Blog

#GIMS BLOG: Motoryzacyjne lenistwo

Autor:  | 

Mogłoby się wydawać, że salon samochodowy w Genewie – święto motoryzacji, impreza światowego formatu. Mogłoby się wydawać, że to doskonałe miejsce, żeby się popisać. Zainwestować trochę środków i czasu, żeby do tego, w gruncie rzeczy niedużego, górskiego miasta przywieźć jakiś nowy samochód i zaprezentować go publiczności. Pokazać swoją wizję hitu sprzedaży na najbliższe miesiące. Niestety, nie wszyscy tak uważają i umówmy się, świat nie byłby lepszym miejscem gdyby było inaczej, ale przynajmniej mielibyśmy do wyboru całkiem nowy samochód co roku. W końcu do mnie dotarło, że jednym z takich motoryzacyjnych leni jest Citroen.

Genewskie targi motoryzacyjne nie należą do największych powierzchniowo. Wystawa odbywa się na dość zwartym obiekcie Palexpo, który nie jest tak ogromny jak ten we Frankfurcie, gdzie pomiędzy halami trzeba się przemieszczać taksówkami, albo zmarnować kilka godzin chodząc pieszo. Na dodatek, to właśnie w Szwajcarii od lat największe marki świata prezentują swoje nowości. Krótko mówiąc, każdy chce/musi/powinien tu być. I to widać. Co roku w pierwszych tygodniach marca producenci samochodów z całego świata tłoczą się w genewskim centrum kongresowym, żeby zaprezentować to, co mają najlepszego. O miejsce muszą konkurować nie tylko z innymi koncernami, ale również z tunerami, mniejszymi lub większymi manufakturami, czy dostawcami nowych technologii, na których nigdy nie zwracałem większej uwagi. Każdy metr kwadratowy stanowiska jest tutaj na wagę złota i owszem, najwięksi mogą liczyć na więcej. Dlatego już drugi rok z rzędu zastanawiam się, czy to sprawiedliwe, że Citroen wspólnie z DSem mają do swojej dyspozycji dość pokaźnych rozmiarów stanowisko.

W ubiegłym roku, co jakiś czas obsługa stanowiska Citroena była zmuszana do grupowego tańca. Było to możliwe, gdyż miejsca było tam tyle co na sali gimnastycznej. Gdzieniegdzie tylko postawione były, jakby od niechcenia, samochody tej marki. W tym roku było podobnie – przy czym nie wiem, czy obsługa też tańczyła, bo po prostu nie byłem tam wystarczająco długo. W sumie dlaczego miałbym spędzić tam więcej czasu – Citroen po raz kolejny mnie zawiódł. Ostatnią znaczącą premierą była druga generacja C5 w 2008 roku. Ostatnio pokazali też Cactusa, który w przeciągu jednego roku zdążył mnie wyjątkowo zauroczyć, a potem potwornie znudzić. Tym razem próbowali tej samej sztuczki z modelem E-Mehari, ale plastikowy samochód za 25.000 EURO to nie jest coś, co mogłoby mi zawrócić w głowie.

Prawdą jest, że Francuzi od kilku lat mocno inwestują w swoją markę premium – DS. Te lata starań i miliony wydanych euro można już dostrzec – wszystkie oferowane dzisiaj DSy nie mają już znaczka Citroena na masce.

Patrzę na to nieco ze smutkiem, bo lubię Citroena. Co roku liczę, że w końcu pokażą nową C5, która jest bardzo fajnym autem, ale już nieco starawym. Wciąż wierzę, że powróci do sprzedaży i produkcji fantastyczny C6. Albo, że DS w końcu zaprezentuje sedana, który zdecydowanie bardziej pasuje na flagowca gamy aut premium niż hatchback. Tymczasem, Francuzi chyba nie zauważyli kryzysu w Chinach i niektóre wspomniane przeze mnie przed chwilą auta postanowili produkować właśnie na rynek azjatycki. Trudno…

Motoryzacyjne lenistwo nie jest jednak domeną francuzów (Peugeot też nie popisał się w tym roku). Po przeciwnej stronie Eurazji też zapanowały nowe zwyczaje – Mitsubishi od lat pokazuje te same auta w różnych kolorach i próbuje wmówić widzom, że to jakieś nowości. Szkoda, że marka o tak bogatej historii, z wielkimi dokonaniami i tradycjami w sportach motorowych tak mocno spoczęła na laurach. Z kolei wydaje się, że Nissan ma problem z jednoznacznym obraniem kierunku. Z jednej strony w ich ofercie można znaleźć auta, które mogłyby być definicją motoryzacyjnej pasji – GTR, 270Z, czy nawet Juke w wydaniu Nismo. Z drugiej, w tym roku chyba nawet nie przywieziono tych aut do Szwajcarii, a na wystawie zaprezentowano kolejne koncepcyjne, brzydkie, autonomiczne auto elektryczne, Leafa i nową Navarę. Odwiedzinom stanowiska Mazdy towarzyszyło mi wrażenie deja vu i tylko fenomenalny RX Vision uświadamiał mi, że tak wygląda tegoroczna rzeczywistość.

W całym tym marazmie, który był widoczny na wielu, nie tylko wymienionych w tym krótkim tekście, stanowiskach na pochwałę zasługuje Toyota. Toyota, która od jakiegoś czasu usilnie stara się wspierać mniej utalentowanych designerów i prezentuje ich brzydkie projekty na najważniejszych imprezach motoryzacyjnych świata. Mam tylko nadzieję, że ten szalony pomysł nie znajdzie więcej fanów.