Blog

Polska premiera Volvo S90 i V90

Autor:  | 

W chłodny piątkowy wieczór, w Poznaniu odbyła się jedna z imprez premierowych najnowszego Volvo S90 i V90. Nie pojechaliśmy tam by zobaczyć samochody, które mieliśmy okazję poznać w Genewie. Taka premiera to idealny moment by sprawdzić, jak samochód ma się prezentować na naszym rynku.

Skuszeni propozycją oraz obietnicą krewetek i dobrej kawy, wyruszyliśmy w podróż na zaproszenie VOLVO AUTO BRUNO ze Szczecina.

Gdy dotarliśmy na wynajętą przez Volvo halę targową MTP w Poznaniu, pierwsze czego się spodziewałem to zapachu szkliwa i grafitu z nutką kilkuletniej whisky. Trafiłem tylko z tym ostatnim. Jak się okazuje, na przełomie lat klient Volvo bardzo się zmienił, a my wcale nie byliśmy najmłodszymi osobami na miejscu.

Tutaj warto wspomnieć, że wydarzenie, w którym braliśmy udział nie było skierowane do mediów tylko do potencjalnych klientów, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu jak bardzo zmieniły się nasze czasy. Wizerunek starszego pana, którego ręce są już strudzone pracą i chce mieć wygodny i bezpieczny samochód powoli stają się mitem.

XC90 zapoczątkował nową historię dla Volvo, a S90 i V90 są dowodem na to, że Szwedzi mają zamiar kontynuować pasmo swoich sukcesów. Nowe flagowe limuzyny czerpią garściami od poprzedniego hitu sprzedażowego jakim się okazał XC90.

Pierwsze co rzuca się w oczy to oczywiście przednie lampy, które – co jest podkreślane na absolutnie każdym kroku – są zainspirowane młotem Thora. Większość z nas na słowo „Thor” widzi w myślach aktora Chrisa Hemswortha, który odgrywa rolę „boga piorunów” w filmach z uniwersum Marvela. Ta wersja historii może posłużyć jako fajny argument dla dzieciaków, które będą mogły kojarzyć samochód z superbohaterem, ale jest jeszcze jedno jeszcze ciekawsze znaczenie.

Mjölnir, bo tak nazywa się wspomniany młot, pochodzi oryginalnie z mitologii nordyckiej, a jego bezpośrednie tłumaczenie to „ten który miażdży”. Według mitologii młot został stworzony przez dwa karły – Sindri i Brokka. Do wykonania dzieła namówił ich olbrzym Loki, który założył się, że nie będą w stanie wykonać niczego piękniejszego od genialnych dzieł najbardziej wybitnych kowali.

Nowe Volvo mają zatem za zadanie nas zmiażdżyć i zamienić w pył i ciężko nie przyznać im racji. Marka wprowadziła powiew świeżości do motoryzacji, odważnie decydując się na całkowicie nowy wizerunek i stylistykę. Oczywiście wszystko może się podobać lub nie, ale na dogłębne testy i analizy przyjdzie jeszcze czas.

W tym wszystkim Volvo jednak nie zapomniało o swoim podstawowym fundamencie – bezpieczeństwie. Samochód jest naszpikowany technologiami, elektroniką i systemami, których nie ma sensu nawet wymieniać bo skończyłoby się miejsce w internecie. Pozostaje jednak zasadnicze pytanie, czy mimo tych wszystkich systemów, kierowca nadal może mieć przyjemność z jazdy i czy zapowiadane na imprezie nadejście samochodów autonomicznych nie jest początkiem końca nas – kierowców. Na to pytanie również odpowiemy sobie dopiero w momencie, gdy sami zasiądziemy za kółkiem nowej 90’tki.

Jedną z rzeczy, która mnie bardzo zmartwiła to chwila w której przyszło porozmawiać o silnikach. Prowadzący wydarzenie – Mariusz Nycz, dyrektor sprzedaży i marketingu Volvo Car Poland – podkreślił, że prezentację zacznie od najbardziej ukochanych przez Polaków silników. Wszystkiemu z radością przyklasnął główny prowadzący i zdeklarowany fan marki Volvo – Maciej Kurzajewski. Tymczasem ja nadal cierpliwie i grzecznie czekam, aż mit diesli, który upada w całej Europie, a nawet i na całym świecie, zacznie wygasać i u nas.

Mam dziwne wrażenie, że nawet samo Volvo ideologicznie woli silniki benzynowe, a w szczególności techonologię hybrydową. Najmocniejszą jednostką dostępną na rynku będzie właśnie hybryda, która będzie oferowała łącznie ponad 400KM mocy i potrafiąca rozpędzić potężne Volvo do setki w odrobinę ponad 5 sekund. Będą też oczywiście słabsze jednostki benzynowe – wszystkie wyposażone w automatyczną i 8-stopniową skrzynię biegów.

Na wydarzeniu nie zabrakło również obiecanych krewetek, które były tylko pojedynczym elementem wyśmienitego cateringu. Wszystko przy akompaniamencie Sławka Uniatowskiego, który tego wieczora odpowiadał za sekcję artystyczną.

Najedzeni i napojeni z przyjemnością wracaliśmy do Szczecina okrężną drogą, mając w świadomości, że już po wakacjach będziemy mogli wykonać nasz własny test i przekonać się na własnej skórze co potrafi nowe dziecko szwedzkiego boga piorunów.

Obiecaliśmy też Piotrowi z AUTO BRUNO nie wspominać, że przed halą targową stało prawdziwe Volvo S60 Polestar.

Więc.

Absolutnie.

Nie.

Wspominamy.

Jeśli Wam nadal mało, to zapraszamy również do pełnej galerii z premiery Volvo S90 i V90.