Blog

RECENZJA: Race Injection (PC)

By  | 

Czy gra, która pojawiła się na rynku prawie dziesięć lat temu potrafi nadal cieszyć? Jeśli nie zrazicie się do grafiki, to czeka na Was bardzo techniczna i wymagająca gra, która prawdopodobnie pójdzie na Waszym kalkulatorze.

Gra Race Injection, to specjalne wydanie gry Race 07, która jak łatwo się domyśleć pojawiła się na rynku w 2007 roku spod utalentowanych rąk studia SimBin (teraz znanych jako Sector3 Studios). W środowisku graczy jest to znany developer, który zasłynął z bardzo dokładnych i technicznych gier.

Nie inaczej jest w przypadku Race Injection. To bardzo wymagająca gra, która nie zna słowa „przebacz”, ale zacznijmy od dobrej wiadomości. Z racji tego, że jest to gra, która widziała już wiele wiosen, to w obecnej sytuacji prawdopodobnie będziecie mogli ją uruchomić na swojej pralce. Bo kiedy ostatnio na opakowaniu gry w sekcji „minimalne wymagania” widzieliście zwrot „Pentium III”? Nie ważne zatem czy macie pralkę, kalkulator, żelazko czy laptopa. Gra uruchomi się na praktycznie wszystkim. Czy wspominałem, że grę można teraz kupić za grosze. Wystarczy, że poszukacie pudełka z edycji „Dobra Gra”, a naklejka z ceną bardzo was zaskoczy.

W tym wszystkim jest niestety też zła wiadomość. Jeśli Wasza pralka nie obsługuje kierownicy, albo chociaż pada to bardzo szybko przestawicie ją w tryb wirowania i wyrzucicie przez okno. Chyba, że kręci Was jazda w trybie tramwaju przyklejonego do bandy na każdym zakręcie.

Po przebrnięciu przez ustawienia sprzętu możemy się zabrać za granie. Podstawowa wersja gry bazuje na wyścigach klasy WTCC, a recenzowana Race Injection wzbogacona jest o wszystkie dodatki jakie pojawiły się dla tej gry (STCC The Game 2, Formula Raceroom, GT Power Expansion, Retro Pack i WTCC 2010 PACK) oraz bonus w postaci Toru Poznań.

Zacznijmy jednak od tego, że każda osoba, która chce pograć w ten tytuł powinna odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie. Czy macie wyobraźnię? Jeśli tak to droga wolna bo gra nie przewiduje żadnego trybu kariery. To my, w naszych głowach jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie sobie całej historii i ścieżki naszej kariery.

Od pierwszego odpalenia gry mamy dostęp do absolutnie wszystkich samochodów i torów. Nic do odblokowania, nic do zbierania, nic do kupowania. Macie ochotę na wyścig w 210 konnym MINI z napędem na przód? Proszę bardzo. Wolicie 750 konną Zondę R z napędem na tył? Trzymajcie się pralki!

Łącznie w całej grze znajdziemy 38 samochodów w 13 różnych klasach, których będziemy starali się nie rozbijać na 31 torach. Najważniejsze, że wszystkie pojazdy w grze posiadają licencję, więc nie zobaczymy Zondry, BWM czy WOLWO, tylko ich prawidłowe nazwy, wygląd oraz statystyki. To wszystko tyczy się również wszystkich marek prezentowanych w grze co ułatwia immersję w ten motoryzacyjny świat.

Pierwszy wyścig zrewiduje wasze podejście do gier komputerowych. Czy potraficie cieszyć się z samej jazdy, rywalizacji i dźwięków silnika? Czy jesteście w stanie przejrzeć przez trochę już archaiczną grafikę i ścigać się dla samej frajdy? W przeciągu ostatnich dziesięciu lat gry zrobiły ogromny postęp i przyzwyczaiły nas do pewnego wyglądu grafiki. Spotkanie po tak długim czasie z Race Injection może niejedną osobę bardzo zaskoczyć. Nie liczcie tutaj na graficzne fajerwerki, nie liczcie na trybuny wypełnione po brzegi animowanymi kibicami, nie liczcie nawet na model zniszczeń. Tutaj tego po prostu nie ma, ale ciężko wymagać tego od gry, która swoje lata świetności przeżywała w roku gdy FSO zakończyło produkcję Matiza.

Nie zrozumcie mnie źle. To nie jest tak, że gra w kategorii grafiki walczyłaby z ruskimi jajkami i Tetrisem. Gra wygląda poprawnie, modele samochodów są szczegółowe, gra chodzi płynnie, a trasy są na tyle trójwymiarowe by odczuć gdy źle pokonamy zakręt. Po prostu nie spodziewajcie się poziomu gier na które developerzy mogli przeznaczyć miliony dolarów.

Jeśli jednak zdecydujecie się dać Race Injection szansę odkryjecie, że mimo swojej ubogiej oprawy graficznej ma bardzo dużo do zaoferowania co widać już podczas przygotowań do pierwszego wyścigu. Można tu zmieniać i modyfikować absolutnie wszystko.

Zaczynamy od długości wyścigu. Możemy ścigać się na okrążenia, albo w określonym czasie. Możemy mieć dwa dni treningów, kwalifikacje, a nawet okrążenie rozgrzewające przed wyścigiem. Mamy zmienną pogodę, możliwość włączenia lub wyłączenia asyst, uszkodzeń, zużycia paliwa i opon, czy usterek mechanicznych. W końcu można nawet ustawić czy mają obowiązywać flagi podczas wyścigu. Jeśli planujemy nie do końca czystą rozgrywkę, możemy wyłączyć samą czarną flagę. Nie mówiłem, że opcji jest multum?

A to dopiero początek! Gdy skonfigurujemy sobie już nasz wymarzony weekend wyścigowy, trzeba się jeszcze zabrać za samochód. Tutaj panuje już istne szaleństwo. Możemy zmieniać ustawienia skrzyni biegów, dyferencjału, hamulców, a nawet ustawić ciśnienie w oponach.

Oczywiście można to wszystko pominąć i po prostu się ścigać. Sam model jazdy jest bardzo dobry i absolutnie nie czuć tutaj upływu czasu. Choć gra nie oferuje wspomnianego modelu zniszczeń to i tak nasz samochód może ulec usterkom. Po prostu zamiast latających po torze części usłyszymy naszego inżyniera wyścigowego, który nas poinformuje, że te koło które powinno być – to tak naprawdę go nie ma. Ups.

W samych wyścigach jedyną irytującą mnie rzeczą jest model i detekcja kolizji. Jest kartonowo, bardzo kartonowo. Może nie aż tak jak za czasów pierwszego Gran Turismo, ale nie mogłem pozbyć się uczucia, że w pewnych momentach zamiast samochodu prowadzę samochodzik z wesołego miasteczka.

Bardzo miłym dodatkiem jest też Tor Poznań. To jedna z niewielu okazji by w grze pościgać się na najbardziej znanym torze w Polsce. Nie jest on może perfekcyjny, ale jeśli kiedykolwiek planujecie wybrać się swoim samochodem na Track Day, to Race Injection może nauczyć was podstaw schematu tego toru. Taki wirtualny tutorial przed prawdziwym wyścigiem.

Gra oferuje też kilka możliwości grania z innymi. Możemy grać oczywiście po sieci, ale też przez LAN. Czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta granie przez LAN? Kafejki internetowe? Turnieje z kumplami w małych pomieszczeniach na kilkanaście komputerów? Nie? Musicie spróbować. Absolutnie nic nigdy nie zastąpi grania przeciwko żywemu człowiekowi, który jest w zasięgu waszego wzroku.
Jeśli jednak wolicie domowe zacisze, to wbrew pozorom w multi nadal gra sporo osób. Niezależnie od tego o której godzinie uruchamiałem grę, zawsze było co najmniej kilkanaście osób które organizowały wyścigi.

Oczywiście jest też całe środowisko modderów. Jeśli nie obce są Wam programy graficzne, możecie sami stworzyć sobie całe malowania do ulubionego samochodu. Wszystkie schematy są nadal dostępne na stronie developera. Jeśli kiedyś zrobicie DoDechowe MINI to dajcie znać!

Na sam koniec oczywiście powinienem odpowiedzieć na pytanie czy warto zainwestować w ten tytuł mając do dyspozycji całą gamę fantastycznych gier wyścigowych. Odpowiedź jest w miarę prosta. Jeśli posiadacie mocny sprzęt, a gry przede wszystkim mają cieszyć wasz wzrok i nie macie problemu z wydaniem stu czy nawet więcej złotych na grę wyścigową to zapomnijcie o Race Injection. Na rynku znajdziecie dla siebie o wiele więcej nowszych alternatyw.

Z drugiej strony Race Injection może być idealnym kompanem wakacyjnym. Jeśli nie lubicie rozstawać się z wyścigami, a nie chcecie kupować dodatkowego miejsca w pociągu na wasz ogromny komputer, to jest to rozwiązanie idealne. Najlepsze jednak jest to, że nawet jeśli zdecydujecie się na zakup tej gry to nadal będzie was stać na tyle lodów, gofrów i pizzy ile będziecie w stanie zmieścić. Starczy nawet dla tej nowo poznanej osoby.

Race Injection kosztuje tak absurdalnie mało, że jej zakup można nawet potraktować jako swojego rodzaju eksperyment lub wycieczkę w czasie. Dzięki niej zrozumiecie jaki ogromny postęp graficzny zrobiły gry, a przy okazji będziecie świetnie się bawić w bardzo techniczną i wymagającą grę. Tak jak ja.

Grę do testów udostępnił nam wydawca Techland.

  • Michał

    Podoba mi się artykuł. Grę kupiłem 2 tygodnie temu. Można zadać wzniosłe pytanie: Czego oczekuję od chwili zabawy? Odpowiadam: Czasem po prostu tego. Pozdrawiam autora.