Blog

RECENZJA: Farming Simulator 17 (PS4)

By  | 

A może by tak rzucić to wszystko i wyjechać do Goldcrest Valley?

Każdy z nas prędzej czy później w swoim życiu dochodzi do takiego etapu, że chciałby uciec od miejskiego zgiełku i zaczerpnąć „prostego życia”. Przeglądając kolejne broszury, znalazłem piękną ulotkę z możliwością wyjazdu do Goldcrest Valley. Za oknem szaro i buro, więc wizja pięknego miasteczka u stóp gór przyciągała bardziej niż magnes neodymowy.
Dopiero w drodze do swojego nowego miejsca zamieszkania zwróciłem uwagę na front ulotki. Haczyk wyjazdu miał polegać na tym, że na miejscu przyjdzie nam przejąć gospodarstwo rolne. Trzeba też było zainwestować 50 000 Euro, ale co tam! Kto nie ryzykuje ten nie ma.

farming-simulator-17_20161102225731

Po dotarciu na miejsce niezwłocznie zostałem zabrany na swoją nową farmę. W bardzo szybkim tempie przedstawiono mi jak mogę zaorać pole, zasiać i nawieźć. Przy okazji zasugerowano zatrudnienie trzech pracowników. Mieli wykonać całą robotę za mnie, a ja będę mógł sobie siedzieć na werandzie, żuć tabakę i grać na banjo. Bajka.
Gdy byłem w drodze po wiaderko i w myślach wybierałem odpowiedni kąt nachylenia mojego drewnianego bujanego krzesełka, pojawił się problem. Pan handlowiec przepadł i pozostawił mnie ze wszystkim na pastwę losu. Nie byłoby w tym nic złego – cenię sobie ciszę i spokój – ale nagle dostałem raport z konta bankowego.
Moi wspaniali pracownicy, po skończonej w 3 godziny pracy, uszczuplili moje konto o kilka tysięcy euro. Zadrżałem. Patrzę dalej na wydatki i widzę koszty paliwa, utrzymania maszyn, nasion, nawozu, a wszystko podpisane kredytem.

Rozejrzałem się dookoła. Panika. Kompletnie nie wiem co mam robić. Współpracownicy poznikali pozostawiając maszyny na polu, a książka telefoniczna pusta. Przeglądam więc na szybko oferty lokalnego sklepu i staram się połapać, o co w tym wszystkim chodzi. Widzę dziesiątki maszyn, naczep, ciągników i innych akcesoriów, które kompletnie nic mi nie mówią. Przecież, by w to wszystko się bawić trzeba mieć skończone studia! – wybuchłem sam do siebie i śmiechom nie było końca. Do momentu, gdy nie zauważyłem, że jednym z patronów honorowych całego tego przedsięwzięcia nie jest uczelnia, a w dodatku uniwersytet. Musiałem też ochłonąć i przypomnieć sobie w tym wszystkim, że to tylko gra. Całe szczęście to tylko gra. Tak właśnie powitał mnie Farming Simulator 17.

farming-simulator-17_20161101171154

Patronująca uczelnia jednak była jak najbardziej prawdziwa i to mnie zaintrygowało. Jest nią nasz lokalny Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny. To chyba pierwsza sytuacja w której spotkałem się, że uczelnia wspiera wirtualną rozrywkę.

Ciekawość skusiła mnie by pozyskać komentarz w tej sprawie. Zanim się obejrzałem, otrzymałem zwrotną odpowiedź od Pani Kingi Wełyczko – kierownik Biura Promocji ZUT:
„Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie posiada w swych strukturach m.in. Wydział Kształtowania Środowiska i Rolnictwa oraz Wydział Biotechnologii i Hodowli Zwierząt. Wydziały te w swej ofercie posiadają m.in. kierunki rolnictwo, technika rolnicza i leśna, ogrodnictwo czy zootechnika. Gra Farming Simulator 17 jest niczym innym, jak odzwierciedleniem rzeczywistości w jakiej funkcjonują absolwenci tychże kierunków. Można nawet stwierdzić, że gra ta wprowadza w zakres merytoryczny studiów, oczywiście w sposób adekwatny do poziomu gry komputerowej. To, czego studenci uczą się podczas studiów, możemy zobaczyć i spróbować w sposób bardziej wizualny, mniej poważny, ale zarazem przystępny. To powoduje, że już najmłodsi odbiorcy gry wcielając się w rolę farmera mogą poznać zasady, jakie panują w gospodarstwie rolnym, jak wygląda zarządzanie farmą, z jakimi problemami muszą się zmierzyć i jakie profity mogą osiągnąć. Jest to świetna forma promocji wśród dzieci i młodzieży kierunków studiów, które znowu zaczynają cieszyć się dużą popularnością.”

farming-simulator-17_20161103085329

Słowa Pani Kingi nie są w żaden sposób przesadzone. Drugi człon tytułu Farming Simulator 17 jest zdecydowanie prawdziwy. Weźmy na przykład pod lupę taką hodowlę zwierząt. W innych tytułach traktujących o prowadzeniu farmy, zazwyczaj sprowadzało się to głaskania krówek i magicznego pozyskiwania mleka czy słuchania radosnego chrumkania świnek po tym, gdy wrzuci im się byle co do jedzenia.

Tutaj nic nie przychodzi łatwo. Po pierwsze, zwierzęta trzeba kupić. To jest akurat banalne, o ile nie zapomnieliśmy, że do ich transportu potrzebujemy specjalnej naczepy. Po udanym transporcie trzeba zapewnić im jedzenie. I to nie byle jakie. Wiecie, że świnie potrzebują zbilansowanej diety składającej się z wielu składników? Tutaj nie kupimy gotowej „karmy”, która w magiczny sposób napełni koryta naszych różowych kumpli. Każdy z elementów trzeba własnoręcznie przetransportować i przesypać, używając oczywiście odpowiedniego wózka. Potem trzeba jeszcze beczkowozem przewieźć wodę, bo bez niej trochę sucho w gardle. Zmęczeni? Pamiętajcie, że świnie lubią brudzić i rozrabiać, więc regularnie trzeba będzie zbierać paszę z okolic, by ponownie przesypać do pojemników z jedzeniem.

farming-simulator-17_20161102220726

Nie będę ukrywać, jestem typowym mieszczuchem, który w jedzenie zaopatruje się w sklepie. Moja wiedza na temat żywności sprowadza się do tego, że wiem, w którym miejscu i na której półce znajdę swoją ulubioną kukurydzę. Farming Simulator 17 zaskakiwał mnie więc na każdym kroku, a w szczególności na tym pierwszym.

Niestety obawiam się, że znajdzie się ogrom ludzi, którzy utkną lub przerażą się samego początku gry, który rzuca nas na głęboką wodę. Dla wszystkich was mam mini poradnik, jak ruszyć.
Po pierwsze, nie panikujcie. Po drugie, nie przejmujcie się zakupami, cyferkami i tabelkami – wszystko w swoim czasie. Po trzecie, zacznijcie od swoich własnych pól. Nie zatrudniajcie nikogo. Jeśli wizja jazdy po polu rekultywatorem i orania ziemi brzmi dla was jak najbardziej nurząca rzecz na świecie, to prawdopodobnie i tak nie jest to gra dla was. Po kilku godzinach (czasu w grze, spokojnie), wszystkie trzy pola powinny być zasiane, a wy możecie skupić się na dobrodziejstwach okolic.

Zachęcam was też do zapoznania się z samouczkami. Nie nauczą was wszystkiego, ale przyzwyczają do pewnych schematów pracy oraz do samego sterowania. Wiem, że niektórym męska duma nie pozwoli tknąć czegoś takiego jak tutorial, ale uwierzcie mi – warto. W przeciwnym razie skończycie tak…

farming-simulator-17_20161101132944

Dookoła was mieszka kilku farmerów, którzy wiecznie mają kłopoty z organizacją swojego czasu lub życia rodzinnego. Mają ogromne połacie ziemi, ale coraz gorzej u nich z czasem. W teorii tereny można od nich kupić, ale na początku możecie też wykonywać dla nich misje, które sprowadzają się do zrobienia czegoś na ich terenie. Dostajecie sprzęt, paliwo i wszystkie niezbędne składniki do wykonania zadania. Jedynym ogranicznikiem jest czas.

Dzięki temu, że zaorałem sąsiadowi pole, dostałem w zamian ponad 60 000 Euro. Sześćdziesiąt tysięcy! Przed końcem pierwszego dnia miałem już spłacony kredyt w banku, a za resztę kupiłem sobie Karchera do mycia moich maszyn.

farming-simulator-17_20161101180644

Jest jeszcze jeden plus wykonywania misji. Z każdą z nich rośnie poziom naszej przyjaźni z danym farmerem. Dzięki temu będą skłonni odsprzedać nam swoją ziemię taniej. Niby to w podzięce za ciężką pracę, ale mi się wydaje, że to ze strachu przed ujawnieniem wszystkich sekretów i przymiotników dotyczących żon i rodziny.
Pomoc sąsiadom to też świetny motywator. Zazwyczaj pracując na zlecenie, do pracy dostajemy maszyny o kilka klas wyprzedzające nasz własny arsenał. Wielokrotnie otwierały mi się oczy, gdy widziałem jak sprzęt, który obsługuję, w kilka minut wykonał pracę, która na moim polu zajmowała kilka godzin. Mimowolnie podświadomość rodzi transparent: „Ja też sobie taką kupię”.
Samych maszyn są dziesiątki, a co najważniejsze – wszystko na prawdziwych i oficjalnych licencjach. Tak, jest nawet Lamborghini. Dla mnie było to o tyle ważne, że gdyby nie ten fakt, to uznałbym, że część z nich to wymysły rodem z filmów science fiction.

W Farming Simulator 17 nigdy nie będziecie się nudzić, bo nie ma na to po prostu czasu. Nawet jeśli wasz budżet pozwoli na to, by do każdego zadania przypisywać pracowników, to samo zwiedzenie miasteczka zajmie wam co najmniej kilka godzin. Nawet pomijam fakt, że na start są dwa miasta do wyboru. Ja osobiście, jak wspominałem, wybrałem górzyste Goldcrest Valley w USA, ale jeśli wolicie bardziej równinne tereny to Rosyjska Sosnovka jest równie piękna.

farming-simulator-17_20161102214459

Zadań jest równie dużo. Każda grupa roślin uprawnych wymaga innego podejścia, innych maszyn i innej pielęgnacji. Jeśli to nie wasz klimat, możecie zająć się hodowlą zwierząt. Ostatecznie możecie zająć się nawet leśnictwem.

Ten element jest równie rozbudowany co poprzednie. Pomijam już samo sadzenie drzew, ale nawet ich ścinanie jest dopracowane. Gdy wybierzemy sobie odpowiednią piłę łańcuchową, możemy ciąć drzewa tak jak chcemy. Tak, jest aż tak realistycznie. Nie ukrywam, że nieustannie o tym zapominałem. Dlatego, gdy pierwszy raz próbowałem załadować drewno na naczepę, nie skończyło się to zbyt dobrze.

farming-simulator-17_20161101143825

Gdy leżałem tak na boku zrozumiałem, że nie pociąłem pnia na odpowiednie kawałki, nie skróciłem gałęzi i nie przygotowałem odpowiednio transportu. I jak tu się nudzić?
Jedyne czego w grze mi zabrakło to kilku objaśnień technicznych z zasad funkcjonujących w świecie Farming Simulator 17. Na przykład zakupy. Zdarzyła mi się sytuacja w której skończył mi się nawóz. Rzecz absolutnie normalna. Pojechałem więc moim wysłużonym pickup’em do lokalnego sklepu w celu dokonania transakcji. Kupiłem największą możliwą paletę i zadowolony chciałem wracać do domu. Jednak gdy podszedłem do palety by ją załadować na pakę samochodu, dostałem komunikat, że jest za ciężka by ją podnieść. Fakt – realistycznie – nie ma szans by człowiek podniósł taką paletę. Tylko co tu zrobić? W domu nie mam podnośnika, a nawet jeśli by był to strata czasu bym jechał po niego i wracał z prędkością żółwia po jedną paletę.

Na szczęście jeśli nie stać nas na jakiś sprzęt w grze, możemy go wypożyczyć. Po chwili obok mnie stał już piękny i pachnący wózek widłowy. Oczywiście jego też już chciałem mieć, ale skupiłem się w pierwszej kolejności na załadunku. Kilka gibkich ruchów i paleta wylądowała na samochodzie. Tylko chyba nie tak wyobrażali to sobie developerzy, bo mój biały rumak dostał gorszych palpitacji niż najbardziej wysłużony diesel świata. Potem było jeszcze gorzej, bo gdy wsiadłem do samochodu to okazało się, że cały przód leci w górę i nie da się jechać. Jeśli takie sytuacje potrafią was rozbawić tak jak mnie to macie szczęście. Większość osób z pewnością zirytowałaby się na mechanikę gry.

farming-simulator-17_20161103083412

Farming Simulator 17 ma też ciekawe podejście do samego głównego bohatera. Pomijam fakt, że możemy zdecydować o naszej płci, bo niezależnie od tego będziemy cyborgiem. W końcu, choć raz życie w korporacji, wieczne deadline’y i praca po nocach się opłaciły. Tutaj nie ma snu, sen przecież jest dla słabych. Nie ma zmęczenia, robota sama się nie zrobi. Jedynym sposobem na przeskoczenie do kolejnego dnia jest przyspieszenie czasu w opcjach i czekanie na satysfakcjonującą nas godzinę. Trochę szkoda, bo idąc w myśl symulatora zachciało mi się systemu zmęczenia oraz w pełni wymodelowanego domu. Tymczasem do naszej posiadłości nie możemy niestety wejść. Weterani farmingu bronią się stwierdzeniem, że przychodzi taki moment, że nawet granie w czasie rzeczywistym nie daje wystarczającej ilości czasu na skończenie wszystkich czynności na farmie. Szkoda, bo osobiście czasami lubię sobie po prostu pozwiedzać i popodziwiać widoki.

Graficznie, gra prezentuje się na o wiele wyższym poziomie niż bym się mógł tego spodziewać. Na pochwałę w szczególności zasługują modele maszyn, które są fantastycznie odwzorowane z dokładnością do najdrobniejszych detali. Szkoda tylko, że do samochodów cywilnych nie przywiązano takiej uwagi, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nasz pickup będzie najmniej wybieranym środkiem transportu.

farming-simulator-17_20161103083700

Samo miasteczko też jest bardzo sympatyczne i generuje całkiem spory ruch. Gdy raz „przypadkowo” pozostawiłem drzewo na drodze, po chwili zrobił się korek po horyzont. Ups. Z drugiej strony, mimo tak restrykcyjnego podejścia do całego farmerstwa, w mieście nie obowiązują nas żadne zasady ruchu drogowego. Być może też moja wyobraźnia wybiega zbyt daleko, bo tym tropem mógłbym się czepiać, że w grze nie można trafić za kratki i wynająć prawnika.

Kolejnym elementem, który mnie zaskoczył, jest oprawa dźwiękowa. Nie mówię tutaj o naturalnym odwzorowaniu muczenia i chrumkania, ale o muzyce. Ścieżka dźwiękowa jest naprawdę przyjemna, a do wyboru mamy kilka stacji radiowych, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Farming Simulator 17 to idealna gra do słuchania podcastów. W grze nie ma dialogów, nie ma fabuły, jesteśmy tylko my i nasze pole. Gdy już zrozumiemy mechanizmy funkcjonowania i oddamy się przyjemności prowadzenia gospodarstwa rolnego, słuchanie podcastów może być świetnym dopełnieniem całości. Dawno nie czułem się tak zrelaksowany i wyciszony.

farming-simulator-17_20161102230556

To oczywiście nie jest gra dla wszystkich. Osoby nie przepadające za symulatorami błyskawicznie się znudzą i wcale im się nie dziwię. Większość gier zbudowanych jest, by prowadzić nas za rękę od samego początku do końca. Nie daje nam miejsca na naszą własną wyobraźnię, tylko daje nam kompletny świat, w który sami nie musimy inwestować, by się dobrze bawić.

Dla całej reszty, która miała wcześniej do czynienia z tego typu grami, to świetna i zupełnie inna przygoda. Jeśli dodatkowo znajdziecie inne osoby, które mają podobne zainteresowania, to w grze jest też tryb multiplayer. Praca z trzema innymi graczami już dawno nie była taka satysfakcjonująca.

Jeśli w waszych CV często wpisujecie w polu „atuty” hasło „cierpliwość”, to Farming Simulator 17 jest dobrym sposobem na zweryfikowanie tego stwierdzenia. Jeśli tylko dacie mu szansę, to można się przy nim świetnie bawić.

Grę do testów na PS4 udostępnił nam wydawca – cdp.pl.