Blog

#GIMS2017: Kia

By  | 

Nadszedł ten moment. Kia oficjalnie oddzieliła grubą kreską (śladem opony?) swoją przeszłość. Właśnie dziś, na targach w Genewie nadszedł nowy etap rozwoju koreańskiego producenta samochodów.
Wszystko za sprawką nowego Stingera, którego dziś mieliśmy przyjemność podziwiać. Stinger nie jest bowiem zwykłym samochodem. To nie jest kolejny sedan obok którego można przejść obojętnie. To pokaz możliwości marki Kia, ale tym razem bez dopisku „concept”.

Ciężko uwierzyć, że ten samochód będziemy mogli zobaczyć już w tym roku na naszych drogach i mam tu na myśli również nasze – Polskie.

Kia przyzwyczajała nas od jakiegoś czasu do coraz lepszego designu, ale nikt nie był gotowy na Stingera. Samochód wygląda fenomenalnie. Jest duży, muskularny i zdecydowanie przyciąga wzrok. Ma absolutnie wszystko to, czego potrzebuje dobrze zaprojektowany samochód.

W środku jest jeszcze lepiej. Największym i najbardziej pozytywnym dla mnie zaskoczeniem była… oczywiście kierownica. Poprzednie materiały prasowe sugerowały, że przyjdzie nam trzymać przyjemną, choć mimo wszystką okrągłą kierownicę. Zakochany w ściętych obręczach z Optimy GT i Sportage GT Line, nie ukrywam, że wyjątkowo nad tym ubolewałem.

Jaka była moja radość i zaskoczenie, gdy po zajęciu miejsca w Stingerze, moim oczom ukazała się ścięta kierownica. Będę to powtarzać do znudzenia przy każdej nadającej się do tego okazji. Te kierownice to małe dzieło sztuki. Idealnie wyprofilowane, świetnie leżą w dłoniach i dają dostęp do najistotniejszych funkcji samochodu.

Oczywiście cały ten wygląd nie miałby większego sensu gdyby nie szedł w parze z osiągami. Dostęp będziemy mieć do dwóch silników zasilanych jedynym słusznym paliwem – benzyną. Mniejsza jednostka to dwu litrowe turbo generujące 255KM. Większa natomiast to ponad 3 litrowy silnik V6 o mocy 365KM.

Cena pozostaje jeszcze zagadką, ale patrząc na wygląd, osiągi i jakość – celujemy w kwoty przekraczające 200 tys. zł. Czy warto? Ciężko odpowiedzieć na to pytanie bez testu, ale jeśli Stinger choć w połowie prowadzi się tak jak wygląda to może być to jeden z najciekawszych samochodów dostępnych na rynku. Jeśli gdzieś w głębi was nadal gdzieś drapie mały chochlik powtarzając – „ale to przecież Kia” – to ten samochód prawdopodobnie uciszy go raz na zawsze.

Ciężko było nie zacząć tej relacji od Stingera, ale nie była to jedyna premiera na stanowisku. Troszkę na uboczu stały dwie nowe odmiany samochodów, które przyszło już nam testować – Niro oraz Optima – obydwie w hybrydowej wersji Plug In. Jeśli wstrzymywaliście się przed zakupem Niro tylko z powodu braku wtyczki – to wasz czas właśnie nadszedł.

Z drugiej strony dumnie prezentowało się radosne Picanto w agresywnej stylistyce GT Line. Po obejrzeniu tego samochodu jedyny wniosek jaki przychodził mi do głowy, to że szkoda mi bardzo, że jednak na klapie jest ten dopisek „Line”. Kia ma możliwości i umiejętności by stworzyć prawdziwego małego hot hatcha i Picanto spisywałby się w tej wersji genialnie. Mały, zadziorny i wywołujący uśmiech samochodzik, aż się prosi o mocniejszą jednostkę. Silnik o pojemności 1,2 litra raczej nie zadowoli fana motoryzacji.

Dziwi tylko, że troszkę na uboczu stała nowa Kia Rio. Nie była to może wersja sportowa czy posiadająca gigantyczny silnik, ale zdecydowanie samochód zasługuje na uwagę. By wyrównać ten balans, postaramy się zabrać ją w najbliższym czasie na testy.

Jeśli Wam mało zdjęć od Kia, to zerknijcie do galerii z dnia pierwszego. Nasz wyjazd do Genewy został wsparty przez naszego Partnera – Grupę Polmotor.