Blog

Myśli z Genewy: Więc chcesz kupić sedana?

Autor:  | 

Podczas tegorocznych targów w Genewie bardzo dużo mówiliśmy o rodzinnych sedanach, których nie wstydzilibyśmy się zaparkować w garażu. Ostateczny wybór padł na nową Mazdę 6, ale gdzieś w głębi serca wiedziałem, że popełniam ogromny błąd.

Oczywiście możecie mieć nowe Mondeo, które z przodu przypomina Astona Martina – w sam raz by wystawić go trochę za rogiem i nabrać sąsiada. Możecie też kupić nową Skodę Superb, która jest piękna do momentu w którym do niej nie wsiądziecie i nie uświadomicie sobie, że wnętrze wygląda identycznie jak Volkswagen Passat. W końcu samochód „niższy” rangą, nie może aż tak przeskoczyć wizualnie firmy matki. Jest też Mazda 6, która po prostu jest przemyślana i absolutnie nie można się jej wstydzić.

Natomiast jest jeszcze jeden samochód, który w całym tym zamieszaniu został pominięty – choć nie bez powodu. To marka, która wycofała się z naszego rynku, a jedyną oficjalną sprzedaż na Europę prowadzi firma AEC. Poza tym panuje absolutna cisza medialna, która nie zmieniła się od czerwca 2011 roku.

Po co więc samochód ten pojawił się na targach w Genewie? By kusić czy irytować swoją obecnością? Bo choć nie usłyszeliśmy ani jednego silnika na halach targowych, to dobrze wiem, ze pod maską tego bydlaka drzemie 3,6l silnik V6, a liczba koni zaczyna się cyferką „3”.
Z drugiej strony muszę przyznać, że te 300KM brzmi dość zabawnie gdy samochód stoi w towarzystwie swoich braci. Ten bardziej napompowany z jaskrawo zielonym lakierem, przez który trzeba mrużyć oczy generuje 707KM. U tego czerwonego obok jest niewiele gorzej – 645KM wyciskane z ogromnej V10.

Jak pewnie się już domyślacie mam na myśli Dodge Chargera w wersji Rallye, która nie jest topową wersją tego modelu, ale dzięki temu możemy ją porównywać do naszych „rodzimych” sedaników.

charger_01

Gdy pierwszy raz spotykacie się z Chargerem, nie sposób nie zauważyć jego lamp – zarówno przednich jak i tylnych. To wyróżnik tego modelu, rzec można, że znak firmowy, który sprawia, że nie pomylicie tego samochodu z żadnym innym niezależnie od pory dnia i pogody.
Jest to zarazem element, który pierwszy podziałał na mnie jak magnes, szczególnie gdy wspomniane lampy są zapalone. Wyglądają obłędnie pięknie, szczególnie na kontrastującym białym lakierze i satynowych felgach.

Nadchodzimy do tego momentu, który zazwyczaj jest krytyczny. Stwierdzamy, że podoba nam się amerykański samochód. Potem znów zerkamy na metkę. 3,6l V6. Wzdychamy i odchodzimy. Ale gdybym powiedział, że ten samochód ma średnią spalania na poziomie 10l na 100? Tak oczywiście, to więcej niż 10 letnia Fabia w dieslu, ale spójrzcie na niego. Ten samochód jest niepodobny do czegokolwiek co jest na naszym rynku. To jeden z tych przypadków gdzie nie ma szans by powiedzieć słynne „wygląda trochę jak **** (tu wstaw nazwę koncernu do którego należy Twój ulubiony samochód)”.

charger_02

Jeśli nadal wolicie swojego ropniaka bardziej i przez te kilka litrów wolicie się męczyć i jęczeć przez całe swoje życie to proszę bardzo. Ja wsiadam do środka.

Liczycie na tandetny plastik i 11 w 10 stopniowej skali skrzypienia wyznaczonej przez Mercedesa? Ja też liczyłem. Tak bardzo chciałem się zniechęcić do tego samochodu, że miałem nadzieję na wyposażenie gdzie topowym punktem na liście jest gniazdo zapalniczki i odbijające kierunkowskazy. Tymczasem w środku powitały mnie bardzo dobre materiały i obszycia oraz system nagłaśniający sygnowany najsłynniejszym lekarzem świata muzycznego. Są kamery cofania, nawigacja, bluetoothy i wszystkie gadżety, których moglibyście się spodziewać po samochodach konkurencji.

To prawdziwie rodzinny muscle car, którym możecie się cieszyć każdego dnia. Odwiezie Wasze dzieci do szkoły, zrobi zakupy, a jeśli będziecie bardziej hojni, może nawet uciszyć teściową, ale o tym może później.

charger_03

Później, bo zawsze musi być to „ale”. No właśnie. W stanach ten samochód możecie mieć za jakieś 124 tys. zł. W Europie już prawie drugie tyle. O Polskę nawet nie pytam. Pozostanę więc w strefie marzeń i świata, w którym benzyna wróciła już do łask a diesel jest sygnowany na modelach z logotypem „TIR”.

Zakładając, że to jednak za mało i chcielibyśmy mieć coś więcej. Mocniej. Szybciej. Co powiecie na ponad 6 litrową wersję z V8 pod maską? Co powiecie na dźwięk, który obudzi wszystkich sąsiadów i sprawi, że wszystkie myszy w piwnicy eksplodują?

Już słyszę te jęki. „Ale moja żona nie lubi głośnych samochodów!”. „Chciałbym wymknąć się w nocy z domu, ale ostatnim razem sąsiadowi na parterze pękły szyby na balkonie!”. Normalnie poleciłbym psychologa, ale tym razem Dodge mnie ubiegł i wymyślił magiczny przycisk dla wersji SRT. Dzięki niemu gdy chcecie w spokoju ducha opuścić lokalizację – możecie to zrobić z gracją i spokojem. Ten sam guzik przyda się również gdy znudzeni narzekaniem teściowej, będziecie chcieli posłuchać czegoś innego. Choć przy 707KM i tak prawdopodobnie już zemdlała na tylnym siedzeniu. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że zanim zemdlała siedziało jej się bardzo wygodnie.

Cóż więc począć? Jak żyć z wiedzą, że gdy decydujemy się na nasze europejskie sedany, gdzieś po tym świecie czyhają takie bestie? Ile lat i ile fantastycznych modeli musi jeszcze nas ominąć zanim Dodge zagości z powrotem na starym kontynencie? Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że będzie to bardzo niedługo.

charger_04

charger_05

charger_06