Blog

RECENZJA: Absolute Drift: Zen Edition

By  | 

Przychodzi kiedyś taki dzień gdy siadamy wieczorem przed komputerem lub konsolą w celu absolutnego relaksu.

Naturalnie pierwszą naszą reakcją jest by sięgnąć po jakiś motoryzacyjny tytuł, ale gdy zmęczenie dniem nie daje nam spokoju pojawia się pełen zgrzyt. Nie zawsze mamy ochotę wytężać dodatkowo umysł, silić się, skupiać wzrok i kontrolować miliony wskaźników. Dawno temu wspominałem, że przeciętny kierowca rajdowy podejmuje kilka tysięcy decyzji na minutę, a my chcemy po prostu odpocząć.

Wśród natłoku gier, które prześcigają się w oddaniu realizmu, możliwości ustawień, konfiguracji, tuningu znalazłem perełkę, w którą absolutnie musicie zagrać. Ta gra to Absolute Drift: Zen Edition.

Zacznę od tego, że nigdy w grach nie potrafiłem driftować, może dlatego, że w realnym świecie też nie jestem mistrzem tej dyscypliny. Tym bardziej od gry tego typu w teorii powinienem trzymać się z daleka. Jak dobrze, że teoria często mija się z praktyką.

Do Absolute Drift: Zen Edition w pierwszej kolejności przekonała mnie absolutnie minimalistyczna grafika. Gdyby zabrać z niej małe samochodziki, to całą paletę barw można by rozpisać na palcach jednej dłoni, a kciuk spokojnie pozostałby nadal czysty.

Gra w głównej mierze operuje bielą i beżem, nasze cele zaznaczone są kolorem czerwonym, a woda niebieskim. Sporadycznie znajdziemy też kolor żółty lub dodatkowy odcień niebieskiego, ot by dodać nutki szaleństwa.

W praktyce spisuje się to genialnie. Gra nie męczy oczu, nie jest niczym przeładowana, jest spokojna i spójna – w końcu podtytuł „Zen” zobowiązuje. Jedynym kolorowym elementem są nasze pojazdy, które możemy sobie przyozdobić różnymi malowaniami.

Absolute Drift nie posiada licencji, ale z racji tego, że samochodzik, którym sterujemy jest malutki – absolutnie jej nie potrzebuje. Mimo wszystko twórcy tak zaprojektowali małe pojazdy, że bez problemu wyodrębnimy tu takie driftingowe cuda jak Toyota AE86, Toyota Supra, BMW M3 czy Nissan 240SX.

Co więcej, każdy z samochodów prowadzi się odrobinę inaczej, więc z pewnością znajdziecie coś dopasowanego do swojego gustu oraz będziecie mieć motywację do odblokowywania kolejnych pojazdów.
A jak się driftuje? Najłatwiej wytłumaczyć to określeniem: easy to learn, hard to master. Sterowanie jest banalne. Gaz, hamulec, ręczny. Koniec. Jeśli chcemy sobie podnieść poziom trudności to w ustawieniach możemy wyłączyć wspomaganie driftu i przejść na manualną skrzynię biegów.

Gra oczywiście nie aspiruje do miana symulacji, ale i tak wymaga pewnej dozy nauki, prób i błędów. Sam osobiście wiem, że nie jestem i nigdy nie będę w niej mistrzem, ale muszę przyznać, że gra ma w sobie to magiczne „coś”.

Dawno nie miałem takiego banana na twarzy, gdy po raz pierwszy udało mi się wykonać perfekcyjny drift zostawiając idealnie czarny ślad opon na białej trasie. Nawet jeśli coś nam się nie uda to wszystkie wyzwania są na tyle krótkie, że chcemy spróbować jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Zanim się obejrzymy, okazuje się, że nad grą spędziliśmy już kilka godzin.

A jest co tutaj robić. Podstawą jest całkiem spory otwarty świat po którym możemy po prostu sobie szaleć. Nie liczy się czas, punkty, nikt nas nie ocenia i nie stawia wymagań. Jeśli jednak potrzebujemy jakiegoś wyzwania to możemy wybrać jedną z ponad 30 aktywności podzieloną na trasy driftowe, gymkhany czy tzw. „Midnight Events” czyli specjalne trasy nocne, które wyglądają jeszcze efektowniej.

To idealna gra, którą uruchomić można na 5 minut jak i 50 minut. To też pomysł na chwilę odprężenia gdy wpadają kumple i chcemy pograć w coś na tyle szybkiego by każdy miał okazję zagrać.
Ostatecznym smaczkiem jest udźwiękowienie i muzyka w grze. Samochody mają sympatycznie brzmiące silniki, strzelające turbo sprężarki i piszczące opony. Wszystko w akompaniamencie genialnie pasującej do gry muzyki wykonanej przez Nyte i C41. Nic wam to nie mówi? Sprawdźcie poniższą playlistę, a mogę się założyć, że niejeden z was skończy z nią w swoim prawdziwym samochodzie.

Gra jest dostępna na konsolę PlayStation 4 oraz PC w śmiesznej cenie nie przekraczającej 50zł. Za takie pieniądze to pozycja obowiązkowa dla wszystkich ludzi, którzy chcieliby się relaksować w motoryzacyjnym klimacie. Do zobaczenia w krainie mlekiem i driftem płynącej!

Grę do testów na PlayStation 4 udostępnił nam developer – Flippfly.

  • macnow

    Część. Nie sądziłem że na podcascie o motoryzacji (tez was słucham) znajdę taka fana recenzje gry :). Generalnie właśnie dzisiaj przypomniało mi się jak tą grę chwalił mój znajomy. Patrzę jest w promocji (tylko to 26 marca na PS4 ) w cenie 25zl. Myślę zaryzykuje. Chciałem odpocząć przy czymś lekkim tytule „motoryzacyjnym” – nie męczyć kierownicy w Dirta czy Projekt Cars. I dokładnie tak jak pisze autor był to strzał w 10. Rozpocząłem „krótka” sesje o 21 i właśnie kończę ;). Gra genialna w swej prostocie i minimalistycznej grafice. Dzięki czemu cały czas mamy dużą płynność podczas kierowania autem. Muzyka tez super – mam już tą playlistę. Stosunkowo krótkie trasy i wyzwania powodują efekt jeszcze tylko raz i jeszcze raz… Dotego chęć pokonania znajomych i zabawa na cały wieczór. W pełni zgadzam się z autorem tytuł godny polecenia. Gram stosunkowo dużo i dawno mnie żadna gra tak nie wciągnęła. Pozdrawiam

    • Dzięki za komentarz! Odzyskałem wiarę, że ktoś jest też zainteresowany motoryzacyjnymi grami 😀 Teraz mam motywację by testować więcej 😀