Blog

TEST: Skoda Superb Sportline

By  | 

Gdybym teraz, w środku nocy, pisząc ten test zrobił sondę uliczną i zapytał o najbardziej obyty model samochodu, to jestem przekonany, że mimo zdezorientowania mieszkańców naszego pięknego miasta, Skoda Superb plasowałaby się bardzo wysoko w rankingu. Część powiedziałaby standardowo – „bo to Skoda”. Inni powoływaliby się na ilość tych samochodów na ulicach. Jeszcze inni wspomnieliby o dawnych czasach, a potem zapytali jak trafić do najbliższego DPSu.

Jeśli jesteście sceptycznie nastawieni do marki Skoda, to nawet gdybym wam powiedział, że ten samochód ma napęd na cztery koła, 280KM i szalony lakier, bym was nie przekonał. Haczyk polega jednak na tym, że dokładnie taki model przyszło nam testować. Bo prawda jest taka, że każdy samochód jest jedynie tak nudny, jak jego właściciel.

Pierwszy raz Skoda Superb oczarowała mnie podczas słynnego wyjazdu na targi do Genewy. To był jeden z tych niewielu przypadków, gdzie z własnej i nieprzymuszonej woli chciałem siedzieć z tyłu. Podkreślałem to już setki razy, ale muszę to zrobić ponownie. Ilość miejsca z tyłu jest absurdalna. Przez dwa lata testowania, tak wygodnie nie było mi w żadnym samochodzie. Może fotele nie są pokryte skórą z młodej krówki, która była karmiona wyselekcjonowanymi źdźbłami trawy, patrząc na fiordy i słuchając Mozarta. Może nie miałem możliwości automatycznego odsysania, efektów ubocznych kuchni meksykańskiej, ale nigdy wcześniej nie mogłem w samochodzie, siedząc z tyłu udawać zalotnika, przekładając sobie wygodnie nogę na nogę. Tutaj nie tylko miałem taką możliwość, ale miałem wrażenie, że gdy mówię coś do chłopaków z przodu, to mój głos goni echo. Raz się nawet zgubiłem. Teraz w końcu mogłem zasiąść w fotelu kierowcy i spędzić z samochodem więcej czasu.

O samym wyglądzie Skody Superb, chyba nie ma co dużo się rozwodzić. Już dawno w podcastcie ustaliliśmy, że jest to jedna z najładniej zaprojektowanych limuzyn obecnie dostępna na rynku. Jej największą wadą jest jej ogromny sukces. Samochodów jest cała masa, a ich stężenie rośnie wraz ze zbliżaniem się do korporacyjnych biurowców.

Na szczęście Skoda Polska postanowiła wyposażyć nas w dość nietypową wersję swojego topowego modelu. Sportline w tajemniczo brzmiącym kolorze – Dragon Skin. Zacznijmy jednak od początku. Sportline to linia wyposażenia, która faszeruje naszą Skodzinę bardzo przyjemnymi akcentami stylistycznymi. Czarny grill, czarne wypełnienia kloszy lamp, czarny delikatny spoiler na klapie bagażnika i obudowy lusterek – zgadnijcie w jakim kolorze. Tak, zgadliście za pierwszym razem. Na dodatek mamy obniżone zawieszenie oraz 18 calowe felgi, które za dopłatą możemy sobie powiększyć o dodatkowego cala. A jak nas nauczyła kultura tuningu lat 90-tych – wielkość ma znaczenie. Tylko nie wspominajcie nikomu o wentylkach z logo Skody, bo choć są ładne to szybko mogą zmienić swoje przeznaczenie na spinki do mankietów zazdrosnego przechodnia.

Tutaj następuje ten moment w którym większość osób szykujących konfigurację popełnia błąd. Nie wiem skąd to przekonanie, że do czarnego koloru najlepiej pasuje czarny. Rozumiem, że konfigurator wyraźnie mówi, że „czarny dodaje pewności siebie”, ale co za dużo to niezdrowo.

Nie bądźcie lalusiami. Skoro całe życie narzekacie i marudzicie jaka to motoryzacja jest nudna i wyblakła, to dlaczego 98% samochodów opuszczających fabryki może się bez przekłamania reklamować w telewizorach marki Rubin?

Zerknijcie do naszej galerii, a sami przekonacie się jak ogromny wpływ ma kolor na samochód. Szczególnie w tym przypadku, gdy jest to lakier specjalny – Dragon Skin. Ustalenie barwy tego lakieru przysporzyło nam wielu kłopotów. W każdym świetle wygląda kompletnie inaczej od żółtego, przez złoty, limonkowy, kiwi (podobno mało dojrzałe), aż po zielony. Ja w skrócie określam go mianem – genialnego.

Naszym testowym egzemplarzem zrobiliśmy kilka tysięcy kilometrów. Nieważne gdzie i z jakiej okazji się pojawialiśmy, absolutnie wszędzie powodowaliśmy skręty karków u przedstawicieli obydwu płci. Po zdziwionych spojrzeniach zazwyczaj następował okrzyk zdumienia: „TO SKODA?!”. Tak, tak, to Wasza poczciwa Skoda Superb, która tak wszystkim się obyła, a wystarczyło kilka elementów i genialny lakier by wszyscy biegali wokół niej jak małe ratlerki. Nawet na zlocie dzieci chciały sobie robić z nim zdjęcia. Mimo, że nie miał nic wspólnego z samym zlotem.
To tylko potwierdza moją teorię o której wspominałem na samym początku. Tymczasem jednak dość o wyglądzie zewnętrznym, warto przejść do środka i przekonać się czy wnętrze jest równie zaskakujące. Tutaj przyszło Skodzie zmierzyć się z najtrudniejszym wyzwaniem, czyli „Testem Pawła”.

Ścięta kierownica? Jest. Czarna podsufitka? Obecna. Ładowanie indukcyjne? Owszem. Ambientowe podświetlenie, dopasowane pod kolor lakieru? Mhm. Dobre nagłośnienie? 12 głośników o łącznej mocy 610W. Uf, test w pełni zaliczony. Jednak po kilku godzinach jazdy udało mi się znaleźć jeden element, który mi nie do końca pasował. Okno dachowe mogłoby być zdecydowanie większe. Wielka szkoda, że sama szyba nie przechodzi trochę bardziej na tylny rząd siedzeń, bo jak pokazuje konkurencja – jest to możliwe i spisuje się świetnie.

Zirytowany przytłaczającym stopniem dobra jakie mnie otaczało, uruchomiłem infotainment. Ostatnia nadzieja, że będę mógł napisać coś negatywnego. Niestety. Grupa VW do perfekcji opanowała intuicyjność tego systemu. Ostatni raz tak dobrze wszystko było poukładane w koncernie BMW. Wszystko jest sensownie i zawsze wiemy gdzie powinniśmy szukać danej funkcji. Mimo, że samochód jest wyposażony w niezliczoną ilość systemów, to wszystkie kluczowe rzeczy są absolutnie zawsze pod ręką. W dodatku jest cała masa drobnych smaczków. Miłośnicy gier mogą sobie zbierać punkciki i listki za ekonomiczną jazdę. Esteci ucieszą się widokiem dystansu do przejechania, które jest reprezentowane przez małego Superb, który zbliża się do dystrybutora. Choć fakt – przyznaję – nie można zmienić jego koloru, co mnie osobiście bardzo zasmuciło.

Sportowe fotele obszyte przyjemną w dotyku alcantarą są wygodne i poprawne, choć znam kilka samochodów, które w swoich usportowionych wersjach potrafią pójść o krok dalej – choć jest to oczywiście kwestią gustu.

Jednym z niewielu elementów, do którego zdecydowanie trzeba się przyzwyczaić to tempomat. Co prawda nie jest trudny w obsłudze, ale gdy jesteśmy wyjątkowo zmęczeni, mimo wszystko można go pomylić z pałąkiem od kierunkowskazów. Jeśli więc gdzieś na trasie, jakiś Superb mrugnie wam długimi światłami, niekoniecznie może to świadczyć o zbliżającej się kontroli drogowej. Z drugiej strony sam tempomat w trybie aktywnym zasługuje na pochwałę. Na autostradzie spisywał się świetnie. Po pierwsze, gdy skorzystamy z kierunkowskazu, sygnalizując zmianę pasa/manewr wyprzedzania, auto przestaje zwalniać przed poprzedzającym pojazdem i wyrównuje prędkość do ustalonej na tempomacie. Jest to wyjątkowo wygodne na długich trasach i pozwala zachować płynność i bezpieczeństwo jazdy. Po drugie w trybie aktywnego tempomatu, nasz Superb może się również w pełni zatrzymać. Oznacza to, że jeśli przytrafi wam się korek, to możecie się w nim bezpiecznie poruszać używając tylko pedału gazu do ruszania samochodem.

Decydując się na taką wersję Skody, mogę się założyć, że zrobicie wszystko, żeby jednak te korki omijać. Pod maską grzecznie czeka dwu litrowy silnik, który swoje 280KM może przekładać na wszystkie cztery koła. Efekt? Przy starcie z Launch Control, pierwszy mandat poza terenem zabudowanym możemy dostać w czasie 5,6 sekundy. W samochodzie, w którym z tyłu można założyć restaurację z tarasem!

Mocy wam nigdy nie zabraknie. Silnik jest niesamowicie elastyczny, a w trybie sportowym, kuszenie dynamiczniejszą jazdą wynagrodzi wam nie tylko przyjemnym brzmieniem silnika, ale również delikatnymi acz bardzo charakterystycznymi dźwiękami z układu wydechowego.

Dodatkowo mieliśmy tutaj system DCC, czyli adapcyjnego zawieszenia. Nie będę ukrywał – przyzwyczaiłem się, że tryby jazdy w samochodach wiążą się jedynie z czasem reakcji i nerwowością w jaki pedał gazu reaguje na drgania naszej prawej stopy. Ewentualnie robią, za akcent humorystyczny gdy nie mówiąc nic, chcemy podkreślić jak bardzo zależy nam by odwieźć teściową jak najszybciej do domu. To niepojęte, że jeszcze w żadnym z testowanych samochodów tak bardzo nie czułem jak zmienia się charakterystyka pracy całego układu zawieszenia. W trybie komfort możemy śmiało sprawdzać, który z pasażerów ma chorobę lokomocyjną. Samochód pływa i buja się na wszelkich nierównościach. Gdy przeklikamy się do trybu sport, nasze łóżko wodne zamienia się w zwarty i gotowy do akcji czołg, który trzyma się każdego zakrętu jak wściekły. System ten kosztuje niemało, bo ponad 4 000zł, ale jest zdecydowanie wart swojej ceny, jeśli lubimy mieć wpływ na to jak zachowuje się nasza zabawka.

W tym wszystkim jednak nie może zabraknąć odrobinki czegoś dziwnego. Niestety ten silnik można w automacie, można jedynie sparować z 6-biegowym DSG. Nie jest to oczywiście nic dramatycznego, ale 7 bieg bardzo by się przydał w próbach uzyskania lepszych wyników spalania. Te są różne, w zależności od humoru i ustawionego trybu jazdy. Jeśli się postaracie to Superb może palić nawet 15l w mieście, ale jeśli macie co najmniej dwucyfrowy wynik IQ to spokojnie zejdziecie do 8 litrów. Mimo wszystko trochę mi szkoda 7-biegowego DSG, który tak niesamowicie sprawdził się z silnikiem 1,8, podczas naszej wyprawy do Genewy.

Najważniejsze jest jednak to, że samochodem można jeździć w długie, bardzo długie trasy. Duży bak paliwa pozwoli wam jechać i jechać i jechać – czyli to co mnie osobiście w motoryzacji kręci najbardziej. Jeśli dodatkowo jadę samochodem, który mi się podoba i jest świetnie wyposażony to jestem w siódmym niebie.

Bardzo chciałbym mieć coś negatywnego do powiedzenia o modelu Superb. Zrobiłem nim tysiące kilometrów. Szukałem, starałem się – szczerze. Nie znalazłem. O systemach, rozwiązaniach, gadżetach i pomysłach mógłbym napisać jeszcze wiele ścian tekstu. Parasolka w drzwiach, gniazdko 230V z tyłu i w bagażniku, trzy strefowa klimatyzacja, czytanie znaków… on nawet wam powie, że warto się zatrzymać na kawę. Ma wszystko, ale czy ma charakter?

Samochód może być tak unikatowy jak wy. Jeśli się odważycie, to gwarantuję, że będzie przyciągać spojrzenia każdej napotkanej osoby, a wy będziecie mieć ogromny uśmiech za każdym razem gdy nawet pomyślicie, że to czas na podróż. Ogranicza was tylko budżet, bo jeśli zaznaczycie wszystkie możliwe opcje w katalogu, to spokojnie przekroczycie barierę 200 tysięcy złotych. Na szczęście do konfiguracji można podejść zdroworozsądkowo i mieć nietypowy samochód w szalenie dobrej cenie.

Skoda dała Wam świetne pole do popisu. Jeśli zmarnujecie taką szansę i możliwość, to pretensje możecie mieć tylko i wyłącznie do siebie.