Blog

TEST: Kia Rio

By  | 

Znowu to samo. Spotkałem się z kolejnym modelem marki Kia i znów zastanawiam się, czy nie powinien być to mój ostatni test samochodu koreańskiego producenta.

Stali czytelnicy dobrze wiedzą, jak Kia systematycznie podbija moje serce. Jak się okazało, w pewnych kręgach moja fascynacja ich kierownicą stała się już nawet powodem do żartów. Dlatego, gdzieś po cichu może trochę miałem nadzieję, że z nowym Rio będzie inaczej.

Zamiast cieszyć się, że udaje mi się odkryć samochody, które mi się podobają, liczyłem, że może właśnie Rio przerwie tą passę. W końcu jest typowo miejskim pojazdem więc nie ma tutaj co liczyć na wodotryski.

Jak bardzo się myliłem. Kia Rio jest świetna. Proszę bardzo – napisałem to. Nie musicie czekać do ostatniego akapitu. Zburzę tą całą strukturę testu, tak jak Kia nieustannie burzy to co jest w mojej głowie. Na szczęście mam w sobie również coś takiego, co sprawia, że im bardziej dany model mi się podoba, tym bardziej jestem dla niego surowy w ocenie. Nie spodziewajcie się więc tęczy, chmurek z waty cukrowej i rzeki czekolady.

Fakt, w środku znajduje się kierownica którą tak lubię, ale nawet za dopłatą nie można jej wymienić na perfekcyjną i ściętą wersję znaną z Optimy czy Sportage. Oczywiście nie zmienia to faktu, że pomimo swojego okrągłego kształtu, jest jedną z najlepiej wyprofilowanych i funkcjonalnych kierownic z jakimi miałem do czynienia. Gdzieś w odmętach sieci zwanej internetem, można wyczytać, że na rynku ma się pojawić wersja GT Line, ale póki jej nie ma – mogę marudzić.

Nasza testowa wersja była wyposażona w dużą i czytelną nawigację, która na szczęście jeszcze posiada fizyczne przyciski. Po raz kolejny też muszę pochwalić same mapy. Czasami warto nie być nadętym bufonem i skorzystać z rozwiązań które są na rynku. W przypadku nawigacji jest to szczególnie ważne. Tyle razy spotykam się z autorskimi systemami nawigacji, gdzie producenci na siłę wciskają nam rozwiązania, które najzwyczajniej w świecie nie działają tak jak powinny. Kia od dłuższego czasu korzysta z map i systemu TomToma. Dzięki temu w samochodzie mamy system sprawdzony przez ekspertów w tej dziedzinie, a na dodatek możemy liczyć na aktualizacje i w miarę szybkie dopasowanie do coraz szybciej zmieniającego się stanu dróg w Polsce. Tym bardziej powinien cieszyć 7 letni plan aktualizacji map.

Po uruchomieniu silnika zdałem sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze przypomniałem sobie, że pod maską jest mały 1,2 litrowy silnik, generujący zaledwie 85 KM, a po drugie jak słabe jest nagłośnienie. I tutaj mam pewien zgrzyt. Rio w reklamie mocno stawia na młodzież, padają nawet hasła „listen to your music loud” (tłum. Słuchaj swojej muzyki głośno). Głośniki faktycznie są głośne, ale jakość jest bardzo średnia. Zrozumiałbym gdyby to była kwestia wersji wyposażenia, ale tutaj nie możemy dobrać lepszych głośników nawet za dopłatą. Jest to dla mnie tym dziwniejsza decyzja, bo przecież w innych modelach są dostępne nagłośnienia od JBL czy nawet Harman Kardon. Mam nadzieję, że nie jestem jedyną osobą na tym świecie, która uważa, że decydując się na mniejszy samochód miejski trzeba się pozbyć wszelkich przyjemności.

Niesmak braku dobrych głośników został błyskawicznie zatarty przez najbardziej szokujący element tego samochodu. Skrzynię biegów – i tak – ja również nie wierzę, że to piszę. Do silnika 1,2 jest podpięta 5 biegowa, manualna skrzynia biegów. W teorii nic zachwycającego. Przełożenia są całkiem długie – jak przystało na samochód tej klasy. To precyzja tej skrzyni mnie mówiąc wprost – powaliła. Nie mogłem wyjść z absolutnego podziwu jak przyjemnie, precyzyjnie i skutecznie można zmieniać biegi i jak dokładnie dopasowane są do możliwości silnika. Szczególnie, że na papierze wydaje się to niemożliwe. Katalog podpowiada, że w tej konfiguracji, pierwszą setkę uzyskujemy dopiero po 13 sekundach. W teorii to wieki. W praktyce, jeżdżąc po mieście, rzadko tak naprawdę będziemy potrzebowali tego wykorzystywać – liczy się elastyczność.

Ta skrzynia sprawiła, że jazda nową Rio to czysta przyjemność. Mógłbym nawet dodać, że system START/STOP działa wtedy kiedy powinien, ale w to już chyba nikt mi nie uwierzy.
Niestety i tutaj pojawia się pewien zgrzyt. Jeśli chcielibyśmy by nasza Kia była wyposażona w automatyczną skrzynię to będzie ona jedynie 4 stopniowa, a w dodatku jeszcze wolniejsza od manualnej. Do miasta, dla osób które chcą swobodniej poruszać się z punktu A do punktu B jeszcze przejdzie, ale wszystkie osoby, które lubią jeździć samochodami powinny się jej wystrzegać.
Wróćmy jednak do naszego testowanego modelu. Po coraz rzadziej spotykanej już 5 stopniowej przekładni spodziewałem się jeszcze jednego – że będzie bardziej paliwożerna. Przetestowałem więc samochód w każdych warunkach. W mocnych korkach średnie spalanie wskazało 7,5 litra. W normalnym ruchu miejskim spadło do 6,5, a gdy na autostradzie w końcu udało mi się uzyskać prędkość 140km/h, komputer wskazał 7 litrów.

Wniosek z tego jest jeden. Mniejszy silnik powinny wybierać osoby, które bardzo rzadko zapuszczają się poza tereny miasta. Jeśli podróżujemy po autostradach to jedyną sensowną opcją będzie silnik 1,4, który jest podczepiony do 6 stopniowej skrzyni. Pozostaje mieć nadzieję, że wrażenia z jazdy są równie przyjemne, a może i lepsze.

W zasadzie to czy Rio w ogóle można zabrać na dalszą podróż? Pamiętajcie, że pojechaliśmy na targi do Genewy naszym DoDechowym MINI. Tutaj jest 325 litrów, więc Michał z pewnością zmieściłby swoje ulubione żelazko, smoking i deskę do prasowania. Jego stare kości powinny też docenić zawieszenie Rio, które jest wyjątkowo miękko zestrojone.

Ja w tym czasie chętnie zasiadłbym za kierownicą, bo Rio mimo małych rozmiarów toleruje nawet tak szerokie horyzontalnie osoby jak ja. W dodatku przy prędkościach autostradowych w samochodzie jest zaskakująco cicho, śmiałbym nawet stwierdzić, że ciszej niż w znacznie większym Sportage. Rio zatem jeździ się dobrze w każdych warunkach. Nie jest to samochód, który porwie wasze dusze, ale ma w sobie to „coś”. Jest kombinacją wielu pozytywnych rzeczy, które sprawiają, że samochodem po prostu chce się jeździć.

Na koniec zostawiłem sobie kwestie wizualne. Z przodu dumnie króluje mały i smukły grill. Jak dobrze, że Kia nie poszła za trendem by grill owijał cały samochód. Zdecydowanie wolę takie rozwiązanie jak zastosowane tutaj. Lampy wykonane w technologii LED to też miły dodatek. Nie wpłyną na wasze bezpieczeństwo, ale wyglądają zjawiskowo. Nie mogę niestety zrozumieć, dlaczego samochód jest oferowany jedynie w dwóch żywych kolorach – żółtym i czerwonym. Pozostałe to odcienie szarości, a kolor niebieski ma dopisek „smoke”. Szkoda, bo Rio samą nazwą powinien dopingować do choć odrobiny szaleństwa i pewnych radosnych smaczków, których tutaj niestety zabrakło. Tymczasem nawet Kia na swojej stronie nie chwali się żółtym kolorem. Można go znaleźć dopiero w talalogu. Sytuacji nie ratują „sportowe pasy” które można sobie zamówić jako dodatek. Nie tak to się robi. Całe szczęście do samochodu można dobrać sensowny cenowo pakiet stylistyczny, który wyposaży nasz mały samochodzik w 16 calowe koła, przyciemniane szyby i chromowane akcenty. W wersji XL można się nawet pokusić o 17 calowe felgi. Cała jednak nadzieja, że Kia zdecyduje się wprowadzić wersję GT Line, bo aż strach się bać jak zadziornie może wyglądać ten samochód w wersji usportowionej. Potencjał jest ogromny.

Oczywiście, jest jeszcze kwestia ceny. Doposażoną wersję z nawigacją, systemem lane assist, kamerą cofania i pakietem stylistycznym można już kupić poniżej 60 000 zł. Jak dla mnie to świetna propozycja dla osób poszukujących samochód miejski, który w gąszczu pewnych niemieckich koncernów będzie z pewnością wyróżniać się na parkingu. Oszczędni, zamiast na gadżety mogą zdecydować się na seryjną instalację LPG. Dla każdego coś miłego.

To wszystko jednak nie dawało mi spokoju. Czy mi coś się przestawiło w mózgu? Z każdym samochodem tej marki jestem coraz bardziej zaskakiwany i to szalenie pozytywnie. Na szczęście z rozmyślań wybił mi Artur, który na chwilę odbił ode mnie samochód, wysyłając mi szybkie stwierdzenia i wrażenia.

I wiecie co? To nie ze mną jest coś nie tak. Brutalna prawda jest taka, że Kia jest jedną z niewielu marek, które ostatnimi czasy robią tak ogromny postęp. Nie mam zamiaru więc wstydzić się, ani ukrywać faktu, że doceniam ich postęp. Nie wierzcie w stereotypy, bo te już niejednokrotnie udowodniły, że nie mają sensu ani znaczenia w dzisiejszym świecie. To już nie jest kwestia tego by dać im „szansę”, bo już dawno ją wykorzystali. Szkoda byście to wszystko przegapili, szczególnie, że na horyzoncie kolejne fantastyczne modele, których szczerze nie mogę się doczekać. Póki co czekam cierpliwie na Rio w wersji GT ze ściętą kierownicą, prawdziwymi głośnikami i w wystrzałowym kolorze.

Za udostępnienie samochodu dziękujemy Kia Polmotor ze Szczecina i jednocześnie zapraszamy do galerii zdjęć.