Blog

TEST: Renault Scenic

Autor:  | 

Nie chcę się skarżyć, ale z absolutnie niewiadomych powodów, testy samochodów rodzinnych stały się czymś, co wszyscy w naszym DoDechowym zespole traktują jako zadanie dla Artura. Tak też było i tym razem – nikt nawet nie rozważał innego autora tekstu na temat najnowszego Renault Scenica.

Prawdą jest, że minivany darzę szczególną odmianą sympatii – lubię je, ale bym nie kupił. Przynajmniej na razie, bo jak tak dalej pójdzie, to (cytując naszego producenta) wyrosną mi cycki i kupię sobie autobus. Ale do rzeczy…

Pierwszy Renault Scenic, a dokładniej – Megane Scenic, pojawił się na drogach w drugiej połowie lat 90. W 1997 roku zdobył nawet nagrodę Car of the Year, która, gdzie jak gdzie, ale u nas w redakcji coś znaczy. W miarę ewolucji kompaktowy minivan nieco urósł i wzbogacił się o siedmioosobową wersję Grand. My mieliśmy do czynienia z IV generacją auta.

Mam wrażenie, że dopiero całkiem niedawno minęły czasy, kiedy o wyglądzie rodzinnych minivanów się nie dyskutowało. Jeśli dobrze pamiętam, czasem przypominały one betonowe klocki, czasem czopki, a najczęściej połączenie tychże dwóch. Całe szczęście, od kilku lat można zaobserwować spore ożywienie w tym segmencie. Producenci najwyraźniej doszli do wniosku, że nieskończona liczba schowków oraz „praktyczność” i „przestrzeń” odmieniane przez wszystkie przypadki, nie robią już takiego wrażenia i trzeba zatrudnić stylistów. W mojej ocenie, ci najlepsi trafili do Francji.

Jakiś czas temu jeździłem Fordem S-Maxem, który oczarował mnie festiwalem schowków, lusterek, stolików, podkładek, nakładek i całej reszty kompletnie niepotrzebnych rzeczy. Był to tatusiowy samochód, w którym czułem się całkowicie niewidzialny. Polubiłem go nawet i przez chwilę zastanawiałem się, czy nie chciałbym sobie takiego kupić. Później testowałem najnowszego Espace, który zdecydowanie jest czymś więcej niż tylko samochodem rodzinnym, ani przez moment nie poczułem się w nim jak nudny rodzic. Co więcej, był to van, który równie dobrze mógłby być prestiżową limuzyną (przynajmniej po francusku).

Jak w tym zestawieniu wypada Scenic? Moim zdaniem rewelacyjnie. Wystarczy na niego spojrzeć. Później sprawdzić w cenniku i… tak, Renault Scenic jest wyposażony w 20-calowe felgi w standardzie. Nawet w najuboższej wersji, zamiast aluminiowych, są stalowe dwudziestki. Awangardowo. Zresztą całe nadwozie tak się prezentuje. Charakterystyczny duży grill z masywnym logotypem już na stałe wpisał się w krajobraz za sprawą innych modeli. Ale karoseria nowego Scenica pełna jest równie charakterystycznych i pięknych elementów, przetłoczeń oraz wielu drobnych smaczków, które wspólnie sprawiają, że auto prezentuje się nadzwyczaj godnie. Z pewnością docenią go ci kierowcy, dla których poza walorami użytkowymi liczą się także styl i klasa.

To co dobre na zewnątrz, nie zawsze sprawdza się za kierownicą. Słowa „ekstrawagancja” i „wnętrze” nie trzymają się za rączki w świecie motoryzacji. Mimo to, kabina Scenica nie odbiega od stylu nadwozia. Centralnym punktem deski rozdzielczej jest duży dotykowy ekran, który służy do obsługi funkcji samochodu. Osobiście pogodziłem się z tym, że ekrany dotykowe na dobre zastąpiły przyciski i pokrętła. Rozumiem, akceptuję i nawet mi się to czasem podoba. W Renault ekran działa szybko, nie zawiesza się, jest czytelny i daje dużo możliwości personalizacji. Problemem jest za to rozmieszczenie funkcji i intuicyjność obsługi. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę pewien przykład. Nasz egzemplarz wyposażony był w head-up display – jednak żeby go włączyć, trzeba było przebrnąć przez kilka ekranów opcji i ustawień, a na końcu kliknąć w losową ikonkę, bo kto o zdrowych zmysłach domyśliłby się, że head-up display można przetłumaczyć jako „Wyświetlacz główny”.

Ergonomia nie jest najmocniejszą stroną Francuzów. Może to i dobrze. Na pewno dobrze, że konsola środkowa jest przesuwana, bo po jej odsunięciu można postawić dwa kubki z kawą w wygodnym miejscu. Nie jak w Citroenie C5 – między nogami. Oczywiście poziom komfortu i zadowolenia z wnętrza jest wprost proporcjonalny do wydanych pieniędzy na dodatki: panoramiczny dach (Pakiet Widoczność 4000 zł), skórzana tapicerka (5300 zł), system Bose® Surround Sound (dostępny tylko w specjalnej, topowej wersji wyposażenia BOSE®). Z drugiej strony, nowy Scenic prezentuje się bardzo okazale jeśli chodzi o wyposażenie standardowe i, o ile nie ma się wymagań Pawła, można poprzestać na wyborze nieco wyższej od podstawowej wersji, żeby być całkowicie zadowolonym z zakupu.

We wnętrzu znajdziemy oczywiście wszystkie te praktyczne rzeczy, które przydają się w rodzinnych minivanach – schowki, kieszenie, szuflady, składane fotele, przesuwaną kanapę itp. itd.. Niech nikogo nie zwiodą pozory. Renault Scenic jest praktycznym i rodzinnym autem. I to bardzo.

Jeśli chodzi o prowadzenie, to nasze zdania były podzielone – Paweł powiedział, że auto jest miękkie i się buja (zgodził się z nim nasz producent), Michał stwierdził, że w latach 60. Francuzi robili bardziej komfortowe zawieszenia, a ja uważam, że jak na kompaktowego minivana jest bardzo przyzwoicie. Jak wiadomo, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i trzeba się po prostu przejechać, żeby ocenić na własnej skórze, tudzież tyłku. Mój tyłek powiedział mi, że samochód jest sztywniejszy i twardszy od mojej cepiątki i prowadzi się tak jak przystało na auto średniej klasy.

Renault niestety trochę rozczarowuje jeśli chodzi o napęd. Pod maską testowanego przez nas Scenica znalazła się wysokoprężna jednostka dCi o mocy 110 KM. Silnik jest ekonomiczny (podczas naszego testu, średnie spalanie nie przekroczyło 6 l/100km). Można go zamówić zarówno ze skrzynią automatyczną, jak i manualną. Niestety, osoby poszukujące nieco mocniejszych wrażeń nie mają zbyt wielkiego wyboru w gamie Scenica. Najszybszy i zarazem najmocniejszy jest diesel o mocy 160 KM, ale i on potrzebuje aż 10,7 sekund, aby osiągnąć setkę. Silniki benzynowe są dwa i także nie pretendują do miana wyczynowych. Co gorsza, w ich przypadku nie można wybrać skrzyni automatycznej. Właśnie, byłbym zapomniał. Siedmiobiegowa, dwusprzęgłowa automatyczna skrzynia biegów EDC działała płynnie i precyzyjnie. Z pewnością, gdyby mogła mówić, to narzekałaby na współpracę z silnikiem. Szkoda, że odwagi, która towarzyszyła projektantom Renault Scenica, zabrakło inżynierom podczas wyboru napędu. Właśnie w tym elemencie dobitnie widać, że mamy do czynienia z prawdziwie rodzinnym minivanem, bez wyczynowych ambicji.

Podsumowując, Renault Scenic IV generacji zaskakuje. Mocno pochylona przednia szyba, dwukolorowe nadwozie i te ogromne felgi sprawiają, że przypomina nieco samochód koncepcyjny. Wygląda trochę tak, jakby został wyprodukowany na podstawie wstępnego szkicu utalentowanego projektanta, który właśnie tak chciał, żeby wyglądał. Zanim do rysunków dorwą się marketingowcy i księgowe. Niestety, natura nie znosi próżni. Ponieważ specjaliści od wykresów i tabelek nie zostali wpuszczeni do pokoju projektantów, odwiedzili inżynierów odpowiedzialnych za napęd. Trochę szkoda, bo naprawdę niewiele zabrakło, żeby stworzyć świetny samochód, który mógłby z powodzeniem walczyć o prym w swoim segmencie. A na pewno bardzo wysoko ustawić poprzeczkę konkurencji.

Z drugiej strony, Renault Scenic nigdy nie miał być miejską wyścigówką, tylko kompaktowym, rodzinnym minivanen. A z tego zadania wywiązuje się doskonale. Poza tym, kto by chciał pędzić na złamanie karku w tak szykownym aucie. Z dziećmi na tylnej kanapie i psem w bagażniku.

Renault Scenic przejdzie do historii naszej redakcji także jako samochód, w którym debiutowaliśmy na YouTubie. Mamy nadzieję, że po tym debiucie czeka nas tam tylko rozwój. Szczerze zachęcamy Was do zapoznania się z naszym pierwszym VIDCAST’em:

Dziękujemy Grupie Polmotor i salonowi Renault w Szczecinie za udostępnienie samochodu do testów. Zapraszamy także do obejrzenia galerii z naszego testu Renault Scenic.