecie posłuchać na odcinku podcastu, a pełną galerię zdjęć możecie obejrzeć na naszym Fanpage.