Blog

#GIMS BLOG: Renault Al… khem.

Autor:  | 

Do dziś, moim zdaniem, przepis na sukces w tworzeniu sportowego samochodu, który daje frajdę z jazdy to proste rozwiązania. Niska masa i obniżone koszty produkcji, ponieważ nie trzeba instalować tam napędu rodem z ciężarówki, tylko wystarczy jakiś nieduży, wysokoobrotowy silniczek z mocą oscylującą około 100 KM i obowiązkowo napęd przenoszony na tylne koła.

Brzmi jak prosta, rytmiczna piosenka, która staje się hitem. Jednak taka mieszanka w motoryzacji potrafi stworzyć ponadczasową rockową balladę, która jest rozpoznawalna nawet wśród melomanów muzyki klasycznej. Dzisiejsze realia odbiegają od takich rozwiązań, jednak w latach ’60 takie eksperymenty były prawie na porządku dziennym i nie mam na myśli marek specjalizujących się tylko w małych autach sportowych, takich jak Porsche, czy też Lotus. Do takich projektów przystępowali również producenci aut „szarych”, codziennych. W tym przypadku mam na myśli Renault. Wszystko zaczęło się latach ’50, kiedy to Jean Redele, jeden z ówczesnych dealerów marki, założył firmę Alpine. Początkowo zajmowała się ona sportowymi przeróbkami seryjnych Renault. Konstrukcje nabrały takiej perfekcji, iż zaczęły wygrywać wyścigi, między innymi Mille Miglia.

Rok 1963 był przełomowym dla firmy – powstaje pierwszy samochód seryjny, o magicznej nazwie Alpine A110. Sam nie wiem co w tym magicznego. Po prostu w każdym artykule dobrze to brzmi. Pojazd zbudowany jest według wcześniej opisywanej przeze mnie receptury. Całość konstrukcji waży zaledwie 544 kg. Pojazd stworzono na bazie modelu Renault 8, jednak w rezultacie miały one mało wspólnego. A110 napędzana była silnikami czterocylindrowymi o pojemności od 0,9 do 1,6 l. Dla przykładu silnik o pojemności 1,3 l rozwijał moc 90 KM i rozpędzał auto do 195 km/h, a silnik o pojemności 1,6 l i mocy 125 KM potrafił… naprawdę sporo. Taka rasowa mieszanka, tworząca małą rakietę, która w dodatku świetnie wyglądała, musiała odbić się i zaistnieć w motosporcie. W 1971 roku auto prowadzone przez Szweda – Ove Anderssona – wygrywa Rajd Monte Carlo.

Kolejne sukcesy mnożyły się w zawrotnym tempie. Rok 1971 kolejne Mistrzostwo świata w Rajdzie Portugalii. Rok 1973 powielenie sukcesu podczas Rajdu Korsyki, Portugalii i Monte Carlo. Ten pojazd do dziś zapiera dech w piersiach poprzez swoją zadziorną linie, filigranowość oraz osiągi – 6,4 do 100km/h – to do dziś „nie w kij dmuchaj”.

Co z teraźniejszą motoryzacją? Dlaczego takie zabiegi dzisiaj są stosowane bardzo rzadko? Jeżeli chodzi o obecne czasy i ten prosty „przepis”, pierwsze co ciśnie mi się na myśl to przede wszystkim Toyota GT86/Subaru BRZ. Może nie taki lekki ale bardzo żwawy, surowy pojazd. Dużo, bo aż 200KM, ale na obecne czasy w aucie wyczynowym to bardzo mało, jednak GT86/BRZ potrafi przypomnieć obecnym kierowcom o starej i prawdziwej motoryzacji.

Będąc w Genewie natknąłem się na stoiska super samochodów, posiadających dużo więcej niż 1000 KM, a większość z nich to auta elektryczne i hybrydowe. No i co z tego, skoro kosztują one krocie, a ich wygląd przemawia za tym, iż wyglądają jak obwieszeni złotem, nienaturalnie zbudowani….., nie chce mi się kończyć. Na szczęście spotkałem się ze stoiskiem Lotusa, który pokazał kilka swoich pojazdów. Były to jednak te bardzo potężne modele z 3,5 litrowymi silnikami V6.

Na stoisku po prostu zabrakło miejsca dla tych podstawowych modeli z serii Elise, które bardzo sobie cenię, ponieważ do dzisiaj kultywują prostą zasadę marki sprzed lat.

Mianowicie pokazują, iż lekki pojazd z silnikiem o pojemności 1,6 cm sześciennych i mocą 136 KM potrafi sprawić dużo frajdy nawet wymagającemu kierowcy. Pozostałe ikony tej gammy to przede wszystkim MAZDA MX-5, do której wystarczy po prostu wsiąść. Oraz premiery, mianowicie ciekawe co po swojej w rzeczywistości pokaże FIAT 124 Spider. Wyglądał naprawdę nietuzinkowo i w ogóle mnie nie rozczarował, a „niespodziankowe” wersje ABARTH, no cóż….A i najważniejsze, premiera, na którą czekałem z niecierpliwością.

Nareszcie wspomniane przeze mnie Renault Alpine A 110 doczekało się w Genewie swojego następcy. Czy sprostało zadaniu? Czy nadal jest pięknym designem o wartościowej duszy, osiągach i czysto-krwistej, sportowej nucie coupe? Czym mnie zachwyciło? Przedpremierowe zdjęcia ukazywały światło dla fanów starej motoryzacji, dla fanów nowoczesnego look-u. Te emocje, bo motoryzacja to przede wszystkim trochę sportu, trochę mody, dużo mechaniki, dzisiaj sporo elektroniki i to wszystko wieńczy w jedną postać po prostu samochody, tak samochody. Tylko żeby można było o nich coś więcej powiedzieć, szczególnie podczas genewskiej premiery, należy je przynajmniej zobaczyć, wsiąść, poznać specyfikacje obwieszczoną przez producenta…

Mi się to nie udało. I to nie dlatego, iż na stoisku Renault był straszny tłok z powodu nowej Alpine. Specjalnie wraz z moimi Kompanami zostawiliśmy sobie to wydarzenie na drugi dzień genewskich targów. Niepotrzebnie, ponieważ… nowa Alpine się tam po prostu nie pojawiła, nie było jej, na stoisku Renault można było z kolei zobaczyć… Do widzenia.