Blog

TEST: Renault Megane Grandtour GT

Autor:  | 

Są czasem takie dni, że człowiek budzi się kilkanaście minut przed budzikiem, a i tak wie, że jest ze wszystkim w przysłowiowej czarnej… i wcale nie mam na myśli kawy. Od jakiegoś czasu borykam się z tym problemem, więc kiedy zbliżał się termin odbioru najnowszego Renault Megane GT do testów, nie skakałem z radości, tylko próbowałem zorganizować to w najbardziej efektywny sposób. Niestety, kilka minut za kierownicą francuskiego kompaktu wystarczyło, żeby cały misterny plan poszedł się szczekać. Myślę, że natychmiast między nami zaiskrzyło.

Tak naprawdę, pełna nazwa testowanego przez nas samochodu, to Renault Megane Grandtour GT. Słowo „Grandtour” oznacza w tym przypadku nadwozie typu kombi. Ale ludzie, co to jest za kombi! Pewnie większość z Was wie, że nie jestem wielkim fanem tego typu aut, ale w przypadku najnowszego Megane nie zawaham się użyć słów – „Najpiękniejsze kombi w swojej klasie!” Jest to też prawdopodobnie pierwsze kombi na świecie, które chciałbym, a nie tylko mógłbym, mieć. Ale to nie wszystko. „GT” w nazwie to nie skrót od great, tylko oznaczenie nieco bardziej rasowej wersji, która lepiej kojarzy się z hot hatchem. Na szczęście ktoś w Renault wpadł na pomysł, żeby mocniejsza wersja była też dostępna w parze z większym nadwoziem.

„Nasz” egzemplarz był koloru niebieskiego, a żeby być precyzyjnym, dopowiem, że był to metalizowany lakier specjalny Iron Blue. Wspominałem już, że moim zdaniem to najładniejsze kombi w swojej klasie? No to powiem więcej, nowe Megane Grandtour może spokojnie konkurować z Kią Optimą w tej wersji nadwoziowej, które według mnie jest obecnie najładniejszym kombi w ogóle (chociaż osobiście wolę sedana). To co przykuwa uwagę w kompakcie Renault, to przednie reflektory. Spotkałem się z opinią, że są trochę kontrowersyjne, że budzą wątpliwości i nie wiadomo co o nich myśleć. Cóż, o gustach się nie dyskutuje. Ja sądziłem, że są odważne, dopóki nie zobaczyłem ich po zmroku we wstecznym lusterku – wtedy stwierdziłem, że są demoniczne. Wyglądają zjawiskowo i od razu mi się spodobały. Inaczej jest z tylnymi lampami – nasz producent porównał je do zrośniętych brwi, co jest dosyć trafnym porównaniem. Na szczęście nie psują one doskonałego ogólnego wrażenia, które robi nadwozie nowej Megane.

Mocną stroną sylwetki Megane Grandtour jest łagodnie opadająca linia dachu oraz zwężające się ku tyłowi boczne szyby. Ten stylistyczny zabieg sprawia, że auto wygląda bardzo dynamicznie, a w połączeniu z lekko poszerzonymi nadkolami, również masywnie i agresywnie. Podobno zwężające się szyby ograniczają nieco widoczność podczas cofania, ale z drugiej strony od czego są te wszystkie czujniki i kamery. Wersja GT wyróżnia się także kilkoma detalami, np. obudowy lusterek bocznych są w kolorze srebrnym, bardziej drapieżny i zdobny w srebrne elementy jest też przedni zderzak, a tu i ówdzie odnaleźć można drobne oznaczenia Renault Sport i GT.

Renault Megane Grandtour GT zachwycił mnie swoim wyglądem, ale czy jego wnętrze okazało się równie urzekające?  Cóż, z pewnością nie do końca mnie zaskoczyło. Jeździliśmy już kilkoma nowymi Renault i zdążyliśmy już dobrze poznać charakterystyczną konsolę środkową z dużym ekranem dotykowym i ledwie kilkoma przyciskami i pokrętłami. To co odróżniało wersję GT od standardowej, to kilka dodatków, które niczym subtelna biżuteria robiły bardzo dobre ogólne wrażenie. Nie zabrakło również, tak zwanego oświetlenia ambientowego w zmiennych kolorach, o którym absolutnie nie mogłem nie wspomnieć. Ale najlepsze zostawiłem na koniec. Po pierwsze, genialne sportowe fotele – obszyte alcantarą, mocno wyprofilowane, niewiarygodnie wygodne i doskonale dopasowane. Co najdziwniejsze, cała nasza trójka powiedziała o nich dokładnie to samo, a przecież każdy z nas ma zupełnie inną sylwetkę. Kiedy wysiadłem z samochodu po prawie sześciuset kilometrach w ogóle nie odczuwałem zmęczenia. Albo stężenie adrenaliny było jeszcze nadal wysokie. Po drugie, najważniejszy przyrząd na desce rozdzielczej – bardzo udana kierownica. Nie za duża i nie za mała, dość gruba i świetnie wyprofilowana, w całości pokryta skórą, no i rzecz jasna – multifunkcyjna. Po trzecie, łopatki zmiany biegów. Umieszczone tuż za kierownicą i dość ogromnych rozmiarów, to znaczy, są długie, dzięki czemu kierowca ma do nich dostęp w bardzo dużym zakresie. Na dodatek są wykonane z metalu, lub materiału bardzo zbliżonego, więc sprawiają wrażenie bardzo solidnych. No i po czwarte, przestrzeń. Renault Megane Grandtour oferuje bardzo dużo miejsca zarówno dla podróżujących z przodu, co i z tyłu. Szczerze mówiąc, trochę się obawiałem, czy auto klasy kompakt, które nie jest Skodą Octavią, może oferować tyle przestrzeni, ale okazało się, że może.

Ja tu gadu, gadu, a przecież każdy czeka aż powiem jak się jeździ nową Megane i to w wersji GT. A zatem, powiem o tym za chwilę. Chciałbym jeszcze wrócić do pozycji za kierownicą. Dzięki szerokiemu zakresowi regulacji bardzo łatwo jest uzyskać pozycję najwłaściwszą do prowadzenia tego prawie wyczynowego samochodu. Jak już wspomniałem wcześniej, każdy z naszej trójki odnalazł najbardziej satysfakcjonujące dla siebie ustawienie. Poza Pawłem, któremu zawsze coś przeszkadza, ale tym razem nie pamiętam co to mogło być. Może lampka w podsufitce… A właśnie, przypomniało mi się – jedyne czego mi tak naprawdę zabrakło do pełni szczęścia, to właśnie podsufitka – czarna podsufitka.

Jazda… Jak to wygląda na papierze? Moc – 205 KM. Moment obrotowy – 280 Nm. Sprint do setki w 7,4 sekundy. Pojemność silnika – 1,6 litra. Coś tu nie gra? Owszem. Podstawowe osiągi Renault Megane GT robią bardzo przyzwoite wrażenie. Od rodzinnego kombi wcale nie trzeba oczekiwać więcej. Dla mnie jednak zabrakło trochę pojemności. Gdyby pod maską pracowało przyzwoite 1,8, to z pewnością z samochodu dałoby się wycisnąć znacznie więcej. Trzeba jednak w tym miejscu powiedzieć, że wersja GT to tak naprawdę tylko przystawka, bo Renault dopiero szykuje się do premiery Megane RS, pod maską której będzie biło większe serce.

Odpaliłem auto przyciskiem START, wbiłem Drive na siedmiostopniowej, dwusprzęgłowej skrzyni biegów EDC, ruszyłem i wydarzyła się magia. Megane nie wbiło mnie w fotel, nie owinęło mi wnętrzności wokół kręgosłupa, ani nawet nie ogłuszyło mnie elektronicznym dźwiękiem silnika płynącym z doskonałych głośników marki Bose. Mimo to, pokochałem ten samochód, zapomniałem o całym świecie i napawałem się każdym przejechanym metrem. Nie chciałbym jednak, żebyście odnieśli błędne wrażenie – Renault Megane GT jest szybkie. Reakcja na użycie pedału gazu jest niemal natychmiastowa. Układ kierowniczy jest precyzyjny i świetnie zestrojony. Na dodatek, skrywa pewną niespodziankę – system 4Control, czyli 4 koła skrętne. Przy wolnej jeździe, np. podczas zawracania tylne koła skręcają się w przeciwnym kierunku do przednich, dzięki czemu promień skrętu jest znacznie mniejszy. Kiedy jednak wciśniemy pedał gazu nieco głębiej, to na zakrętach tylne koła skręcą w tym samym kierunku co przednie, dzięki czemu można się uzależnić od pokonywania łuków. Auto trzyma się drogi niczym przyklejone. Między innymi dlatego, przy pierwszej nadarzającej się okazji zjechałem z autostrady A2 i wróciłem do Szczecina bliżej nieokreśloną trasą, bo nie była to też 10.

Dzięki temu mogłem sprawdzić Megane na kilku płaszczyznach. Po pierwsze komfort. Cóż, zawieszenie jest dosyć sztywne, czego można się spodziewać po wersji sportowej. Na szczęście, mimo odczuwalnej twardości, nie miałem wrażenia, że jadę taczką. Większe nierówności drogi zdecydowanie bardziej było słychać, niż czuć. Z drugiej strony, fotele rewelacyjnie trzymają w zakrętach i są wyjątkowo wygodne. Ani przez chwilę w trakcie podróży nie poczułem dyskomfortu, albo potrzeby wysiadania i rozprostowania. Po drugie, dynamika. Wyprzedzanie nie stanowiło najmniejszego problemu. Wystarczyło upewnić się, że jest wystarczająco dużo miejsca z przodu, wcisnąć pedał gazu nieco głębiej i już po chwili cieszyć się z bezpiecznie wykonanego manewru. Bezpieczeństwo aktywne w czystej postaci. Warto jeszcze raz wspomnieć o systemie 4Control, dla którego wąskie i kręte drogi to naturalne środowisko. Dawno nie jechałem autem, które prowadziło się tak doskonale. A przecież Megane ma napęd jedynie na przednią oś. Po trzecie, ekonomika. W trasie, na której rzadko używa się tempomatu – miasto, wioska, wyprzedzanie, wioska, fotoradar pośrodku niczego itp. – spalanie zawsze jest wyższe niż byśmy chcieli, jednak udało mi się ostatecznie zejść poniżej 8 litrów na 100 km. Paweł wracał do Warszawy autostradą i podobno udało mu się pokonać barierę 7, ale nie widziałem dowodów. W mieście to już zupełnie inna historia. Megane aż prosi się, żeby jeździć dynamicznie. Zrywać się spod świateł i dawać sygnały długimi na lewym pasie. To taki trochę francuski chuligan. Niby elegancki i szykowny, ale ma temperament. Jak wiadomo, w takich warunkach, wizyty na stacjach benzynowych są częstsze.

Byłbym zapomniał. Renault Megane GT jest wyposażony w system Launch Control, który największe wrażenie zrobił na mnie. Pozostali nie przyjęli go z takim entuzjazmem, co zresztą wcale mnie nie zdziwiło.

Jakiś czas temu jeździliśmy Skodą Octavią RS, również w nadwoziu kombi. Porównanie było aż nazbyt oczywiste. I o ile po Skodzie spodziewałem się więcej (uczciwie trzeba dodać, że dostaliśmy wtedy diesla), o tyle Renault absolutnie mnie uwiodło. Megane prezentuje się dużo lepiej niż jej czeski konkurent. Jest lepiej wyposażone i znacznie tańsze. Oczywiście jest też słabsze o kilkadziesiąt koni mechanicznych i ma mniejszy silnik. Ale jeśli ktoś stoi przed wyborem RS w dieslu, czy Megane 1,6, to z całą pewnością francuska opcja będzie znacznie, znacznie lepsza.

Z niebieskim Renault spędziłem kilka dni. Zaliczyliśmy kilka wizyt na stacji paliw, dzięki czemu uzupełniłem sobie konto punktowe i zasłużyłem  na złotą kartę wiadomego programu. Ale były to zdecydowanie najlepsze dni wyjątkowo trudnego maja. Megane GT pozwoliło mi na chwilę oderwać się od codziennych obowiązków, przypomniało po co w ogóle robimy nasz podcast i sprawiło, że w końcu nadeszła długo oczekiwana wiosna.

Czy Megane ma jakieś wady? Na pewno, ale akurat w tym przypadku, plusy skutecznie przysłoniły mi wszystkie minusy.

Post Scriptum. Renault Megane GT dostało też znak jakości przyznawany przez moją Żonę, co oznacza, że jest to bardzo poważny kandydat na nasze przyszłe rodzinne auto. I to ostatnie zdanie powinno być jego najlepszą recenzją.