Blog

TEST: Hyundai i30

Autor:  | 

Ten nicpoń znacznie wydoroślał i nieco zmężniał od naszego ostatniego spotkania. Jest dosyć dostojny jak na swoją klasę i widać, iż na dobre wpasował się w standardy europejskich hatchbacków. Byłem strasznie ciekaw jaki jest naprawdę, szczególnie po tym jak miałem okazję gościć na stanowisku Hyundaia w Genewie podczas premiery wersji wagon.

Ja jeździłem wersją hatchback. Na pierwszy rzut oka pojazd wygląda bardzo atrakcyjnie, jest kompatybilny i nie wygląda na pipsztoka w krótkich spodenkach z aparatem na szyi, który udaje turystę. Jest stonowany i nawet nieco elegancki, szczególnie w tej wersji, którą miałem okazję testować. Spokojny jasnobeżowy kolor w połączeniu z równie jasną (beżowo-szarą) kombinacją wnętrza prezentował się bardzo apetycznie. Była to jedna z bogatszych opcji w gamie silników benzynowych. Auto wyposażone było w potężny jak na obecne czasy motor o pojemności 1,4 l ( GDI), który skrywał w sobie 140 KM (najmocniejsza dostępna jednostka benzynowa). Jak dla mnie parametry miejskiego, pięciodrzwiowego konkurenta niemieckich hatchbacków były zupełnie wyczerpujące przynajmniej moje możliwości.

Wnętrze było dosyć przewidywalne, tam nie było śmiesznie. Wszystko dosyć ergonomiczne, poręczne i poprawne. W Genewie zajmowałem pozycję w dwóch wersjach z ciemnym wnętrzem i moim zdaniem ta jasna kompozycja znacznie przeważa, tym bardziej, że ja preferuję ciemną stronę mocy w kabinie. Twierdzę, iż tak jest po prostu przytulniej, zresztą zawsze bardziej podobały mi się brunetki.
Oprócz poręczności środek wydaje się być bardzo obszerny, miałem wrażenie, że prowadzę pojazd klasy średniej. Niestety nie do końca idzie to w parze z wygodą. Pojazd był bardzo dobrze wyposażony jak na swoją klasę, miał radio. W pamięci pozostał mi także tempomat (rzadko go testuję, pozostawiam to Pawłowi tak jak test nawigacji), start-stop i stabilizator toru jazdy, ten ostatni w szczególności przypadł mi do gustu. Nie tylko krzyczał po przekroczeniu linii oddzielającej pasy ruchu ale także wyrywał mi kierownicę z rąk, nawet niekiedy lekko ze mną walczył, a później wjechałem w ścianę. Oczywiście żartuję, bo ściana na rowerze to rzadkość. Fotel kierowcy był regulowany elektrycznie, czasami nie spotyka się tego w pojazdach wartych blisko 200 tys. zł, a tu taka niespodzianka. Jednak dla mnie ta regulacja miała poważną wadę. Jako człowiek niezbyt rosły mając do dyspozycji zabawkę godną dentysty, często podsuwam siedzisko dosyć wysoko. Tak było i tym razem, podsunąłem fotel prawie że maksymalnie do góry, tym bardziej, iż odbierałem go od Pawła. Po tym zabiegu kierownice i tak miałem daleko od tułowia, a jednak odnosiłem wrażenie, że fotel podsunął się tylko na wysokości moich kolan. Zajmowałem dosyć dziwną pozycję z pośladkami na podłodze i kolanami pod brodą. Nie widziałem zbyt wiele w lusterkach wstecznych ale pomimo tego ostrzegały mnie one o pojeździe znajdującym się w „martwym polu”. Oznajmiały to w kolorze pomarańczowym.

Samo prowadzenie jest również dosyć przewidywalne. Zachowuje się bardzo pewnie, w szczególności na zakrętach, a to za sprawą tylnego wielowachaczowego zawieszenia. Kiedyś taka kombinacja była stosowana tylko w pojazdach klasy wyższej i słynął z tego Mercedes. Obecnie jest to konstrukcja montowana niemalże standardowo z tą różnicą, iż ciężko odczuć różnice po między układem ze zwykłą belką tylnego układu amortyzowania.

Hyundaiem i30 poruszałem się w bardzo zróżnicowanych warunkach pogodowych. Raz padał deszcz, raz wiało, a czasami świeciło słońce. Często wszystkie te zjawiska występowały w jednym czasie i tu pojawiła się kolejna wada, mianowicie wycieraczki z czujnikiem. Wyżej wymieniona czujka reagowała jakby na słońce, a nie na wodę. Może miało chodzić o ogólne pojęcie wilgoci. Nie wiem. Pamiętam tylko, iż wyprzedzając wielko gabarytowy pojazd na autostradzie przy prędkości 138 km/h owa ciężarówka wylała na moją przednią szybę 1534 l wody, a wycieraczki nawet się nie zastanawiały nad trybem „praca”. Przy okazji miałem okazję przetestować hamulce. Działają naprawdę świetnie, nawet na mokrej nawierzchni przy wyższych prędkościach. To za sprawą wentylowanych przednich tarcz hamulcowych.

Podsumowując, ciężko jest rozpływać się nad ekspresją pięciodrzwiowego hatchbacka ale w tym przypadku wygląd na żywo jest naprawdę estetyczny i mile zaskakuje. Bardzo ważny aspekt to ogromny zapas mocy motoru 1,4 GDI. Pojazd przyśpiesza fenomenalnie, a na papieże wygląda to jeszcze lepiej, gdyż zajmuje mu to poniżej 9 s od 0 do 100km/h. Ogólne wrażenia ze spotkania są zadowalające, dostałem to czego się spodziewałem. Podróżowałem dorosłym Hyundaiem i30.

Dziękujemy salonowi Auto Club Hyundai w Szczecinie za udostępnienie samochodu do testów. Zapraszamy także do obejrzenia galerii z naszego testu Hyundai i30.