Blog

RECENZJA: Transport Fever (PC)

By  | 

Mam przypuszczenie graniczące z pewnością, że każdy z Was powiedział kiedyś – „Zrobiłbym/Zrobiłabym to lepiej”. Oczywiście w zależności od kontekstu, zdanie to brzmi śmiesznie, wkurzająco, absurdalnie lub po prostu idiotycznie. Zdarza się też, że osoba je wypowiadająca ma rację, a wtedy… cóż to temat na zupełnie inne rozważania. Tymczasem okazało się, że ostatnio często wypowiadałem te słowa w stosunku do organizacji transportu w naszym pięknym mieście i Paweł, żeby mnie nieco utemperować, wręczył mi do zrecenzowania grę o wszystko mówiącym tytule – Transport Fever, stworzoną przez szwajcarską firmę Urban Games.

Jak przystało na niehardkorowego gracza jakim jestem, nic o tej grze nie wiedziałem oprócz tego, że polega ona na budowie komunikacyjnego imperium. Od razu przyznam się, że ostatnia ekonomiczna strategia w jaką miałem okazję namiętnie grać to SimCity 3000. Nie będę oczywiście porównywał Transport Fever do gry z poprzedniego wieku. Przyznam jedynie, że odniosłem wrażenie, że interfejs i mechanika gry nie zmieniły się aż nadto przez te wszystkie lata i przyjąłem ten fakt z radością, bo dzięki temu mogłem darować sobie całą serię misji samouczka.

screenshot_00

Oczywiście był to błąd. Przypłaciłem go kilkoma restartami, chwilami zwątpienia we własną inteligencję oraz całą masą straconego czasu i wirtualnych pieniędzy. Na szczęście po kilkudziesięciu minutach gra przestała mnie zaskakiwać i mogłem skupić się na samej rozgrywce. Transport Fever oferuje dwa tryby – dowolny i kampanię. Ten pierwszy to nic innego jak zwykła piaskownica, w której wybiera się m.in. rozmiar mapy i poziom trudności, a po wszystkim generowany jest losowy świat, który czeka na podbicie. Gracz przeniesiony zostaje w przeszłość i zaczyna budowę swojego imperium. Początki, jak nietrudno się domyślić, nie należą do łatwych. Liczba i różnorodność dostępnych środków transportu jest niewielka, cyfrowi ludzie niespecjalnie wiedzą, że mogą podróżować gdziekolwiek inaczej niż pieszo, a wszelkie błędy w planowaniu tras i stacji kolejowych zemszczą się w przyszłości. Krótko mówiąc, jak nie staniesz, dupa z tyłu. Na szczęście, pewne rzeczy da się opanować dosyć szybko i przy kolejnym podejściu człowiek pamięta, żeby zaczynając jakąkolwiek inwestycję, trochę bardziej ją przemyśleć.

Im dłużej trwa rozgrywka, tym robi się ciekawiej. Wybudowane linie kolejowe, autobusowe i ciężarowe przynoszą krociowe zyski, a gracz może wziąć się za bezsensowne wydawanie kasy. Właśnie tak, bezsensowne. Transport Fever umożliwia wykorzystanie 4 rodzajów środków transportu – lądowe, czyli kolej i samochody, statki oraz samoloty. I o ile pierwsze z nich pozwalają rozwinąć firmę i dać wiele satysfakcji z zarządzania połączeniami, o tyle te drugie istnieją w grze chyba tylko po to, żeby spełniać irracjonalne zachcianki bogatych prezesów. Na żadnej z map, które udało mi się wygenerować organizacja transportu drogą wodną nie miała najmniejszego sensu, natomiast lotniska zajmują wręcz absurdalną ilość miejsca. Co więcej, transport lotniczy nie jest nawet w połowie tak dochodowy jak dobrze zorganizowana kolej. Nie oznacza to wcale, że nie wybudowałem lotniska w każdym napotkanym mieście. W końcu kto bogatemu zabroni…

screenshot_20

Brzmi trochę jak łatwizna, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. W trakcie gry regularnie stawałem przed problemami, których rozwiązanie spędzało mi sen z powiek. A to pociągi wzajemnie się blokowały, dyliżansy jeździły na pusto, a pijani Indianie grabili transportowane dobra. Ok, to ostatnie sobie wymyśliłem, ale w trakcie kampanii na pewno będziecie musieli z nimi negocjować.

No właśnie, kampania. To drugi oferowany tryb rozgrywki, w którym do wykonania mamy szereg misji. W zależności od wybranego kontynentu (Ameryka lub Europa), będzie to budowa kolei przez dziki zachód, przekopanie tunelu pod Alpami lub połączenie oceanów kanałem Panamskim. Łącznie misji do wykonania jest 14 i stanowią one istotne urozmaicenie gry. Zwłaszcza, że Transport Fever nie daje możliwości konkurowania z innymi graczami w trybie gry wieloosobowej, ani nawet nie motywuje dodatkowo prężnie działającą i sterowaną przez komputer konkurencją. Za to wykonywanie poszczególnych misji bywa nużące tylko jeśli jest się doskonałym logistykiem i gra się na kodach.

screenshot_04

Jeśli chodzi o wygląd, to Transport Fever nie powala na kolana. Być może gdyby optymalizacja stała na znacznie wyższym poziomie i gra nie zacinała się co jakiś czas podczas projektowania kluczowych linii kolejowych, byłbym w stanie sprawdzić co oferuje na maksymalnych ustawieniach. Niestety, w miarę rozwijania swojego imperium, na przeciętnej klasy komputerze gra staje się nieco uciążliwa. Jestem jednak przekonany, że twórcy gry szybko naprawią ten problem, bo byłoby mi niezwykle szkoda rozstawać się z tym tytułem tylko z powodu skaczącej mapy.

Muzyka w grze jest dziwnym połączeniem country, jazzu i soundtracka z Bennego Hilla. Co dziwne, sprawiła, że w krytycznych momentach, zamiast rwać włosy z głowy, wystukiwałem dłońmi rytm o blat stołu, przez co moja żona szybko zorientowała się, że nie pracuję nad jakąś tam kwartalną inwentaryzacją magazynu i środków trwałych.

screenshot

Podsumowując, Transport Fever to zdecydowanie bardzo ciekawa gra dla wszystkich fanów strategii ekonomicznych i studentów logistyki. Mi zabrała kilkanaście godzin życia, ale sądzę, że nie były to godziny do końca stracone. Mocną stroną gry jest to, jak bardzo jest wymagająca i realistyczna jeśli chodzi o planowanie i zarządzanie połączeniami. Liczba zmiennych, problemów i zależności, które wpływają na sukces bądź porażkę, jest ogromna, a to sprawia, że rozgrywka jest ciekawa i pełna wyzwań. Na korzyść pozycji działa też Steam Workshop, w którym w lawinowym tempie pojawiają się kolejne mody i ulepszenia. I tak całkiem serio… pewnie ten cały transport w Szczecinie to zorganizowałbym lepiej…

 

Grę do testów użyczył wydawca – firma CDP.pl.