Blog

#GIMS BLOG: Alfa Romeo

Autor:  | 

Mówi się, że każdy prawdziwy pasjonata motoryzacji powinien kiedyś posiadać własne Alfa Romeo. Dawniej bezwzględnie zgadzałem się z tą tezą, jednak z czasem posiadanie samochodu o nienajlepszej reputacji serwisowej stało się dla mnie troszkę trudniejsze do zaakceptowania. Czy w tym miejscu powinno znaleźć się zdanie – do dzisiaj?

Od czasów Alfy Romeo Brery i GT, żadne inne auto tej włoskiej marki nie chwyciło mnie jakoś mocno za serce. Owszem, zarówno Giulietta jak i Mito czarowały mnie swoim dyskretnym urokiem, czy drzwiami bez ramek. Pociągała mnie surowość i wyczynowy charakter 4C i 4C Spider. No i oczywiście należałem do sporego grona fanów, którzy wyczekiwali w napięciu modelu Giulia.

W końcu kilka miesięcy temu, we Frankfurcie zadebiutowało flagowe auto włoskiego producenta i zachwyciło widzów. Wersja Quadrifoglio prezentowała się seksownie i drapieżnie. Pod maską tej pięknej bestii biło czerwone, trzylitrowe serce o budzącej trwogę mocy 510 KM. Sprint do setki za jej kierownicą trwa niespełna 4 sekundy, a okrążenie toru Nurburgring zajęło jej 7 minut i 39 sekund. Pełen niepokoju czekałem na potwierdzenie produkcji tego modelu i na to jak wyglądać będzie w wersji bardziej ucywilizowanej. Mój niepokój rósł wraz z napływającymi z wielu stron plotkami, które nie utwierdzały mnie w przekonaniu, że standardowa Giulia będzie równie godna podziwu.

Wizytę na stanowisku Alfy Romeo rozpocząłem od zajęcia ultraniewygodnej pozycji w  fotelu pasażera w 4C Spider. Niestety, zdążyłem już wcześniej siedzieć w MX-5 i moim nowym ulubionym roadsterze Fiacie 124 Spider. Między innymi dlatego surowość  4C mnie nie zachwyciła i stwierdziłem, ku zdziwieniu moich towarzyszy, że mała wyścigówka Alfy już mnie nie kręci tak jak kiedyś. Chwilę później postanowiłem coś szybko sprawdzić za kierownicą Giulietty… tak jak mi się zdawało, pozycja na przednim fotelu przypomina nieco pozycję, którą doskonale znam z kuchennego krzesła. Z przykrością stwierdziłem, że podobne wrażenia przyniosła mi wizyta w najmniejszym, ale nieco podrasowanym Mito w wersji Veloce. W zamontowanym tam sportowym fotelu siedziało mi się dziwnie wysoko i jakoś tak nienaturalnie. Co więcej, z przerażeniem stwierdziłem, że kierownica, którą trzymałem w dłoniach wyglądała, najprościej to ujmując, paskudnie.

Coś było nie tak. Alfa Romeo przestawała mi się podobać. I nie mówię o tym, że zaniknęła gdzieś moja chęć posiadania tego samochodu, bo to stało się już dawno. Mam na myśli absolutny brak zainteresowania tymi autami. Z duszą na ramieniu zbliżyłem się do Giulii. Naprawdę chciałem przynajmniej polubić ten samochód. W końcu napęd na tył, znaczek Alfy Romeo na charakterystycznym grillu i legenda, którą owiane są auta tej marki, to rzeczy, które coś dla mnie znaczą.

Już na pierwszy rzut oka „cywilna” Giulia różni się od swojej mocniejszej wersji – nadal jest seksowna, ale już nieco łagodniejsza i… wygląda trochę na taką, która lubi się poprzytulać. Z karoserii zniknęły kontrastujące wloty powietrza, spojlery i tylny dyfuzor. Końcówki wydechu nadal występują po obu stronach zderzaka, ale zamiast czterech, są dwie.

Za napęd odpowiadać będą 3 silniki – jeden benzynowy i dwa wysokoprężne. Ten pierwszy ma mieć pojemność dwóch litrów i osiągać moc 200 koni mechanicznej. Współpracować będzie tylko z 8-stopniową automatyczną skrzynią biegów. Silniki diesla nie powinny być zbyt popularne, ponieważ z uwagi na pojemność powyżej 2 litrów, akcyza na nie wyniesie nieco ponad 18%. Ropniaka będzie za to można wyposażyć w manualną skrzynię biegów. Niezależnie od silnika, standardowo napęd powędruje na tylną oś, a dla osób o innych upodobaniach przewidziano możliwość zamówienia napędu na wszystkie koła.

Podczas targów we Frankfurcie usiadłem na tylnej kanapie Quadrifoglio, zatem nie do końca wiedziałem czego można się spodziewać na miejscu kierowcy. Nie będę ukrywał, że po kilku wcześniejszych próbach bałem się tego, co w tej kwestii będzie miała do zaoferowania wersja bazowa Giulii. I tu spotkała mnie miła niespodzianka! Pozycja kółkiem jest więcej niż poprawna i nie nasuwa skojarzeń stołówkowych, zakres regulacji fotela jest duży, a kierownica jest dokładnie taka, jaka powinna być w Alfie Romeo. Na dodatek, silnik uruchamiany jest przyciskiem umieszczonym właśnie na niej. Fantastycznie!

Wnętrze Giulii jako całość prezentuje się świetnie. Ale w końcu jest to auto segmentu premium, na dodatek zaprojektowane we Włoszech, więc nie mogło być inaczej… chociaż nie, mogło.

Tak jak napisałem wcześniej, bardzo chciałem polubić nową Alfę Romeo Giulię. Bardzo chciałem, aby Włosi stworzyli znów auto, na myśl którego wzdycha się z podnieceniem i przebiera nóżkami. I z całą pewnością im się to udało. A zakup Alfy Romeo dla potwierdzenia powagi moich motoryzacyjnych uczuć znów stał się dla mnie opcją obowiązkową.