Blog

Relacja z 6. Targów Motoshow w Szczecinie

Autor:  | 

Zazwyczaj weekendy spędzamy w domu z rodzinką, ale kiedy organizator tegorocznych targów Motoshow zaproponował nam udział i współpracę przy tej motoryzacyjnej imprezie, szybko doszliśmy do wniosku, że nasi najbliżsi jakoś sobie bez nas poradzą i zaczęliśmy odliczanie. W końcu wybiła godzina „0”, spakowaliśmy sprzęt oraz niezbędne gadżety do bagażnika i czym prędzej udaliśmy na Azoty Arenę. To znaczy Paweł i nasza etatowa fotoreporterka Ania udali się czym prędzej, bo ja z Michał zostaliśmy w jakiejś dwudziestowiecznej strefie czasowej i się spóźniliśmy. Na szczęście zdążyliśmy rozstawić nasze studio jeszcze przed przybyciem pierwszych zwiedzających i kiedy pierwsi z nich pojawili się na hali targowej, my byliśmy już zwarci i gotowi do nagrywania naszej pierwszej relacji na żywo.

Trzeba uczciwie powiedzieć, że było co relacjonować, dlatego podzieliśmy się na grupy i ruszyliśmy do pracy. Ania poszła strzelać fotki wszystkiego co miało cztery (i nie tylko) koła, Paweł pilnował sprzętu, a ja z Michałem wyszedłem na zewnątrz, gdzie powoli zjeżdżały się samochody ze stowarzyszenia Szanuj-sie.pl. Moją uwagę przykuły wielkie felgi od Brabusa w VW Jetta (potem okazało się, że to chyba nowy trend, bo podobnych połączeń było znacznie więcej), a Michał z wywieszonym jęzorem pobiegł w kierunku granatowego Fiata 125 S. Kiedy go dogoniłem, opowiedział mi całą historię modelu i wydawał się przy tym tak podekscytowany, jak piesek, który dostał świeżą kość. W pewnym momencie z zadumy nad minioną motoryzacją wyrwał nas ryk silników i pisk opon.

Podążyliśmy za zapachem palonej gumy, który zaprowadził nas w miejsce, gdzie zamiast wypolerowanych na wysoki połysk aut, stały mniej wypucowane, ale równie imponujące maszyny przystosowane do wyczynowej jazdy. O tym, że zarówno samochody, jak i ich właściciele potrafią jeździć bokami, mogliśmy się przekonać na własne oczy oglądając popisy na specjalnie wydzielonym placu. A kiedy znudziło się nam oglądanie wybuchających opon, postanowiliśmy udać się do naszego prowizorycznego studia i opowiedzieć o naszych wrażeniach.

Kiedy wracaliśmy, natknęliśmy się na czerwony namiot, w którym stała piękna, nowiutka terenówka Klaudii Podkalickiej ze swoją dumną i szczęśliwą właścicielką. Od razu zakiełkowała nam w głowach myśl, żeby zaprosić ją na wywiad. Niestety, w pierwszej chwili zachowałem się jak nieśmiały uczniak i szukałem wymówek, żeby zrobić to później, ale na szczęście Michał zachował zimną krew (w końcu jest najstarszy), zgarnął mnie za kołnierz i już po chwili rozmawialiśmy z Klaudią o wizycie na naszym stanowisku. Zgodziła się, a my popędziliśmy ogłosić nasz sukces Pawłowi. Po drodze obejrzeliśmy jeszcze dwa piękne klasyczne Mercedesy i kilka amerykańskich krążowników szos z czasów, kiedy benzyna płynęła z kranu, a Michał obiecał, że w przyszłym roku zabierze ze sobą swojego dużego Fiata.

Kolejne minuty upłynęły nam na oczekiwaniu i nerwowym przygotowywaniu się do naszego pierwszego w historii wywiadu z gwiazdą. Przygotowaliśmy miejsce dla Klaudii i kiedy przyszła, bez zbędnych wstępów zasypaliśmy ją pytaniami. Efektów możecie posłuchać w 33 odcinku naszego podcastu, ale subiektywnie oceniam, że było bardzo fajnie.

Ponieważ nasze prowizoryczne studio było umieszczone tuż nad główną sceną hali targowej, często przerywaliśmy nasze nagranie, aby poświęcić nieco uwagi temu, co się tam działo. A działo się, oj działo… zwłaszcza, kiedy pojawiły się tam dziewczyny biorące udział w II Zachodniopomorskich Mistrzostwach Pole Dance i podgrzały atmosferę. My niestety musieliśmy spakować swoje zabawki i zacząć przygotowywać się do niedzieli.

Drugiego dnia targów postanowiliśmy przetestować kilka zabawek, które były dostępne wewnątrz hali. Na pierwszy ogień poszedł profesjonalny symulator jazdy. Podobno na takich samych urządzeniach trenują zawodowi kierowcy. Nam nie poszło świetnie, ale nie najedliśmy się wstydu. Zupełnie inaczej było przy stanowisku firmy InMotion, która prezentowała samojezdny monocykl. Jako człowiek nie bojący się nowinek, postanowiłem przetestować ten wynalazek dla leniuchów… po próbie, która nawiasem mówiąc niewiele różniła się  od sobotnio wieczornego kroku na autopilocie, stwierdziłem, że jednak wolę tradycyjne chodzenie.

Tymczasem zobaczyłem błysk w oku Michała, który przyglądał się czerwonemu Oplowi Rekord. W sobotę nie zwróciliśmy na niego specjalnej uwagi, bo był brudny i brzydki. Ale już w niedzielę, za sprawą ekipy z firmy SONAX, kilku profesjonalnych specyfików i narzędzi, świecił się jak przysłowiowe jajca.

Zachęceni sobotnim sukcesem, również w niedzielę postanowiliśmy zaprosić kilka osób do rozmowy na naszej antenie. Przed naszymi mikrofonami zasiedli między innymi członkowie grupy RC Drift, którzy opowiedzieli nam o swojej pasji, czyli jeżdżeniu bokami… zdalnie sterowanymi samochodami. Ale o tym (i nie tylko) posłuchacie już w następnym, 34, odcinku podcastu DoDechy.

Późnym niedzielnym popołudniem zwinęliśmy nasz baner, spakowaliśmy sprzęt i opuściliśmy Azoty Arenę z silnym poczuciem satysfakcji i dobrze spełnionego obowiązku. Nadal jest nam niezmiernie miło, że mogliśmy mieć swój udział w tej imprezie i liczymy, że w przyszłości będziemy mieli jeszcze więcej okazji do pracy w terenie. Tymczasem wracamy do naszych codziennych obowiązków… szukania motoryzacyjnych newsów i mierzenia się z Waszymi wyzwaniami. Do usłyszenia.

ZOBACZCIE NASZĄ GALERIĘ Z PONAD 500 ZDJĘCIAMI Z 6. MOTOSHOW W AZOTY ARENA

1 Comment

  1. Pingback: DoDechy Podcast