Blog

TEST: Mercedes-AMG A 45 4MATIC

Autor:  | 

To był prawdziwie styczniowy wieczór. Pogoda nie rozpieszczała, jednak na peryferiach miasta atmosfera robiła się naprawdę gorąca. Zaczynało być ostro i wilgotno…


Ta historia zaczęła się w roku 1994, kiedy to czołowy producent wszystkiego, poprosił 20 firm o projekt kompaktowego, masowego auta. Producent omawianego pojazdu przedstawił wtedy studyjny projekt o długości 365 cm, napędzany silnikiem 1,3 l w układzie R3. Chiny tego nie zaakceptowały. Dwa lata później projekt wrócił do łask. Urósł i dostał w miarę przyzwoite proporcje. Na początku był minivanem i miał problemy z błędnikiem. W roku 2004, nadal pozostał minivanem i miał problem z nabywcami.


Pierwsza generacja modelu nadawała wigoru swoim „maluchom” dzięki dwóm silnikom. Pierwszy z nich, ten bardziej popularny, to benzynowa jednostka o pojemności 1898 cm3 i mocy 125 KM. Drugiego, o pojemności 2083 cm3 i mocy 140 KM nigdy nikt nie kupił, albo kupił i zginął, gdyż nie występuje na rynku wtórnym. Były też inne, ale nie miały wspomnianego wyżej wigoru. Wszystko zmieniło się od trzeciej generacji. Mianowicie podczas projektowania zorientowano się, iż lepiej stworzyć dopracowanego hatchbacka, a niżeli brnąć w pokraczną linie mini coś tam, które się nie sprzedaje. Dlatego Genewskich Targów Motoryzacyjnych w 2012 można było obejrzeć pierwszą generację A klasy, która przypadła wszystkim do gustu. W czerwcu 2013 roku pokazano pierwszą wersję AMG, natomiast w lipcu 2015 zwiększono moc o 21 KM i światu ukazała się dojrzała i muskularna AMG A 45 4MATIC.


Z daleka wyglądała całkiem normalnie. Była jasna i, jak przystało na miejskiego hatchbacka, nieduża. Po bliższym spotkaniu kilka spraw wyszło na jaw. W miarę wyłaniania się z mroku, filigranowa postać miejskiego autka przeistaczała się w coraz bardziej agresywną, wściekłą i dynamiczną sylwetkę ulicznego wojownika. Osadzona na potężnych czarnych felgach z polerowanym rantem i gumą z kategorii cienkich przyciągała wzrok. Zza linii dachu wystawał z pewnością siebie czarny spoiler o stosunkowo imponujących rozmiarach. Nie takie dyskretne dodatki wzdłuż całej karoserii wyrażały niemą groźbę, której nikt o zdrowych zmysłach by nie zignorował. Auto się zbliżało… Ale z całkiem bliska nie widziałem już nic, ponieważ zaczął padać śnieg z deszczem, a na dodatek chmury dymu wydobywające się z dwóch rur wydechowych przysłoniły wszystko mgłą tajemnicy.

Mercedes-Benz klasa A obecnej generacji, która nawiasem mówiąc kończy już swój żywot, nawet w standardowej wersji wygląda dość interesująco. Boczne przetłoczenia dodają dorosłości w tym segmencie. W połączeniu z detalami wersji AMG pojazd staje się naprawdę rasowy, a to dopiero sam wygląd, który w tej kategorii nie zawsze bywa arcyważny. Tu liczą się osiągi!


We wnętrzu jest niekomfortowo. I tak ma być. Oczywiście fotele są wygodne, ale ich zadanie to nie kanapowy odpoczynek, tylko świetne trzymanie podczas wojaży po zakrętach oraz poczucie sportowego charakteru. Kierownica w części obszyta alcantarą świetnie układa się
w dłoniach, a kokpit pokryty włóknem węglowym wieńczy wszystko w rasowe poczucie prowadzenia samochodu wyścigowego. Oczywiście charakter AMG nie pozostaje bez wpływu na czas poświęcony na kontemplację wnętrza. W końcu ile osób wolałoby analizować jakość materiałów i ergonomię deski rozdzielczej siedząc za kółkiem i trzymając w dłoniach kluczyk. O akustyce później…


Silnik jest dopasowany do obecnych trendów. Matematycznie na pierwszy rzut oka nic szczególnego: 1991 cm3 i cztery cylindry w układzie rzędowym. Następne dane to: 381 KM, 0-100 km/h w 4,1 sekundy i prędkość maksymalna… 270 km/h. Osiągi, które kiedyś byłyby nie do pomyślenia w takim raczej niedużym samochodzie!!! Chociaż… Mercedes-Benz próbował tego w 2000 r., choć nie aż tak drastycznie. Stworzono wtedy projekt VISION SLA o masie 950 kg z wykorzystaniem płyty podłogowej z pierwszej generacji klasy A i wcześniej wspominanego silnika 1,9 l R4 125 KM – przyśpieszenie 0-100km/h w 7,9 s. Pojazd był dwuosobowym roadsterem i nie trafił do produkcji, ponieważ był wtedy niepotrzebny i wyglądał jak odkurzacz znanej polskiej firmy. Teraz zapotrzebowanie na nieduże szybkie auta gwałtownie wzrosła, a kultura hothatch’y podnosi się niczym mityczny feniks z popiołów. Mercedes-AMG A45 ma chyba najmocniejsze karty w tym rozdaniu…


W zakamarkach kieszeni odnajduję „kluczyk”, bo Mercedes nadal hołubi tradycję. Odpalam auto i zaczyna się dziać coś niesamowitego. Ludzie wstają ze swoich foteli i podchodzą do okien, ci na chodnikach szukają schronienia, psy wciskają się głębiej w swoje posłania, kanarki odlatują do ciepłych krajów, a Wojciech Pijanowski znowu prowadzi „Koło Fortuny”. Przyznaję, iż podwójny układ wydechowy sprawia wrażenie wolnossącej V8 AMG, a nie dwulitrowej R4, a to tylko start. Podczas jazdy można wybierać spośród kilku różnych trybów, ale jako jedyne słuszne, istnieć powinny tylko „Sport” i „Sport+”. Ten drugi skierowany dla osób, którzy mieli na drugie imię „Szalony”, dopóki kompletnie nie zwariowali. Po wciśnięciu pedału gazu świat, niczym kosmos widziany zza sterów Sokoła Millenium, zaczyna się rozmywać i robi się naprawdę… głośno. Na szczęście nie chodzi szum opływającego samochód z ogromną prędkością powietrza, czy odgłos tarcia dobywający się spod ciężko pracujących opon. Układ zasilania nie nadąża spalać całego paliwa i wybucha ono w układzie wydechowym dając przy tym niesamowite doznania akustyczne oraz sprawia niesamowitą frajdę kierowcy. Gwarantuję, iż każdy przechodzień obejrzy się za tym pojazdem, nie każdy zdąży zobaczyć, ale na pewno usłyszy.


To jeden z tych pojazdów, w którym cały infotainment nic mnie nie obchodził. Jakby w ogóle nie istniał łącznie z radiem i całym nagłośnieniem. Trzeba przyznać, iż auto nie jest naszpikowane niepotrzebnymi opcjami. Nie parzy kawy, nie namawia do oglądania telewizji śniadaniowej, ani nie ma ochoty rozmawiać z żadną żoną piłkarza. Jest niezbyt duże, bardzo wściekłe i naprawdę bardzo, bardzo szybkie. Jedyną niepotrzebną funkcją jest przycisk pokazujący końcówkę wydechu. Pali się on na czerwono albo w ogóle. Nie wiem po co on tam był, niczego nie zmieniał. I tak było naprawdę głośno, a w tym segmencie to istotna zaleta. Z drugiej strony chłopaki mówili, że jednak sprawiał, że było głośniej, więc pewnie wysadziło mi bębenki i ogłuchłem, co w moim wieku nie jest jakimś nadzwyczajnym zjawiskiem.


Oprócz niekwestionowanej frajdy ze słuchania wydzierającego się wydechu, A45 daje niemal równie dużo satysfakcji z prowadzenia. Dość sporych rozmiarów kierownica obszyta skórą i alcantarą umożliwia sterowanie bardzo precyzyjnym układem kierowniczym. Napęd na cztery koła spod znaku 4MATIC, gwarantuje, że przeniesienie wszystkich 381 KM na asfalt jest niemal zawsze możliwe. Z drugiej strony, nie da się ukryć, że A45 ma w swoim DNA zapisany przedni napęd, więc zbyt odważne operowanie pedałem gazu w ciasnych zakrętach, może skończyć się nieprzyjemną podsterownością. Jednak jeśli już stosunki na linii kierowca-samochód staną się bardziej zaawansowane, to A45 jest w stanie dostarczyć niesamowitych emocji nie strasząc śmiercią na każdym wirażu. I prawdę mówiąc, jeżdżąc nim, ani przez chwilę nie miałem ochoty się zatrzymać. A jeśli już o stawaniu mowa, to układ hamulcowy w tym drobnym Mercedesie jest ostry jak brzytwa i unieruchamia auto niemal natychmiast.


Podsumowując, jedyne do czego można się przyczepić w Mercedesie AMG A45 to tendencja do podsterowności. W tych legendarnych AMG normalna była raczej nadsterowność, ponieważ tego typu wyczynowych autach królował wtedy tylny napęd. Nigdy nie lubiłem A klasy. W latach 90-tych uważałem ją za zbędną, kolejną generację za…. Obecna też nie robiła na mnie piorunującego wrażenia, aż do spotkania z AMG, ponieważ ten duch został godnie przekazany, wedle zasady: szybko, głośno i nie zawsze zachowawczo.

Koniecznie zajrzyjcie do naszej galerii, gdzie znajdziecie fotograficzną dokumentację naszego testu – KLIK! Posłuchajcie też co wszyscy mieliśmy do powiedzenia o pierwszym testowanym przez nas Mercedesie w 107 odcinku podcastu. Za użyczenie samochodu dziękujemy dealerowi Mercedes-Benz DDB Auto Bogacka ze Szczecina.