Blog

TEST DŁUGODYSTANSOWY: Renault Megane Grandtour GT – część II

Autor:  | 

Według komputera pokładowego za kierownicą Meganki spędziłem już trochę ponad 25 dni. Najwyższy czas, żeby wady nowego samochodu ujrzały światło dzienne.

Niestety, muszę Was zawieść. W tym tekście nie znajdziecie łakomych kąsków i retorycznych zawołań w stylu „co ja kupiłem…?” Nadal jestem bardzo zadowolony ze swojej decyzji. Co więcej, to uczucie satysfakcji i szczęścia jest w fazie intensywnego wzrostu. Co prawda, jestem jeszcze przed pierwszym przeglądem (zostało raptem 2000-3000 km), ale nie mam poczucia, że coś mnie podczas tej rutynowej wizyty w serwisie zaskoczy… Tak, odpukałem w niemalowane.

Żeby nie było tak kolorowo, to w ciągu tych kilku miesięcy od zakupu odkryłem kilka irytujących detali. Pierwszy i chyba najważniejszy, to refleks, i nie mam tu na myśli deski rozdzielczej odbijającej się od przedniej szyby w słoneczne dni, ale szybkość reakcji czujników parkowania. Co prawda jeszcze niczego i nikogo nie uszkodziłem manewrując na parkingu, ale kilka razy byłem zaskakująco blisko. Po prostu sygnał ostrzegania przed zbliżającą się przeszkodą pojawia się stosunkowo późno. Zdarzało się, że alarm odzywał się dopiero w ostatniej chwili. Innym razem czujniki działały z nadmierną pobudliwością, jakby auto chciało powiedzieć „Ostatnio dałem ciała, ale dzisiaj się staram.” Jeszcze nie zdecydowałem, które zachowanie bardziej mnie irytuje, ale na pewno parkingowe manewry wymagają ode mnie większego skupienia. Brakuje mi też funkcji automatycznego ściszania audio w momencie wrzucenia wstecznego biegu. Oczywiście, kiedy odzywa się alarm z czujników, to muzyka się wycisza, ale jak napisałem wcześniej czasem dzieje się to stanowczo za późno.

Ambientowe podświetlenie wnętrza nie robi już na mnie takiego wrażenia jak wcześniej, ale to chyba dlatego, że jest lato, dni są długie i naprawdę  rzadko udaje mi się podróżować po ciemku. A to właśnie wtedy kolorowe światełka robią największą robotę. A skoro już czepiam się drobiazgów, to w prawym podłokietniku brakuje regulacji wysokości i czasami robi się niewygodnie. Z drugiej strony nie mogę zbytnio narzekać na komfort – zrobiłem już kilka naprawdę długich tras i muszę przyznać, że tylko raz wysiadłem z samochodu lekko ścierpnięty – choć prawdę mówiąc, po pięciu godzinach na niemieckiej autostradzie bez przerwy, w każdym aucie bym się tak poczuł.

Na korzyść Meganki w wersji GT działają też słowa mojej Mamy, którą dopiero niedawno miałem okazję pierwszy raz przewieźć. Kiedy już przejechaliśmy kilka kilometrów powiedziała, że samochód jej się podoba, a fotele są super wygodne. A ponieważ moja Mama zawsze była najsurowszym recenzentem moich decyzji, to uznałem, że to duży komplement w stosunku do Renault.

W pierwszej części mojego długodystansowego testu pisałem o zaskakująco ubogich możliwościach sterowania systemem audio, ale znalazłem rozwiązanie. Słucham lepszej muzyki i robię to głośniej. A ponieważ najczęściej korzystam ze Spotify, to całkiem przez przypadek odkryłem pewien irytujący drobiazg… Otóż, kiedy na chwilę rozłączę telefon od radia (np. wyłączając auto, albo jak bluetooth w telefonie stwierdzi, że ma dość) to automatycznie uruchamia włącza się ostatnie dostępne źródło dźwięku. W moim przypadku (ponieważ korzystam z przycisku umieszczonego przy kierownicy do zmiany źródła dźwięku) jest to pasmo AM, które przy dużej głośności brzmi jakbym otrzymywał faks z kosmosu, a coś takiego potrafi zaskoczyć.

Co do spalania, to aktualnie w cyklu mieszanym wynosi ono około 7,8 l/100 km. Zauważyłem też, że w trasie auto jest najbardziej ekonomiczne w trybie sport i nawet przy autostradowych prędkościach zadowala się mniej niż 7 litrami na każde 100 km. Górnej granicy zużycia paliwa nie ma… a na pewno jeszcze jej nie odkryłem. Za to wydaje mi się, że wraz ze wzrostem przebiegu zapotrzebowanie na benzynę spadło w stosunku do pierwszej części mojego testu długodystansowego. A może po prostu jest cieplej niż było wtedy…

Chyba niewiele więcej mogę dodać. Meganka nadal spisuje się świetnie. Nadal rewelacyjnie wygląda. I nadal sprawia mi całe mnóstwo radości. A już wkrótce raport z pierwszego przeglądu gwarancyjnego.