Blog

RECENZJA: Gear.Club Unlimited (Switch)

Autor:  | 

Nintendo Switch bije absolutne rekordy sprzedaży. To konsola, która osiągnęła coś niesamowitego – potrafiła zrzeszyć zwolenników zarówno osób, które w ogóle nie grają, tak jak i tych którzy grali wcześniej na PC i konsolach. Jest tylko jedna grupa osób, która może czuć się trochę niedoceniana. My.

Jeśli jesteście posiadaczami tej konsolki, to w zasadzie jedyną liczącą się obecnie pozycją są wyścigi gokartów z tytułowym znanym hydraulikiem na czele. Gear Club Unlimited miał zmienić to wszystko.

Z początku zapowiadało się bardzo obiecująco. Pierwszy tytuł na Nintendo Switch, który obiecywał wyścigi z pełną licencją samochodów. Szykowany przez studio, które stworzyło jedną z najlepszych i najbardziej oryginalnych gier motoryzacyjnych – Test Drive Unlimited. Myślę, że nawiązanie tytułem było tu kompletnie nieprzypadkowe.

W teorii Gear.Club Unlimited miał tylko jeden problem. Oryginalnie został zaprojektowany i wydany z myślą głównie o rynku smartfonowym. Wersja na Switcha miała być jednak mocno podrasowaną, usprawnioną i co najważniejsze, pozbawioną wszelkich mikro transakcji edycją.

W teorii to wszystko o czym napisałem powyżej się udało. Gra ukazała się nawet w pudełkowej wersji, co dodatkowo miało podkreślać, że jest to „duży” tytuł.
Rzeczywistość okazała się jednak troszkę bardziej surowa. Oczywiście, mamy tutaj obiecane prawdziwe licencje samochodów, choć jest ich niestety mało. Jeśli przebrniecie przez absolutnie całą grę to lista pojazdów w waszym garażu nie przekroczy liczby 32.

Z drugiej strony dobór samochód jest całkiem ciekawy i każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. Mamy hot-hatche, samochody sportowe, jak i egzotyki, ale mimo wszystko 32 to nie jest imponująca liczba jak na nasze czasy. Nawet na smartfonach można znaleźć gry wyścigowe oferujące bogatszą kolekcję.

Jeśli zwracacie uwagę na obrazki to z pewnością czekacie na moment gdy pochwalę, że same modele samochodów są wykonane bardzo dokładnie. Owszem, na screenach tak to wygląda. Gorzej jest w ruchu. Bo gdy tylko ruszymy, to okazuje się, że na samochodzie nie ma praktycznie żadnych ruchomych elementów. Nie, koła też się nie skręcają na zakrętach. Niby drobiazg, ale powoduje pewien niesmak – szczególnie dla entuzjastów, dla których to właśnie samochody i ich modele są najważniejsze w grze. Dopiero ddy oglądamy samochody w garażu, jest na czym zawiesić oko, szkoda że zabrakło samych animacji.

W kabinie samochodów panuje równie martwa atmosfera. Ostatecznie jeździmy całkiem ładnie wyglądającym pudełkiem. A skoro już mówimy o pudełkach, to podobnie kartonowa jest fizyka i prowadzenie.

Gear Club Unlimited od samego początku miało być grą bardziej zręcznościową, ale tutaj gra balansuje na cienkiej granicy pomiędzy czymś przyzwoitym, a nieprzyjemnym. Gdy kupimy swój pojazd, szczególnie na początku naszej przygody – jest on absolutnie irytujący w prowadzeniu.

Gry motoryzacyjne o charakterze zręcznościowym, powinny wyróżniać się właśnie swoją prostotą i przyjemnością w prowadzeniu nawet najpotężniejszych maszyn. Jest coś dziwnie satysfakcjonującego gdy możemy wykonać kilkunastosekundowy drift wyprzedzając przy okazji kilkunastu przeciwników.

Tutaj niestety takich sytuacji nie spotkamy. Po pierwsze, każdy zakupiony pojazd musimy mocno wzmocnić i przerobić by był w miarę możliwy do prowadzenia. Być może są osoby, które to zmotywuje do wygrywania wyścigów i zbierania pieniędzy na modyfikacje – mnie to niestety zniechęciło. Problem tkwi w tym, że by zebrać pieniądze na odpowiedni tuning, musimy się namęczyć przez co najmniej kilkanaście wyścigów w samochodzie, którego prowadzenie nie sprawia nam przyjemności. Gdy uda nam się w końcu uzbierać odpowiednią sumę, okazuje się, że w zasadzie to powinniśmy już kupić mocniejszy samochód by móc startować w zawodach o klasę wyżej.

Kolejny element to same trasy. Tutaj najbardziej czuć, że gra została zaprojektowana z myślą o telefonach. Trasy są absurdalnie szerokie i absurdalnie krótkie. Przez pierwsze godziny grania, większość wyścigów będziecie kończyć w niecałą minutę, by potem przebijać się przez ekrany ładowania. Gdy w końcu udało mi się dotrwać do wyścigu, który trwał więcej niż 4 minuty byłem przeszczęśliwy.

Taka formuła spisywała się może na telefonach, ale tutaj jest troszkę zbyt przesadzona. Zdaję sobie sprawę, że zmiana wszystkich tras nie byłaby możliwa, ale tutaj pojawia się kluczowy problem tego typu gier. Gry, które nie były zaprojektowane z myślą o tej konsoli – po prostu się nie sprawdzają.

Minimalnie pocieszającym jest fakt, że wyścigów jest gigantyczna ilość. W teorii krajobrazy trochę się od siebie różnią, ale w praktyce przez szerokość samych tras, cały czas mamy wrażenie, że jeździmy w tym samym miejscu. Miejscami znajdziemy również zawody rally, które w zasadzie nie różnią się niczym od tych zwykłych. Nasz kartonik będzie po prostu bardziej latał na boki na teksturze bardziej przypominającej ubity piasek niż asfalt.

Jedynym elementem, który ratuje ten tytuł są możliwości rozwoju swojego garażu. Do naszej dyspozycji jest cały budynek. Możemy go meblować, dekorować, zmieniać, przestawiać, a nawet stawiać w nim małe konstrukcje, które pozwolą na wzmacnianie naszych samochodów. W tym elemencie wszystko wygląda świetnie, choć nawet tutaj czuć smartfonową przeszłość.

Rozbudowa garażu na urządzeniach mobilnych jest mocno oparta o mikrotransakcje – których tutaj, jak wspominałem nie ma. Gdy grając na telefonie stawiamy budynek, musimy za niego zapłacić prawdziwymi pieniędzmi, lub poczekać od kilku do kilkunastu godzin na to by się wybudował. Tutaj wszystko dzieje się natychmiast i jeśli dobrze się przypatrzycie, to w chwili stawiania budynku, na ułamek sekundy pojawia się klatka animacji pokazująca go pod płachtą z odliczaniem czasu.

Jeśli koniecznie czujecie potrzebę pojeżdżenia prawdziwymi samochodami na swoim Switchu, jest to tytuł którym można się zainteresować. Jeśli budowanie własnego garażu będzie w stanie was motywować na tyle by brnąć przez kolejne wyścigi to może odnajdziecie tu coś dla siebie. Jeśli sugerujecie się twórcą i developerem – możecie się mocno zaskoczyć.

Ostatnim ratunkiem jest multiplayer. Możemy grać zarówno po sieci, jak i w 4 osoby na jednej konsolce. Smutna prawda jest jednak taka, że jeśli szukacie dobrej zabawy, to lepiej pogadać z czerwonym hydraulikiem i jego szaloną bandą.