Blog

Myśli z Genewy: Motoryzacyjna radość

Autor:  | 

Paweł suszył mi głowę od dłuższego czasu, żebym w końcu napisał coś na naszym blogu. I wiem, że zabierałem się do tego trochę jak pies do jeża, ale po prostu nie wiedziałem od czego zacząć. No bo niby jak miałbym ujarzmić ten potok emocji związanych z wystawą i moją pasją do motoryzacji? Jak wybrać samochód, który mi się spodobał najbardziej? Który zrobił na mnie największe wrażenie? Z którego nie chciało mi się wysiadać?

Nie znam odpowiedzi na żadne z powyższych pytań, wiem za to, że najbardziej na tegorocznych targach podobała mi się wszechobecna motoryzacyjna radość. Żaden z producentów (no dobra, prawie żaden), nie bał się pokazać mocniejszych wersji swoich aut. Wszędzie, od Lamborghini do Peugeota, eksponowane były bardziej charakterne wersje dobrze znanych modeli (ok… Toyota pokazała horror science-fiction). W przestrzeni unosił się duch prawdziwej motoryzacji i czuło się, że nadszedł w końcu czas, kiedy wszyscy pasjonaci mogą wyciągnąć głowy z piasku i zaczerpnąć pachnącego benzynowymi spalinami powietrza! Już się nie boimy eko terrorystów na rowerach. Nie liczymy gramów czegoś tam z dwójką na kilometr. Znów mamy swoje hot-hatche! Muscle cary! Supersamochody! I kiedy tak spacerowałem od samochodu do samochodu natchniony tą motoryzacyjną radością, to przypomniał mi się mój Mercedes. Jedyny samochód, który kochałem. Jedyny, który, jak sądzę, miał duszę. Jedyny, który mógł wszystko popsuć, a i tak zawsze mu wybaczałem.

Z samochodami z duszą już tak jest – nie spodziewasz się tego, ale je pokochasz. Nie jest to taka miłość jaką znasz z komedii romantycznej, albo miłość, którą darzy się żonę, matkę, czy kochankę (no może kochankę to tak). Jest to jednak nadal miłość, która dużo kosztuje, no bo jak tu odmówić najdroższego oleju, najlepszych opon, czy regularnych przeglądów swojej ukochanej?

… I kiedy tak rozmarzony wsiadałem i wysiadałem z auta do auta, Paweł zapytał mnie, czy widzę tu gdzieś samochód, który mógłbym pokochać jak mojego Mercedesa. Długo się zastanawiałem i nie będę ukrywał, że nadal nie wiem, ale powiedziałem, że może nowa MX5. Czym prędzej udaliśmy się na stanowisko Mazdy, aby wsiąść do najbardziej rozpoznawalnego roadstera na świecie i to sprawdzić.

mazda_01

Tak przy okazji, to nieprawda, że Paweł się nie zmieścił!

mazda_06

Wsiedliśmy. Paweł wbijał sobie zęby w kolana. Mi było wygodnie, pozycja za kierownicą była doskonała, czułem, że siedzę w samochodzie z charakterem. W trzy sekundy jedną ręką zamknąłem miękki dach nad naszymi głowami – Pawłowi podobno pękł wtedy kręgosłup, ale się nie skarżył. W środku zrobiło się ciszej i goręcej. Wszystko było tak, jak powinno być. Może jeszcze nie pierwsza randka, ale na pewno udane zapoznanie.

Czy to jest samochód, który mógłbym pokochać? Zdecydowanie tak! Skąd to wiem? Bo pomimo, że Mazda MX5 jest autem absolutnie mi niepotrzebnym, niewskazanym, kosztownym i przez nikogo z mojego najbliższego otoczenia nieakceptowanym, to CHCĘ JĄ! Całym sercem pragnę móc wsiadać do tego samochodu każdego dnia, otwierać dach wyjeżdżając z garażu i cieszyć się każdym przejechanym metrem.

Owszem, korzystałbym z niego pewnie samotnie, bo moja żona z dziećmi wolałaby pewnie Mazdę 6 lub, o zgrozo, CX 5. Ale potrafię sobie wyobrazić, że jedziemy w niedzielę do kościoła dwoma samochodami. Sądzę też, że warto poświęcić wieczorną przekąskę towarzyszącą codziennemu seansowi filmowemu na narożniku, na rzecz woskowania karoserii i konserwowania dachu. I jestem całkowicie przekonany, że jest to jedno z naprawdę niewielu aut na świecie, w którym słowa „idę się przejechać” mają sens.

mazda_02

Nie wiem, czy łączyłaby nas prawdziwa miłość, czy tylko seks, ale biorąc pod uwagę, że nowe MX5 wygląda fenomenalnie i raczej szybko się nie zestarzeje, byłby to naprawdę bardzo udany związek.

Z drugiej strony… Jest taki piękny utwór Skubasa, który niezmiennie idealnie pasuje do moich, opisywanych powyżej emocji.

Mercedes ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Tak wysoko, że nie wiem, czy kiedykolwiek, jakikolwiek samochód zdoła ją pokonać. Uwielbiałem w tym samochodzie absolutnie wszystko i rozstanie z nim, było dla mnie bardzo przykre. Ale biorąc to pod uwagę, już sam fakt, że na pytanie o zastępstwo wymieniam w pierwszej kolejności Mazdę MX 5, jest dla małego roadstera największym możliwym wyróżnieniem i komplementem jakim mogę go obdarzyć.

mazda_03

mazda_04

mazda_05