Blog

#GIMS2017: Mercedes

By  | 

To stanowisko zawsze jest dosyć okazałe i nie mowa tu tylko o treści ale również o formie, ponieważ zajmuje sporą część powierzchni hali targowej. Ta strefa obiektu jest dosyć mocno germańska. Oprócz opisywanego przeze mnie stoiska po sąsiedzku miał miejsce prezentować swoje bolidy inny niemiecki producent, pochodzący dokładnie z Bawarii.

W tym roku poczułem się mile zaskoczony i przywitany przez szereg muskularnych maszyn z pod znaku gwiazdy. Cały wachlarz tego, na co od wielu lat czekałem od mojego ulubionego producenta sprzed lat. Było tu naprawdę sporo z każdej grupy nadwoziowej. Od przepięknych i zgrabnych kabrioletów z monstrualnymi silnikami (MB C 63 kabriolet), aż po ekskluzywny pojazd dla rolników i budowlańców (Concept X-CLASS). To miejsce zasypane było przez kilka premier i konceptów.

Z przepychem prezentowany był AMG GT concept z czterodrzwiowym nadwoziem, który kojarzył mi się z idealnym pojazdem dla wykonawców muzyki rap i ich sztucznych partnerek. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle jeden z nich wysiadł z tego błyszczącego, brodowego monstrum na złotych felgach i zwymiotował obok tylnego lewego koła z przyczyn prze imprezowania organizmu. Oprócz koncepcyjnych wizji Mercedesa prezentowano inne wersje AMG GT, między innymi przepięknego roadstera w ciemnym, bardzo pasującym do niego kolorze i AMG GT-R w… nieważne. Był też potężny, biały, osadzony na felgach rodem ze świata olbrzymów Maybach G650 bazujący na nieśmiertelnej klasie G. Wszystko to nie wdając się w paletę barw wyglądało imponująco i bardzo świeżo. Całość ewidentnie wygrywała z równie okazałym pod względem wielkości ale mniej szokującym stanowiskiem bawarskiego koncernu.

Nie można było przejść obok modeli klasy C, tych bardziej wyrafinowanych i służących do zabawy. Jestem wielkim fanem kabrioletów i wersji coupe Mercedes-Benz i uważam, iż obecna generacja C klasy w tych odsłonach jest po prostu imponująca, szczególnie w kompozycji z mocnymi wersjami czterolitrowymi. To świetny mix pozwalający odnieść się do dawnej receptury tej marki sięgającej do tradycji małych i szybkich roadsterów, takich jak 190SL, czy też W-113. Ta miłość już trochę trwa. Poznaliśmy się w roku 1991, kiedy mój wuj zakupił sobie taki pojazd. W tamtych latach była to teleportacja do innego wymiaru, takiego kolorowego, z basenami i szampanem. Mowa o modelu C-124. Samo W-124 było czymś szczególnym, nieosiągalnym, a jeszcze w wersji coupe i silnikiem 3,0l, coś całkowicie kosmicznego. Podróżując tym pojazdem czułem się jakbym odgrywał rolę w jakimś zagranicznym serialu, takim gdzie wszyscy są uśmiechnięci, a ci pierwszoplanowi zawsze mają rację i nie chodzi mi o „Dynastię” tylko bardziej o „Miami Vice”, chociaż tam z tytułu lat produkcji królowały R-107. Ja zostałem nabywcą takiego pojazdy dopiero w 2006 roku. Wtedy był to moment powolnego przechodzenia na emeryturę tego modelu. Mój egzemplarz w chwili nabycia miał 12 lat i potrafił ze względu na swoją oryginalność i elegancję nadal imponować tłumowi. Obecnie również posiadam C-124, co prawda nie tamten egzemplarz ale pozostałem mu wierny, ze względu na sentyment, jego fantastyczną linię, niezawodność i ponadczasowość, z tą różnicą, że model obecnie odchodzi na zasłużoną emeryturę.

Długo wyczekiwałem godnego następcy mercedesa W-124 coupe (C-124). Po zakończeniu jego produkcji miała go zastępować C klasa z dwojgiem drzwi zwana CLK. To się po prostu nie udało. Po dwóch generacjach wcześniej wspomnianej CLK Mercedes pokazał E-classe coupe. Nie przemawiało to do mnie, miało więcej nonszalancji niż CLK ale coś było nie tak.
Pomiędzy raperowozem (koncept AMG), a AMG GT-R wylegiwał się ktoś bardzo elegancki, w ciemnozielonym garniturze, rodem z lat 60-tych. Wyglądał świetnie. Trochę się nabrałem, gdyż myślałem, iż to jakaś zwykła E klasa z usportowionym przodem (bez celownika na masce). Po podejściu bliżej byłem jeszcze bardziej zafascynowany. Całość komponowała się świetnie w połączeniu z brązowo-kremowym wnętrzem. To była obecna generacja klasy E w nadwoziu coupe, model 300. Poczułem się prawie jak kiedyś. Auto nawiązuje do lat 50-tych, jest piękne. Dostojne, potężne, a zarazem narysowane bardzo lekko i zwarcie.

Na takiego następcę C-124 czekałem. Poczułem się spełniony w swoich oczekiwaniach. Moje uczucie do MB wróciło. Do tego jeszcze wisienka na torcie i premiera E klasy w wersji kabrio. Znowu było jak dawniej. A i jeszcze pokazali jakiś elektryczny pojazd, trochę niebieski. Podsumowanie nagraliśmy w klasie V ze względu na gabaryty. Później ktoś z obsługi stoiska nas z niej wyprosił i wszystko wróciło do normy.