Blog

TEST: Dacia Duster

Autor:  | 

Czasami bywa tak, że ktoś weźmie głęboki wdech, uzbroi się w cierpliwość i zapyta mnie o radę. Jeśli jest to rada dotycząca samochodów, to zazwyczaj bierze dwa wdechy. Bo ze mną nigdy nie ma prostych odpowiedzi.

O dziwo najczęściej jestem pytany o to jaki bym polecił tani samochód do przejazdów do pracy. Wtedy podnoszę wysoko brew i przekręcam głowę do oporu w prawą stronę. Bo to tak jakby sommeliera, jaki byłby dobry winiacz do schabowego. I gdy już mam eksplodować, a z moich ust ma się wydobyć długi i soczysty monolog, przypominam sobie pewny istotny wskaźnik.
Każdy z nas kojarzy go bardzo dobrze – ba, nawet stosuje każdego dnia. To takie wahadełko, które nieustannie stara się znaleźć balans pomiędzy sercem a rozumiem. I nie mam tu na myśli oferty internetu.

Oczywiście, każdy z nas w DoDechy lubi mówić o amerykańskich potworach, które mają setki koni, tryliony momentu obrotowego, a każdego ranka powodują, że w promieniu 10km sejsmogram wykazuje spore drgania. Gdy wahadełko jest na limicie poziomu serca przestajemy mówić o samochodach, a skupiamy się na czystych emocjach. Takie samochody się czuje i po prostu kocha, wybaczając ich nieustanne połączenie z naszym kontem bankowym.

Dlatego większość osób – w tym i ja – stara się w tym wszystkim znaleźć balans. By znać to co można pokochać, trzeba też poznać to z czym się świetnie pracuje. Dziś właśnie mamy taki samochód z „drugiej strony barykady”. Samochód do bólu praktyczny, absurdalnie tani, a z drugiej strony nowoczesny i wyposażony we wszelkie dobrodziejstwa współczesnej motoryzacji. Proszę Państwa, oto wyznacznik kategorii „rozum” – nowa Dacia Duster.

Z racji, że jesteście w miejscu, które nazywa się „DoDechy”, pewnie spodziewacie się, że co drugie zdanie będę kończyć słowami: „ale jest tania”. Po części macie rację, jednak nie z tego powodu o którym myślicie.

Po pierwsze wygląd. Jeśli ktokolwiek mi powie, że nowa Dacia Duster jest brzydkim samochodem to uznam to za czystą złośliwość. Bo nie jest. Może nie jest to samochód, który bym wybrał do ślubu, ale jej design jest zdecydowanie na czasie. Z przodu lampy okraszone stylowymi LED’ami, z tyłu krzyżakowe światła przypominające trochę amerykańskiego producenta samochodów terenowych. Po bokach kilka przetłoczeń nadających dodatkowy charakterek. Jest nawet kilka smaczków w postaci napisów „DUSTER”. Wbrew pozorom jest tutaj na czym zawiesić oko i to jest ten moment gdy powoli głupieję. Bo Odkurzarz (Duster z angielskiego oznacza potocznie własnie ten sprzęt AGD) kompletnie nie wygląda na swoją cenę, szczególnie jeśli zestawimy go w najwyższej wersji wyposażenia z 17 calowymi aluminiowymi felgami (które wyglądają na większe niż są) i miedziano-pomarańczowym lakierem.

We wnętrzu jest oczywiście odrobinę surowo, ale wszystko jest ergonomiczne i na swoim miejscu. Nie ma tu ani jednego elementu który bym nazwał „tandetnym”, albo słabo wykonanym. Nic nie skrzypi, wszystko jest odpowiednio spasowane, a przez cały test nie udało mi się niczego urwać.

Im więcej się rozglądamy po kabinie, tym więcej odkrywamy elementów, które zazwyczaj spotykane są w o wiele droższych samochodach. Mamy tu pełną nawigację, wielofunkcyjną kierownicę z obsługą tempomatu i limitera, jest bluetooth, 4 kamery, czujniki martwego pola… zaraz gdzie ja siedzę? Dacia? Łapałem się na tym za każdym razem.

Pozycja za kierownicą jak na mój gust jest ciut za wysoka, ale to problem który mam z większością samochodów. Łatwiej jest w końcu na nie narzekać niż w końcu wykupić karnet na siłownię. Dziwi mnie tylko, że samochód segmentowany jest jako SUV. To raczej większy miejski crossover, więc może Dacia niepotrzebnie stara się wbić o jeszcze jedną klasę wyżej. Duster zdecydowanie broni się bez potrzeby wykorzystywania tego nadużywanego trzyliterowego skrótu.

Nasza testowa Dacia Duster była wyposażona w wolnossącą jednostkę benzynową 1,6. Jeśli słuchaliście już odcinka podcastu w której o niej mówimy to wiecie, że trochę się o ten silnik pokłóciliśmy. Moim zdaniem to jednostka idealnie nadająca się do miasta. Ani razu nie miałem z nią problemów. Michał ku mojemu zaskoczeniu optował za silnikiem diesla. Faktycznie jest taka opcja by się w ten silnik wyposażyć. Co więcej, jeśli lubicie samochody napędzane odpadem to będziecie mogli wybrać automatyczną skrzynię biegów i napęd 4×4. Silnik benzynowy takiej opcji nie daje.

Do momentu gdy trzymałem się z Dusterem miasta, nikt nie był w stanie zbić moich argumentów odnośnie słuszności silnika benzynowego. Gorzej było gdy przekroczyliśmy tablicę miasta. Trzeba się mocno starać by zachęcić 115KM do większych prędkości. Mamy przy granicach Szczecina specyficzny odcinek autostrady, gdzie w pewnym miejscu jest sporo wzniesień i spadków. Zdarzało się, że przy wzniesieniu (autostradowym, więc nie był to pionowy podjazd) musiałem redukować do czwartego biegu by utrzymać tempo przejazdu. Sami musicie więc wyczuć do jakich zastosowań potrzebujecie swój samochód. Jeśli za miasto wybieracie się kilka razy w roku to można to przeboleć.

Same wrażenia z jazdy mam dość mieszane. Z jednej strony układ kierowniczy jest szalenie wygodny, a promień skrętu jest tak absurdalnie mały, że w pierwszej chwili miałem wrażenie, że prowadzę mały miejski samochodzik. Lawirowanie po wąskich uliczkach czy wciskanie się w ciasne miejsca parkingowe jest dzięki temu bajecznie proste. Szczególnie jeśli doposażymy naszego Dustera o 4 kamery. Wyższe zawieszenie też pomaga.

Właśnie. Zawieszenie. To jedyny mankament jaki znalazłem w tym samochodzie, który sprawił, że na wskaźniku „rozum” pojawiła się drobna skaza. Jest szalenie miękkie. Do tego stopnia, że może powodować dyskomfort. Uczciwie wierzę, że samochód ten był projektowany przez ludzi, którzy wiedzą co robią. Wierzę też, że wcale tak łatwo Dustera się nie przewróci. Jednak jeśli już na pierwszym rondzie czuję jak mocno przechyla się cały samochód to może to powodować negatywne emocje. Jeśli mieszkacie w miejscu gdzie nie ma rond, to ten punkt możecie wymazać.
Czy pokochałem ten samochód i trafił do mojego Top 10 marzeń? Nie. Bo nie jest, nie był i nigdy nie będzie samochodem, którego celem jest oddziaływanie na motoryzacyjną pasję. Jest samochodem praktycznym, który ma pełnić swoją rolę – dowieźć Ciebie do celu.

Dla kogo więc jest nowa Dacia Duster? Przede wszystkim dla osób, które nie chcą na samochód wydawać fortuny, a z drugiej strony cenią sobie wszelkie nowinki technologiczne jakie oferuje obecna motoryzacja. W tym samochodzie niczego nie brakuje.

Wpadłem też na pomysł, że to dobry samochód na „przeczekanie”. Jeśli podłapaliście bakcyla ekologicznych samochodów i celujecie w hybrydę lub elektryka to obecnie na rynku nie ma szalonego wyboru. Lista przystępnych cenowo pojazdów kończy się jeszcze zanim zdąży się zacząć. Może więc, jeśli koniecznie poszukujecie nowego samochodu warto zainteresować się Dusterem? Przez kilka lat z pewnością będzie dobrym kompanem do pracy i pozwoli doczekać do chwili gdy spełnią się obietnice większości koncernów.

Ceny Dacii Duster zaczynają się od niecałych 40 000zł. Jeśli ją doposażymy ekstremalnie o wszystkie gadżety to nadal nie uda nam się przekroczyć 60 000zł (jak zawsze nie liczę – tfu – diesla), a starczy jeszcze na automatyczną klimatyzację.

P.S. Jeśli zdecydujecie się na pakiet „Styling” zawierający orurowanie przednie, to pamiętajcie, że spora część rury będzie wam przysłaniać widoczność z kamery. Może drażnić w ciasnych garażach. A więcej zdjęć znajdziecie tu.

Za użyczenie samochodu dziękujemy Dacia Polmotor ze Szczecina.