Blog

#GIMS Blog: Skoda w natarciu    

Autor:  | 

SUVy, SUVy, wszędzie SUVy! Nawet na Skodzie. Ta chwila musiała nastąpić – Czesi prezentują swoją wizję dużego SUVa. VisionS, bo o nim mowa to odpowiedź na wciąż rosnące zapotrzebowanie rynku na wielkie, paliwożerne i niepraktyczne drogowe klocki. I chyba trochę mi się podoba.

Tegoroczny salon samochodowy w Genewie uświadomił mi, że nadszedł już czas, żeby pogodzić się z epidemią pseudo-terenowych wozów na europejskich drogach. Wszystko wskazuje na to, że absolutnie każdy współczesny producent samochodów chce mieć przynajmniej jednego SUVa w swojej ofercie. I choć nieliczne marki się jeszcze przed tym bronią (lub, co bardziej prawdopodobne, nie mają kapitału, możliwości i umiejętności), to większość już sprzedaje swoje osobowe półciężarówki. W tym roku, do tego grona postanowiła na serio dołączyć Skoda. Na serio, bo są tacy, którzy twierdzą, że model Yeti to też coś w rodzaju SUVa.

Nie każdy SUV to zło. Są takie auta tego segmentu, które zawsze mi się podobały – prawie cała gama Range i Land Rovera, Jeep Grand Cherokee, czy Toyota Land Cruiser. Gdybym zastanawiał się dłuższą chwilę, to pewnie wymieniłbym jeszcze Mercedesa klasy G albo nowe Volvo XC90. O dziwo, VisionS Skody również trafia w me gusta. Oczywiście biorę poprawkę na to, że jest to na razie tylko wersja koncepcyjna i parę rzeczy się zmieni, zanim na początku przyszłego roku czeski SUV trafi do salonów. Jestem jednak przekonany, że sylwetka modelu produkcyjnego będzie bardzo bliska temu, co mogliśmy oglądać w Genewie. To co szczególnie utkwiło mi w pamięci, to front aut – charakterystyczny grill i fenomenalne reflektory sprawiają, że „terenowa” Skoda prezentuje się bardzo drapieżnie. Tył przemawia do mnie znacznie mniej i może być pierwszą rzeczą do zmiany w stosunku do wersji produkcyjnej. I jeśli chodzi o wygląd, to to byłoby na tyle – VisionS, jak przystało na dużego SUVa jest zwalisty i kanciasty, a we wnętrzu koncepcyjnego egzemplarza jest zdecydowanie za dużo wszelkiego rodzaju ekranów dotykowych, które do złudzenia przypominają iPhony.

Z punktu widzenia potencjalnego użytkownika interesująca wydaję się koncepcja napędu. VisionS jest hybrydą typu plug-in. Pod maską znajduje się turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 1,4 litra, który wspomagany jest dwoma silnikami elektrycznymi – jeden jest zintegrowany ze skrzynią biegów, a drugi napędza tylną oś. Na technicznych szczegółach się nie znam, dlatego nie będę nikogo nimi zanudzał. Rozumiem za to cyferki, a te wyglądają całkiem nieźle – 221 KM, sprint do setki w 7,4 sekundy i, co najbardziej zadziwiające, zużycie paliwa poniżej 2 litrów na 100 km (chciałbym to zobaczyć). Na weryfikację tych parametrów przyjdzie jeszcze czas, ale już teraz można śmiało powiedzieć, że Skoda szykuje się (a może już jest gotowa) na dominację w kolejnym segmencie.

Nowy SUV Skody ma być samochodem 7 miejscowym, czyli nie będzie to mały crossoverek, ale poważne auto. W tym segmencie króluje dzisiaj Volvo XC90. Dużo do powiedzenia ma też Hyundai Santa Fe i, zawsze obecne w tego typu zestawieniach, Audi Q7. Nie wiadomo ile będzie kosztowała nowa Skoda, ale szczerze liczę, że będzie jej bliżej do Koreańczyków niż do Szwedów, czy Niemców. A ponieważ może wyglądać znacznie lepiej niż samochody z Azji, to z tym większą przyjemnością odnotuję ich wielką popularność.

VisionS przyciągnął mnie na stoisko Skody w Genewie, ale na pewno nie oczarował najbardziej. Auto które mną zawładnęło jest już znane od roku, ale teraz zostało pokazane w nowej odsłonie – Superb Sportline. Na oślepiająco białym stanowisku Czechów, ten model był czerwony i w zasadzie od razu rzucał się w oczy. 19 calowe felgi, przyciemnione szyby, czarne elementy karoserii jak lusterka, czy dyskretny spojler na tylnej klapie wskazywały na to, że mamy do czynienia z czymś więcej niż standardowy Superb. Wnętrze też prezentuje się, hmm… rasowo – sportowe fotele, ścięta u dołu kierownica i wskaźniki, które raczej niewiele powiedzą dotychczasowym użytkownikom Skody. Ekscytujące! Niestety. Skodzie zabrakło chyba trochę odwagi i „Sportline” to tylko wersja wyposażenia, którą będzie można zamówić w parze z prawie każdym dostępnym silnikiem (poza najsłabszymi dieslem 1.6 TDI i 1.4 TSI).

Na koniec Octavia, która moim zdaniem jest największym dotychczasowym osiągnięciem Skody. Jest to samochód niemal doskonały – świetna służbówka, praktyczne auto rodzinne, tani wół roboczy i, przy odpowiednim doborze opcji, luksusowy kompakt. A ponieważ Octavia to pojazd całkowicie pozbawiony duszy i charakteru pasuje praktycznie do każdego. Od miesięcy powtarzałem sobie – na pewno nie kupię sobie kolejnej Octavii. Niestety (tudzież stety, to się jeszcze okaże), w ostatnim czasie wydarzyły się dwie rzeczy – po pierwsze, zostałem olany w salonie Forda, po drugie, zobaczyłem ile kosztuje Octavia RS. Na dodatek, w Genewie wsiadłem do środka i moje motoryzacyjne serce przez chwilę zabiło mocniej. Wróciłem do domu, zastosowałem trochę matematyki i okazało się, że Skoda Octavia RS to, co zupełnie niezaskakujące, najlepszy wybór.

Jedno jest pewne – Skody są tak samo pozbawione emocji, jak ten tekst fabuły i humoru. Ale ponieważ są ludzie, którzy dotarli do jego zakończenia, to Czesi nadal mogą liczyć na dużą sprzedaż swoich aut. I kurczę… wszystko wskazuje, że ja również będę wciąż należał do tego zacnego grona.