Blog

TEST: BMW M235i xDrive

Autor:  | 

Jak powszechnie wiadomo, grudzień to miesiąc prezentów. Ten który dostaliśmy od Dealera BMW Bońkowscy – dwa dni za kierownicą BMW M235i xDrive – był spełnieniem marzenia, o którym nawet nie wiedziałem. Nie będę ściemniał, pokochałem ten samochód od pierwszego wciśnięcia przycisku „START STOP ENGINE”.

Dokładnie wtedy. Nie wcześniej i nie później. Ale od początku. Do testu nie otrzymaliśmy auta w tak modnym dziś kolorze „Estoril Blue”, nie była to też „czerwień Melbourne”, a zwykły „szary mineralny metalic”. Dzięki temu, czekający na nas samochód omal nie umknął naszej uwadze. BMW Serii 2, to w nowej nomenklaturze marki najmniejsze coupe. A M235i, którym jeździliśmy, jest jego najmocniejszą (oczywiście poza M2) odmianą. Nowy model jest niewiele większy od swojego bezpośredniego poprzednika – M135i – ale te kilka centymetrów tu i ówdzie sprawiają, że jest zdecydowanie ładniejszy. Nadwozie dwójki jest zwarte i wyraziste. Idealne proporcje, przód z dobrze znanym grillem i drapieżnymi reflektorami oraz tył z dwoma rurami wydechowymi i dyfuzorem dobitnie dają do zrozumienia, że to auto służy do bardziej dynamicznej jazdy. Dodatki z pakietu M Performance tylko podkreślają jego sportowy charakter. Właśnie tak powinno wyglądać rasowe coupe z Bawarii.

Mógłbym jeszcze skupiać się na szczegółach sylwetki, licznych przetłoczeniach, czy rozmiarach felg, ale wszechobecne, trójkolorowe logo „M” sprawia, że szkoda mi na to czasu. Tym samochodem po prostu chce się jeździć.

Z kluczykami w dłoni wsiadłem do środka i natychmiast poczułem się przyjemnie otulony. Złapały mnie doskonałe fotele i trzymały w zdecydowanym uścisku aż do ostatniego dnia testów. Kokpit delikatnie zwrócony w moją stronę jasno dawał do zrozumienia, kto tu jest najważniejszy. Klasyczne, podświetlone na czerwono zegary, czarna podsufitka i maleńkie logo „M” na kierownicy tylko potęgowały wrażenie obcowania z wyjątkową maszyną.

Ustawienie idealnej pozycji za kółkiem zajęło mi dosłownie chwilkę, w końcu to BMW, które w mojej ocenie zawsze było świetne w tej kategorii. Dwójka może i nie jest samochodem największym, ale nawet wysoki kierowca będzie mógł nią wygodnie podróżować. Oczywiście jest jeszcze kwestia Pawła i ewentualnych pasażerów, ale oni marudzą w odcinku…

Kiedy już wygodnie usiadłem i zapiąłem pasy, odnalazłem przycisk odpowiadający za uruchomienie silnika, wcisnąłem go i wydarzyła się magia. To małe BMW wydało z siebie nie jakiś tam dźwięk… ono ZARYCZAŁO. Wszystkie włosy na moim ciele stanęły na baczność, na czole pojawiły się kropelki zimnego potu, a moja prawa ręka instynktownie skierowała się ku drążkowi zmiany biegów i ruszyłem.

Trzeba powiedzieć, że miasto w godzinach szczytu to nie jest najlepsze miejsce dla M235i. Na zatłoczonych ulicach, w mozolnie przesuwającym się sznurze aut miałem dłuższą chwilę by oswoić się z fenomenalnym brzmieniem silnika. Kiedy już zaczynałem dochodzić do siebie, a drogi zrobiły się szersze i mniej oblegane, małe BMW postanowiło ponownie mną wstrząsnąć – tylko tak da się opisać, to co się wydarzyło, kiedy pierwszy raz wcisnąłem pedał gazu do dechy. Według producenta, BMW M235i xDrive, którym jeździliśmy przyśpiesza od 0 do 100 km/h w 4,6 sekundy (wersja z napędem tylko na tylną oś jest o 0,2 sekundy wolniejsza). Nie zmierzyłem, czy tak jest w rzeczywistości, ale mam bardzo poważne argumenty za tym, aby w to wierzyć.

No dobra, ale skoro już wspomniałem o osiągach… Pod maską małego coupe spod znaku biało-niebieskiej szachownicy, pracuje 3-litrowy, 6-scio cylindrowy silnik, wspomagany przez dwie turbosprężarki. Ten zestaw generuje dokładnie 326 KM – to o 20 KM więcej niż BMW 435i i tylko 44 KM mniej niż nowe M2. Z kolei maksymalna wartość momentu obrotowego to 450 Nm, a ponieważ jest on dostępny już od 1300 obrotów na minutę, samochód rwie do przodu natychmiast po dotknięciu pedału gazu. Chyba, że używamy trybu ECO PRO…

M235i xDrive dostępny jest jedynie z automatyczną 8-stopniową skrzynią Steptronic, która działa wprost fantastycznie. Konserwatyści wybiorą pewnie wersję z napędem na tylną oś, w której standardowo montowany jest 6-stopniowy manual. Ja jednak sądzę, że warto przetestować na własnej skórze, jak świetnie jeździ się dziś samochodami z automatyczną przekładnią. A jeśli miałbym kogoś przekonywać do takiego rozwiązania, to BMW byłoby do tego najlepszym narzędziem.

Podstawową zaletą skrzyni automatycznej to komfort. Nie oszukujmy się, naszymi samochodami zdecydowanie więcej czasu spędzamy stojąc w korku, niż na torze, a nikt mi nie wmówi, że wbijanie jedynki co 50 metrów jest przyjemne. Jazda żabką jest zdecydowanie przyjemniejsza, jeśli wystarczy puścić hamulec, aby samochód przetoczył się ten krótki odcinek zanim znowu stanie. Inna sprawa to ekonomia – dzisiejsi producenci prześcigają się w liczbie przełożeń. Nasze BMW miało ich 8 i kiedy mknęliśmy autostradą z dozwoloną prędkością, ten potwór na najwyższym biegu rzekomo spalał mniej benzyny niż moja poczciwa Octavia. Fanów sportowych wrażeń z pewnością ucieszy fakt, że wspomniana skrzynia Steptronic umożliwia także manualną zmianę biegów – tradycyjnie, za pomocą lewarka, lub bardziej awangardowo, przy użyciu manetek umieszczonych przy kierownicy (tak na marginesie, te w M235i były doskonałe).

Jeśli chodzi o mój wkład w debatę na temat automat, czy manual, to by było na tyle. Teraz chciałbym powiedzieć o jednym z ważniejszych instrumentów, który znalazł zastosowanie w testowanym BMW. Tuż obok lewarka zmiany biegów umieszczono dyskretny przycisk, który odpowiada za zmianę właściwości jezdnych. To niewiarygodne, ale wszystko wskazuje na to, że tym niewielkim i niepozornym przełącznikiem, można otwierać i zamykać piekielne wrota. Kilka ruchów palcem, potrafi zamienić te dostojne coupe, w rasową wyścigówkę, która nawet stojąc na światłach przyprawia o szybsze bicie serca kierowcę, pasażerów i wszystkich dookoła. A tak na poważnie, do wyboru są cztery tryby – Comfort, Sport, Sport+ i jakieś PRO.

Długie podróże, nierówne drogi, czy podwożenie teściowej pewnie będą wymagały trybu Comfort, w którym auto staje się łagodniejsze. Zawieszenie pracuje stosunkowo miękko, skrzynia biegów zmienia przełożenia delikatnie, a silnik pracuje cicho i dostarcza do wnętrza tylko delikatny pomruk. Jakby chciał powiedzieć, że się relaksuje. Wystarczy jednak tylko raz wcisnąć wspomniany przełącznik, aby 6 ustawionych w rzędzie cylindrów warknęło z radością, amortyzatory się usztywniły, a układ kierowniczy stał się bardziej czuły i precyzyjny. W trybie Sport, ryzykujecie pranie tapicerki, bo teściowa raczej tego nie wytrzyma. Jednak prawdziwą brawurą byłoby przewiezienie jej w trybie Sport+, chyba że wybierzecie w nawigacji najbliższy szpital jako cel podróży. To ustawienie niemal całkowicie wyłącza kontrolę trakcji, co umożliwia jazdę w zakrętach określaną mianem szalonej, silnik się drze, a włosy na głowie siwieją… Nie ma nic przyjemniejszego.

Wspominałem wcześniej o trybie ECO PRO? Cóż, czasy są… ekologiczne, w związku z tym, wszelkie super inteligentne systemy pomagające oszczędzić nieco paliwa i ulżyć naszemu środowisku są mile widziane. W M235i tryb ECO PRO umożliwia obniżenie zużycia paliwa podobno nawet o 20%. Poza oczywistymi korzyściami dla zawartości portfela swojego właściciela, w tym trybie auto staje się bardziej powściągliwe, prowadzi się aż za delikatnie i skutecznie tłamsi wszelkie agresywne zapędy kierowcy, ponieważ pedał gazu nie jest już klamką otwierającą bramy piekieł. Powiem szczerze, nie używałem tego trybu zbyt długo… Nawet teściowa by się nudziła.

Na szczególną uwagę zasługuje też fakt unikalnego w tej klasie rozłożenia masy na obie osie, który wynosi niemal 50:50, co w połączeniu z doskonałym, obniżonym o 10 mm układem jezdnym M sprawia, że M235i prowadzi się jak po sznurku. Literką „M” oznaczone są także zaciski na potężnych tarczach hamulcowy, a to pozwala wierzyć, że zatrzymają tego małego potwora w miejscu wtedy, kiedy będzie trzeba. Można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że jest to samochód stworzony z myślą o jeździe z wielkim uśmiechem na twarzy. Kiedy silnik umieszczony pod maską tego BMW się budzi nic już nie ma znaczenia, wszelkie zmartwienia ulatują i liczy się tylko czysta, niczym niezmącona radość z prowadzenia. I pewnie wypadałoby napisać tutaj kilka słów o wyposażeniu, ale przecież to BMW, więc pewnie wszystko co niezbędne jest na swoim miejscu lub dostępne za dopłatą. Pewnie warto też wspomnieć o materiałach doskonałej jakości, o perfekcyjnym wykonaniu, o tym, że jedynie opcjonalny system audio firmy Harmann-Kardon może dźwiękiem konkurować z silnikiem. Tylko po co, skoro po wciśnięciu przycisku startera nic już się nie zaprząta głowy. Przysięgam, że kiedy pierwszy raz wsiadłem do tego BMW powiedziałem, że nie podobają mi się dwie rzeczy – kierownica, która jest trochę za duża i coś jeszcze, ale już nie pamiętam co to było, bo w tym momencie odpaliłem silnik.

Może się wydawać, że łatwo jest się zakochać w takim samochodzie, ale czy na pewno? W moim przypadku, to trudna miłość. W końcu to najmniejsze coupe BMW, czyli raczej nie zmieszczą się do niego dwa dziecięce wózki (nawet po złożeniu). Pakowanie dwójki maluchów na tylną kanapę też nie będzie należało do przyjemności. Wiem, co powie moja żona. I będzie powtarzała za każdym razem, kiedy będzie musiała pakować się do mniejszej walizki przed wyjazdem na wakacje. Ale to wszystko nie ma znaczenia, bo tego auta nie da się nie pokochać, a wszelkie niewygody dnia codziennego związane z jego użytkowaniem bledną w obliczu jego dźwięku i możliwości.

Kiedyś wspominałem, że dzisiejszy styl produkowania samochodów mi nie odpowiada. Denerwowało mnie poszerzanie gamy modelowej w nieskończoność. Drażniło, że wszystkie auta danej marki są do siebie podobne. Ciągle wracałem gdzieś w przeszłość w poszukiwaniu samochodów z duszą. BMW M235i uświadomiło mi, jak wielkim to było błędem! Okazuje się, że dzisiejsza motoryzacja ma do zaoferowania równie dużo, tylko w większej ilości wariantów. To małe BMW udowodniło mi, że wszystko co w motoryzacji kocham, nadal w niej jest, chociaż może na chwilę uciekło mi z pola widzenia. Te dwa krótkie dni na długo zapiszą się w mojej pamięci. BMW M235i zawiesiło poprzeczkę moich oczekiwań bardzo wysoko, ale jednocześnie sprawiło, że jestem przekonany o tym, że wkrótce jakieś inne auto ją przeskoczy.

Okiem Pawła:
Nie mogłem chyba lepiej trafić na odnowienie swojej przygody z BMW po długim rozstaniu. M235i jest samochodem, którego piękna nuta przeszyła moje serce i będzie napełniać je radością jeszcze przez wiele dni. Wszystko za sprawą fantastycznego silnika, który w połączeniu z jeszcze lepszą skrzynią biegów, aż prosi by nim jeździć.
Niestety nawet najlepszy silnik i najlepsza skrzynia nie jest w stanie mnie przekonać gdy wszystko tu jest takie dostojne, eleganckie i skryte. Do momentu wciśnięcia przycisku START można całkowicie zapomnieć co kryje w sobie ten samochód. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, ja potrzebuję by samochód wywoływał uśmiech na mojej twarzy od pierwszych chwil gdy go zobaczę. Nie pomogło tu nawet 16 znaczków „M Power”. Na szczęście odpowiedzią na moje zapotrzebowania jest M2.

Okiem Michała:
Nudny, mało dynamiczny, brzydki – tego z pewnością nie można powiedzieć o BMW M235i xDrive. Na pierwszy rzut oka trochę zlewa się z codziennym światem motoryzacyjnym, w tym konkretnym kolorze maskuje się dodatkowo. Podchodzisz bliżej i już wiesz, że to „nie przelewki”, że po tym jak otworzysz drzwi i wciśniesz starter (pod warunkiem, że masz kluczyki), wydarzy się coś nieprzeciętnego. Rzeczywiście tak też się dzieje. Sześciocylindrowy motor wydobywa z układu wydechowego taki dźwięk, że każdego fana motoryzacji wprawia w pewien charakterystyczny stan, u mnie jest to coś na pograniczu zadowolenia i strachu…schodząc na ziemię – estetyczne i harmonijne wnętrze psuje trochę wyświetlacz, który mocno wystaje ponad konsolę środkową ale można to uznać za szczegół. Sama pozycja za kierownicą jednoczy użytkownika z układem przeniesienia napędu, auto „otula” kierowcę. Całość tworzy odpowiednią kombinację – skromna z zewnątrz, wewnątrz, brzmi jak bestia i jeździ…brak mi porównania. Podsumowując to naprawdę szybkie auto , które zapewnia doznania godne super samochodów, a jest od nich 10x tańsze.

Dziękujemy Dealerowi BMW Bońkowscy za udostępnienie samochodu do testów oraz Azoty Arena za możliwość wykonania sesji zdjęciowej.

Pamiętajcie, że więcej o BMW M235i xDrive możecie posłuchać w 51 odcinku podcastu, a pełną galerię zdjęć możecie obejrzeć w naszej Galerii.