Blog

TEST: Kia Stonic

Autor:  | 

Normalni fani motoryzacji, na tapetach swoich komputerów, smartfonów i tabletów mają bardzo wyszukane egzotyczne modele samochodów, nie raz przekraczające wartość naszych życiowych zarobków.
Tymczasem od kilku tygodni na moim ekranie, dumnie prezentuje swoją sylwetkę mały koreański samochodzik. Co poszło nie tak? Już przy teście modelu Rio, Kia dostała ode mnie piękną laurkę. Teraz poprzeczka została podniesiona jeszcze wyżej.

Wygląd. Ostatnie lata motoryzacyjnych trendów źle na mnie podziałały. Przerost grilli na frontach samochodów, zdecydowanie nie przypadł mi do gustu. Dlatego jeśli widzę jakikolwiek samochód, który froncie ma coś więcej niż czarny plaster w kształcie pszczelego ula, to producent ma automatycznie u mnie plusa.

Tym sposobem Kia Stonic na starcie zyskała aż dwa plusy, bo jego grill jest jednym z mniejszych jakie widziałem ostatnimi czasy na jakimkolwiek samochodzie. W połączeniu z lampami w mojej ukochanej technologii LED tworzy wyjątkowo zadziorne „spojrzenie”.

Mały grill pozwala na zbudowanie o wiele masywniejszego zderzaka. Dzięki temu, każdy samochód w ten sposób zaprojektowany wygląda na o wiele masywniejszego niż w rzeczywistości jest.
Stonic według mnie wygląda absolutnie fenomenalnie, i jest jednym z najładniejszych samochodów jakie wyszły ze stajni KIA. Nie jest krzykliwy, nie jest przekombinowany, nie jest udziwniony. Wszystko jest na swoim miejscu. Linie poprowadzone są rozsądnie i „samochodowo”. Nikt tutaj nie silił się na stworzenie samochodu, który ludzie będą wytykać palcami na ulicach, a matki w popłochu będą zakrywały wózki.

Wszystko tkwi w dodatkowych szczegółach. Kia w końcu zdecydowała się wprowadzić troszkę odważniejszych zmian. Stonica możemy zamówić w dwóch kolorach. Nie mam tu na myśli, że cała gama kolorystyczna składa się tylko z czarnego i szarego modelu. Wręcz przeciwnie. Za dopłatą możemy mieć inny kolor dachu i inny karoserii. Jest to o tyle istotne, bo jeśli zdecydujemy się na dwukolorowy samochód to odsłonimy jego dodatkowe walory estetyczne. Bo nie ukrywam, przy jednym kolorze trudno jest zauważyć sprytnie poprowadzoną belkę po linii dachu za drugim rzędem foteli.
Stonic nie udaje też niczego innego. Nie stara się zmylić swojego właściciela, że jest SUV’em czy samochodem, który możemy zabrać na strome górskie zbocza. Bo nie jest. Jest małym, sprytnym miejskim samochodem o podwyższonym zawieszeniu. Po prostu. Jego największym przeciwnikiem będzie ten upierdliwy krawężnik przez który nikt nie może zaparkować pod firmą. Jeśli jesteście w stanie znieść zazdrość kolegów i koleżanek to nie widzę w tym nic złego. Ewentualnie mogą wzrosnąć wasze wydatki na kawę, gdy każdego ranka będziecie ją sobie sączyć w oczekiwaniu na współpracowników.

Ta oczywistość tego samochodu mnie urzekła.

W środku jest równie pozytywnie. Samochód z miejsca zdał test „Pakietu Pawła”, ale dla zabawy przejdźmy przez wszystkie jego punkty jeszcze raz. W życiu bym się nie spodziewał, że do mojego ideału zbliży się taki „prosty” samochodzik, a nie jakaś zbajerzona limuzyna z ogromnym silnikiem i chromowanymi felgami.

Osoby, które mnie znają wiedzą od czego zacznę. Tak, tak, od słynnej kierownicy Kia. To, że jest perfekcyjna podkreślałem już wiele razy. Ścięta, idealnie wyprofilowana i z dostępem do najważniejszych funkcji samochodu. Jest też podgrzewana, co sprawi, że zimą nie będę straszyć moich kolegów mrożącym uściskiem dłoni.

Technologicznie jesteśmy na najwyższej półce, to coś do czego Kia zdążyła mnie już przyzwyczaić. Niezmiennie dobra i intuicyjna nawigacja oparta o mapy TomTom’a, podgrzewane przednie i tylne siedzenia, ładowarka USB dla pasażerów z tyłu, systemy powiadamiające o zmęczeniu kierowcy, monitorowanie martwego pola, czujniki parkowania, asysty i masa technologii zamknięta w kompaktowym Stonicu robi wrażenie. Pole z gadżetami możemy więc również odhaczyć, przy okazji zostawiając „ptaszka” przy szyberdachu, który też może być opcją wyposażenia.

Audio? Tutaj musimy się na chwilkę zatrzymać. Ujdzie, choć kompletnie nie rozumiem decyzji koncernu. Z jednej strony dobrze wiadomo, że samochody wyższych klas możemy wyposażyć w lepsze nagłośnienie. Argument, że jeśli chcę lepsze nagłośnienie to muszę kupić samochód o klasę wyższy już mnie nie przekonuje. Obecnie na rynku jest już wielu producentów, którzy pokazali, że do małych miejskich samochodów można zamontować konkretne audio, konkretnych producentów. Najgorszy jest jednak fakt, że Stonic niejako jest przystosowany do montażu lepszego nagłośnienia. Jak? Ano tak, że siostrzany model Hyundai Kona można wyposażyć w nagłośnienie amerykańskiej marki Krell, które gra o niebo lepiej od standardowych głośników. Brak jakiejkolwiek opcji jest dla mnie zagadką.

Podobnie jest z silnikami. Choć mamy tutaj aż trzy benzynowe jednostki: dwie wolnossące i jedną turbo to zabrakło tej najważniejszej 1,6 T-GDI, którą możemy spotkać chociażby w Kia Sportage. I teraz kto pierwszy zgadnie w jakim modelu znajdziecie ten silnik? Tak, znów Kona. W dodatku z możliwością napędu 4×4. Nieładnie.
Pozostaje trzymać mocno kciuki za to, by wraz z wprowadzeniem automatyczej skrzyni biegów dla silnika 1l w 2018, ktoś poszedł po rozum do głowy i zaoferował w Stonicu silnik 1,6. Ten samochód, aż prosi się o ten silnik. Przy swojej małej masie i małych gabarytach, dawałby z pewnością ogromną frajdę z jazdy. Tymczasem musimy nacieszyć się większymi silnikami wolnossącymi 1,2 lub 1,4, albo uturbionemu 1l. Mi na testy przypadła wersja 1,4.

Zasadnicze pytanie jakie powinniście sobie zadać w tym momencie to do czego tak naprawdę jest wam potrzebny samochód. Jaki macie styl jazdy i co sobie cenicie najbardziej. 1,4 posiadający pod maską równe 100 koni, po prostu nie powala. Oczywiście, daje sobie radę z pędem miasta, a odpowiednio motywowany potrafi ruszyć pierwszy ze świateł, ale to raczej dzięki umiejętnościom kierowcy niż możliwościom samego silnika. Jest po prostu mdły, co kompletnie nie pasuje do stylistyki charakteru tego samochodu.

Jeśli preferujecie dynamiczniejszy styl jazdy i nie za bardzo macie ochotę trzymać samochód cały czas na najwyższych obrotach, zdecydowanie powinniście zastanowić się nad 1l jednostką, która jest o niebo żwawsza i dynamiczniejsza od swoich odpowiedników bez turbo.

Na plus idzie skrzynia biegów, która dostarcza ogromnej frajdy. Biegi wchodzą zaskakująco gładko i przyjemnie. Podobne odczucia miałem testując mniejszą odmianę Stonica – czyli model Rio. Jeździ się zaskakująco precyzyjnie i wygodnie. Do tego stopnia, że poważnie zastanawiałbym się nad sensem inwestowania lub oczekiwania na premierę dwusprzęgłowego automatu, który ma się pojawić w 2018 roku.

Moja największa bolączka pojawiła się dopiero gdy wskazówka prędkościomierza na autostradzie dobiła do liczby 140. W tym momencie w samochodzie robi się niestety głośno. Nie mam tu na myśli mojego piania i okrzyków radości, ale niestety samego wygłuszenia samochodu. Cały czas muszę sobie powtarzać, że nie jest to samochód klasy premium, ale z drugiej strony znam samochody tego segmentu, które poradziły sobie z tym o wiele lepiej.

Najbardziej zaskakujące jest chyba zawieszenie. Biorąc pod uwagę fakt, że samochód jest zbudowany na bazie modelu Rio, spodziewałem się, że przez podniesienie go do góry, samochód będzie bardziej ugrzeczniony pod kątem płynności pracy zawieszenia. Spodziewałem się typowo miękkiego i bujającego miejskiego zawieszenia. Tymczasem inżynierowie Kia zestroili Stonica oddając ukłon niemieckim producentom. Samochód mimo swoich gabarytów prowadzi się bardzo pewnie i stabilnie i ani razu nie udało mi się go rozbujać, ani sprawić żadnego dyskomfortu.

Niestety tym razem muszę wyjątkowo wspomnieć o bagażniku. Wybierając Stonica nie poszalejecie ze spontanicznymi wyjazdami nad morze, gdzie pakujecie całą rodzinę w 15 minut wrzucając połowę mieszkania na oślep do bagażnika.

Z drugiej strony jesteśmy doskonałym przykładem na to, że jadąc w 3 chłopa, wioząc cały sprzęt, można wybrać się na tydzień za granicę i nie wozić walizek na kolanach. Wystarczy zastanowić się chwilę przed wyjazdem czy spakowanie 14 ręczników jest absolutnie konieczne.

Na koniec pozostawiłem sobie najprzyjemniejsze. Samochód, który tak szalenie mi się spodobał i tak bardzo do mnie przemawia w swojej bazowej cenie kosztuje 45 tys. zł. Jeśli poszalejemy z konfiguratorem i zaznaczymy wszystkie opcje, nadal będzie to ok. 85 tys. zł.

Kia Stonic to zdecydowanie pretendent do mojego samochodu roku. Nie pamiętam kiedy ostatnio znalazł się samochód, który swoją stylistyką, wyposażeniem i właściwościami jezdnymi zbliżył się tak blisko ideału w bezpośredniej konfrontacji z ilością gotówki jaki trzeba przeznaczyć na nowy model. To samochód który trzeba koniecznie sprawdzić, bo Kia nieustannie podnosi sobie poprzeczkę.
Osiągnięcie ideału i sprawienie bym pojawił się jeszcze raz w salonie jest na wyciągnięcie ręki. Cała nadzieja, w filozofii marki. Za każdym razem gdy zerkam na tło pulpitu przypominam sobie, że obecnie praktycznie każda Kia ma swoją wersję GT Line. A może by tak się pokusić o Stonica GT? Z silnikiem 1,6, który robiłby z niego praktycznie hot-hatcha, lepszym nagłośnieniem i jeszcze dynamiczniejszym wyglądem? W końcu taki model jak Soul, doczekał się w USA wersji wyczynowej. Trzymam kciuki.

Tymczasem więcej zdjęć w naszej galerii, a sam samochód dostaliśmy dzięki uprzejmości Kia Polmotor ze Szczecina.

[AKTUALIZACJA] W poprzedniej wersji tekstu pojawiła się informacja, że Stonic ma podgrzewaną tylną kanapę. Nie ma i nie miał, a ja nie mam uzasadnienia skąd to głowy wpadł mi ten pomysł. Niedługo również przeczytacie i przesłuchacie nasz test Hyundai Kona, gdzie miałem okazję sprawdzić 1l turbo o którym jest również mowa w tym tekście. Zmieniłem zdanie odnośnie tego silnika, ale po szczegóły będziecie musieli poczekać do odpowiedniego odcinka. Tymczasem jedyną wersję jaką mogę polecić pozostaje wolnossący 1,4l.