Blog

Myśli z Genewy: Bezbolesny egzotyk

Autor:  | 

Każdy z nas na pewnym etapie swojego życia marzył o jakimś egzotyku. Coś co wygląda oszałamiająco, jeździ bezwzględnie, a sam widok maszyny przyprawia o gęsią skórkę.
Niestety gdy już wyrośniemy z wieszania plakatów na ścianach okazuje się, że są to samochody bardzo często kompletnie nierozsądne. Pomijam już nawet kwestie samej ceny czy ekonomii, ale jeśli wsiadając i wysiadając z samochodu musimy cierpieć, a siedząc w środku nasze organy wewnętrzne zostają poukładane w nieznaną nam dotąd mozaikę, to coś tu jest nie tak.

Przekonałem się o tym na własnej skórze. McLaren 650LT przeprojektował moje pośladki, Alfa Romeo 4C połamała mi kolana, a Mazda MX-5 sprawiła, że nauczyłem się mówić jak Kaczor Donald.
Załamany i zrezygnowany dotarłem do stanowiska Lotusa. Stanąłem obok Lotusa Evory 400. Wizualnie to był prawie najmniejszy ze wszystkich powyżej wymienionych. Ten na dodatek w odróżnieniu od Mazdy i Alfy miał dach, więc nie liczyłem nawet na to, że nie połamię karku.

lotus_01

Jak to się jednak mówi – żyje się raz – a okazji by posiedzieć w nowym Lotusie, poza targami w Genewie nie ma zbyt wiele. Otworzyłem więc drzwi, poprawiłem fotel, zagryzłem zęby i zanurzyłem się do kokpitu.

Powoli otwieram oczy i sprawdzam stan strat. Siedzę. Obydwa pośladki dotykają fotela. Horyzont na równej linii. Oznaczało to, że kark nie został złamany. Chwila. Nie czuję kolan, bo nic mnie nie boli. Zerkam z przerażeniem w dół. Też są. Nie bolą, bo nawet nie gniotą się pod kierownicą. Szok.
Bez bólu i cierpienia siedziałem w malutkiej 400 konnej torpedzie z napędem na tył. Miałem wrażenie, że przeniosłem się do innego wymiaru. Oto prawie dwumetrowy człowiek siedział sobie radośnie w samochodzie, który ledwo sięga mu do pasa. A to dopiero początek przygody. Nawet ze mną na pokładzie, masa samochodu nie przekroczyłaby 1,5 tony i potrafiłaby rozpędzić się do magicznej setki w cztery sekundy. Gdybym był bardziej uparty to licznik zatrzymałby się dopiero na 300km/h. Nie zapominajmy też, że to Lotus – co oznacza, że w zakrętach czuje się jeszcze lepiej niż na prostych.

lotus_02

Chwilę to wszystko do mnie dochodziło, wsiąkało i przepełniało. W końcu rozejrzałem się po całym wnętrzu. Ależ ten samochód jest genialny! Pozycja za kierownicą idealna, miejsca więcej niż w większości samochodów tej klasy, a czarno czerwone materiały wykończenia najwyższej jakości. Jedyne co było ciężkie do przełknięcia to cena. Podstawowa Evora poprzedniej generacji w Polsce kosztuje ok. 326 000zł. Najnowszy z pewnością nie będzie tańszy – ale w końcu to egzotyk.

W dodatku nie ma tu mowy o kompromisach. Jest klimatyzacja, wykończenia z Alcantary, pełne radio z nawigacją, a nawet subwoofer, gdyby komuś znudził się pomruk 3,5l V6. Możemy nawet wybierać pomiędzy manualną, a automatyczną skrzynią biegów i w obydwu przypadkach wyniki do setki pozostają bez zmian.
Przez ten samochód jestem w stanie wybaczyć Lotusowi ich starania do wprowadzenia na rynek sedana i SUV’a o ile nie zaprzestaną robić tak fantastycznych samochodów jak Evora 400.
Może nie jest to samochód, który wywołuje strach, nie porywa zmysłów swoją stylistyką i nie powoduje takiego szczękopadu jak swoi konkurenci, ale dla mnie to jedyny samochód, który bym chciał mieć nie tylko w formie plakatu na ścianie ale i w garażu.

lotus_03

lotus_04

lotus_05

lotus_06