Blog

TEST: Samsung Gear S2

Autor:  | 

Jeśli jesteście miłośnikami gadżetów, prawdopodobnie przez wasze myśli przechadzała się kiedyś chęć posiadania smart watcha. Gdy już ochłonie pokusa posiadania nowej zabawki, przychodzi czas zastanowić się jak to jest i czy w ogóle warto mieć mądry zegarek.

Posiadaczem smart watcha jestem od pierwszych dni premiery Samsunga Gears S2. Jeszcze przed premierą diabełek z mojego prawego ramienia wrzucał mi bardzo rozsądne argumenty, jak bardzo nieodzownym dla mojego życia będzie takowy zegarek.

Gear S2 skusił mnie przede wszystkim designem. Większość poprzednich mądrych zegarków była prostokątna, albo na tyle napompowana, że wyglądem przypominały mi zegarki z mojego dzieciństwa, które miały kalkulator i mikroskopijne przyciski.

Jest duża szansa, że jeśli czytasz ten tekst to nadal nie wiesz czy warto kupić taki zegarek. Nie muszę więc chyba rozpisywać się nad zawartością opakowania, specyfikacją techniczną i jakością wykonania. Jedyne co jestem w stanie dodać do całej dyskusji, to że sam zegarek okazał się być o wiele mniejszy niż się tego spodziewałem. Koniec ze smart watchami, które robią za odważnik. Gear S2 jest delikatny, smukły i bardzo elegancki.

Tymczasem przejdę jednak do sedna – tzw. testu długodystansowego. Jak to jest posiadać smart watch Samsunga?

Moją pierwszą obawą była kwestia baterii. Nikt z nas nie jest przecież przyzwyczajony do tego by ładować coś co nosi się na nadgarstku. Jeśli wskazówki przestawały chodzić, szło się grzecznie do zegarmistrza. Tutaj wystarczy położyć zegarek na bezprzewodowej ładowarce i czekać.

Samsung Gear S2 wygląda bardzo elegancko na swojej podstawce i aż się prosi by można było z niego zrobić mały zegarek na biurko. Niestety, nawet gdy jest nieustannie ładowany nie można ustawić w żaden sposób trybu by godzina wyświetlała się nieustannie. Oczywiście, pewnie miałoby to niekorzystny wpływ na baterię, ale jestem przekonany, że nie tylko ja bym chciał patrzeć na wybraną danego dnia tarczę.

Skoro już mowa o baterii, to warto wspomnieć o czasie na jaki wystarcza jedno ładowanie. Wszystko zależy oczywiście od tego ile mamy uruchomionych funkcji, a trochę tego jest. Pulsomierz, krokomierz, wifi, powiadomienia – wszystko wpływa na wysysanie życia z naszego zegarka.

Osobiście nie korzystam w zegarku z pulsomierza i wifi. Jakoś nie jestem w stanie przekonać się do sytuacji gdzie zegarek przypomina mi o tym, że się przed chwilą wkurzyłem. Wifi jest dla mnie kolejnym zbędnym elementem, bo połączenie przez Bluetooth z telefonem załatwia wszystkie potrzebne rzeczy. Krokomierz zostawiłem, traktując go jako gadżet. Dzięki niemu dowiedziałem się, że zwiedzając hale wystawowe w Genewie, każdego dnia robiłem ponad 10km. Oczywiście do tego wszystkiego dochodzi codzienne użytkowanie – sprawdzanie powiadomień mailowych, Twittera czy odbieranie lub odrzucanie połączeń. Były nawet momenty gdy po prostu sprawdzałem, która jest godzina!

W takiej konfiguracji bateria w zegarku starcza mi na 2 pełne dni funkcjonowania. Jeśli mam wyjątkowo nudny tydzień i nic się nie dzieje (lub po prostu zapomniałem założyć zegarka), potrafił wytrzymać nawet 3 dni. Uznaję to za dobry wynik, bo osobiście najbardziej się bałem, że zegarek trzeba będzie ładować codziennie.

No dobra. Tylko po co to wszystko. Przecież kroki można mierzyć sobie samemu, a od powiadomień jest telefon. Muszę przyznać, że tak jak tablet pozwolił mi na ograniczenie korzystania z komputera czy laptopa, tak zegarek sprawił, że rzadziej musiałem zerkać na telefon. To miła odmiana, bo są momenty gdzie telefon powinienem sobie przykleić do czoła i obwiązać taśmą klejącą. A to by bolało.

Na zegarku jestem w stanie sprawdzić błyskawicznie, kto do mnie napisał, od kogo dostałem maila czy sprawdzić, kto się do mnie dobija na spotkaniu. Nie muszę już przepraszać, albo czuć się skrępowany wyciągając telefon. Jedno zerknięcie, jeden ruch i załatwione.

Nigdy natomiast nie odpisywałem zegarkiem na jakiekolwiek treści. Wiem, że istnieje taka opcja, ale pisanie na tak małym wyświetlaczu moimi palcami sprawiłoby, że pulsometr by zwariował.
Obrotowa tarcza jest natomiast dziełem geniuszu. Powinien to być standard dla wszystkich zegarków. Nigdy, żaden ekran dotykowy nie będzie lepszy i nie zastąpi precyzyjności fizycznych przełączników. Za ten element najbardziej uwielbiam Gear S2. Druga sprawa to prędkość z jaką reaguje na moje decyzje.

To jest również ogromną zaletą tego zegarka, ale zarazem jego największą wadą. Gear S2 chodzi na systemie Tizen. Dzięki temu cała specyfikacja zegarka współgra z systemem operacyjnym, co sprawia że jest szybki, bardzo szybki. Ani razu nie miałem sytuacji w której musiałem czekać na wykonanie polecenia lub przełączenie się pomiędzy aplikacjami – a przyznaję, że nawet jedna sekunda potrafiłaby mnie rozdrażnić.

Minusem jest natomiast szalenie mała ilość aplikacji dostępnych na zegarek. Przed premierą Samsung zarzekał się, że nad aplikacjami pracują dziesiątki developerów. Prawda, tylko większość z nich stworzyło tarcze lub bezużyteczne aplikacje, dla których nie znalazłem zastosowania w rzeczywistym świecie.
Są też firmy, które w ogóle nie wywiązały się ze swoich obietnic. Jedną z nich jest BMW. Najnowszy zegarek Samsunga miał być w pełni kompatybilny z nowymi samochodami BMW i3 i i8, a aplikacji miały być dostępne chwilę po premierze. Obecnie minęło już ponad pół roku od premiery, a o aplikacjach cisza. Szkoda, ale nadal łudzę się, że jeszcze przyjdzie mi kiedyś zsynchronizować samochód z nadgarstkiem.

Tymczasem widzę też korzyści z posiadania zegarka jako kierowca. Każdy z nas żyje w ciągłym pędzie, na szczęście większość nowych samochodów jest już wyposażona w Bluetooth więc liczba ludzi, którzy decydują się zasłonić sobie pół twarzy i prowadzić kolanem maleje. Problem pozostawał ze wszelkiej maści powiadomieniami, smsami czy mailami.

Fakt, ktoś kto posiada bardzo nowy samochód mógłby mi wytknąć, że przecież teraz infotainment potrafi odbierać wszelkie wiadomości, smsy czy maile. Tylko, że znacznie bezpieczniej jest szybko zerknąć na nadgarstek niż patrzeć na wyświetlacz na środkową konsolę. Oczywiście nie sugeruję by podczas jazdy na autostradzie nagle puścić kierownicę i bawić się zegarkiem, ale dla większości z nas wystarczy szybkie zerknięcie na nagłówek maila, czy nawet na nadawcę by móc już w głowie układać sobie plan dalszego działania, a przy okazji bezpiecznie dotrzeć do celu.

Na Samsunga Gear S2 znalazłem nawet jedną ciekawą aplikację napisaną przez polaka. Nazywa się Anti Sleep Alarm i w teorii kontroluje czy nie zasnęliśmy za kółkiem. Aplikacja choć nie do końca praktyczna pokazuje, że jest w tej dziedzinie pole do popisu i jeśli się tylko chce to można stworzyć na zegarek coś co nie jest kolejną tarczą.

A skoro już o nich wspomniałem, to zmienne tarcze to marzenie chyba każdego gadżeciarza. Tutaj na szczęście wybór jest tak ogromny, że wzorów starczy na wszystkie dni w kalendarzu. Jak się uprzecie i troszkę pokombinujecie, to następnego dnia możecie się chwalić tarczą własnego projektu. Fajne uczucie.

Na koniec coś dla spostrzegawczych. Jeśli przeczytaliście wystarczająco dużo recenzji Gear S2 to pewnie zauważyliście, że ten egzemplarz ma inny pasek. Nie rzucajcie jednak pieniędzmi w ekrany. To nie jest limitowana – nigdzie nie ogłaszana – edycja. Pasek zmieniłem. Nie dlatego, że miałem wątpliwości co do jego wykonania, nawet się nie zużył. Po prostu skorzystałem z możliwości jaką dał mi Samsung i go zmieniłem na taki, który bardziej mi pasował do klasycznej budowy samego zegarka.

Na szczęście nie trzeba być uzdolnionym zegarmistrzem by zmienić pasek, nie trzeba też mieć licencji producenta i importować części i śrubek z Korei. Pasek jest standardowy, a co oznacza, że możecie go zmieniać tak samo często jak samą tarczę – o ile pozwolą wam na to fundusze.

Podsumowując. Czy stałem się lepszym człowiekiem dzięki Gear S2? Z pewnością na spotkaniach potrafiłem szybciej wyjść z opresji gdy zadzwonił telefon. Smart watch to też dobry pretekst na rozmowy, bo jednak nadal sytuacja w której patrzymy na zegarek i mówimy „tak, już doszedł do mnie Twój mail” budzi zaskoczenie. Nie będę też ukrywał, że to bardzo fajny gadżet. Szkoda trochę, że jego potencjał jest tak ograniczony przez system Tizen, ale nie zamieniłbym go na żaden inny.