Blog

#GIMS BLOG: INFINITI Q60

Autor:  | 

Po Genewskiej wyprawie nadal jestem wprawiony w nastrój lekko melancholijny, nostalgiczny oraz w stanie uniesienia duchowego, gdzieś… oczywiście blefuję, ponieważ prawie już o tym wszystkim zapomniałem. Mam w pamięci tylko te kluczowe momenty, na przykład takie jak luka na stoisku Renault, mało snu, nawałnica tego białego gó**a, które zasypało nam dojazd do kwatery oraz te miłe. Możliwość korzystania z aneksu kuchennego, premiera Fiata 124 spider, wizyta oraz wywiad z naszym kolegą z Genewy, Markiem. Sięgając jednak w archiwum mojego flegmatycznego umysłu, zaczynam mieć zarys pewnych zdarzeń, w które sam nie do końca wierze.

W motoryzacji, oprócz tej klasycznej – eleganckiej i bardzo wiekowej – cenię również segment pojazdów nowoczesnych. Wynika to trochę z presji wywieranej przez moich Kolegów, którzy każą mi doszukiwać się w obecnej motoryzacji czegoś dla mnie i o dziwo muszę przyznać im rację.

Przechadzając się po rynku producentów, nie tylko dokumentacyjnie i wirtualnie, ale także podczas targów genewskich, pośród tych samochodów, które w jakiś sposób chwytają mnie za serce, starałem się odnosić do pochodzenia tych maszyn. Ich rodowód jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ przenosząc się w zamierzchłe czasy doszukuję się tak zwanych „dobrych genów”. W Genewie dotyczyło to takich marek jak: Lotus, Mazda, Fiat, Porsche, Mercedes, czy BMW. Do czasu, aż odwiedziliśmy stoisko Infiniti.

Nigdy nie przepadałem za tym producentem. Jego historia była dla mnie, jakaś niezbyt obszerna. Pochodzenie dotyczyło pojazdów japońskich, a mianowicie produkowali Nissana Primerę, którego można było kupić tylko w USA. Wszystko zaczęło się w roku 1989 (czyli niedawno), kiedy to Nissan stworzył markę luksusowych limuzyn, które zarezerwowane były tylko dla rynku północnoamerykańskiego. Pierwszym modelem było Infiniti Q45. Spory sedan, bazujący na Nissanie President wyposażony był w potężny silnik V8 o pojemności 4,5 l z mocą przeszło 280 KM. Kolejne modele wyposażane były w motory 6-cio, a nawet czterocylindrowe. Do Europy Infiniti trafiło dopiero w roku 2008. Główną domeną marki na naszym kontynencie były uwielbiane przeze mnie SUV-y i to dlatego niezbyt dobrze kojarzyła mi się ta makra. Modele FX powoli inspirowały niszowych klientów, decydujących się na wybór tych „egzotyków”.

Wracając do naszego pobytu w Genewie, starałem się gotować szybko oraz najlepiej jak potrafię. Aha ale jednak nie o tym. Na stoisku w/w producenta, nagle pojawiła się łuna przejrzystego, białego światła, pochodzącego z góry. Tylko ja ją widziałem. Na samym jej dole, pośród takich modeli jak QX70, QX50, Q30, pojawiła się ona. Chyba tak wolę o niej mówić. Artur postrzegał ją jako muskularną Amerykankę, ale ja jednak widziałem w niej dużo smukłej i wysportowanej Włoszki – wiecie – takiej która lubi pływać. Podszedłem bliżej i była to hostessa, która opierała się o model nowego Infiniti Q60. Był tam spory tłum, dlatego w drugim końcu stoiska zaobserwowałem, iż stoi tam ten sam model, tylko bez kolejki. Wyruszyłem sam. Oglądałem auto z każdej strony. Naprawdę podobało mi się ze wszystkich perspektyw.

Pomyślałem sobie, w końcu coś oryginalnego – dla indywidualisty. Nazywa się Infiniti i nie jest SUV-em, nawet nie sedanem, to prawdziwe klasyczne coupe z potężnym silnikiem V6 i mocy ponad 400KM. Coś pięknego. W środku majstersztyk. Nie obchodziła mnie ergonomia, ani jak otwiera się schowek. Tam poczułem się naprawdę bardzo… przyjemnie. Pojazd zrobił na mnie fenomenalne wrażenie. Po prostu poczułem się zaskoczony, a to rzadkość. Ten model ma oczywiście swoje pokrewieństwo. Jego prekursor to Infiniti G, którego pierwsza i druga generacja opierała się na wspominanej już wcześniej Primerze P10 oraz P11. Dopiero trzecia generacja odsłania przed fanami marki piękne coupe zasilane 3,5l V6-tką. Czwarta generacja również staje na wysokości zadania i w roku 2013 przechodzi w model o nazwie Q60.

My mieliśmy do czynienia z najnowszą odsłoną i równocześnie europejską premierą. Model ma za zadanie konkurować z takimi pojazdami jak Lexus RC-F, Audi RS-5 czy Mercedes E-coupe AMG. Moim zdaniem może konkurować nawet z Ferrari, ponieważ jest szybkie, piękne i naprawdę rasowe oraz trzykrotnie tańsze (cena ok. 300tys. złotych). Jak to mawiano w dawnych czasach, miłe spotkanie na szczycie.