Blog

#GIMS2017: Alpine

By  | 

07.03.17, godzina 12:37, Genewa. Stanowisko znanego francuskiego producenta.

Zostawiliśmy to na później, gdyż z racji obowiązków i przyjemności jako pierwsze musieliśmy odwiedzić stanowisko pewnej japońskiej marki. Ja byłem cały czas zaniepokojony, gdyż czekałem na tę premierę już w zeszłym roku, jednak wbrew spekulacjom nie miała wtedy miejsca.

Zawsze zachowuję się tak, kiedy jakiś producent, w szczególności europejski, ma pokazać model, który odwołuje się do przeszłości, do pojazdu, który kiedyś był bardzo odkrywczy i stał się ikoną. Z reguły towarzyszy temu odbicie piętna w historii motosportu. Tak było i tym razem. Podobnie podekscytowany byłem w roku 2016, natomiast wtedy z dwóch moich faworytów na szczęście został pokazany przynajmniej jeden i był nim FIAT 124 Spider.

W przypadku odniesienia się w obecnych czasach do mojego ulubionego przepisu z lat ówczesnych, czyli lekka i prosta konstrukcja z tylnym napędem staję się jeszcze bardziej nakręcony.
W roku 1963 Jean Redele stworzył na bazie modelu Renualt 8 fantastyczną konstrukcję. Niezbyt wielkie silniki (1,3 i 1,6), potrafiły przenieść kierowców tego cywilnego bolidu
do świata, w którym rządziły wtedy super włoskie machiny, posiadające ponad 3,5l pojemności i grubo ponad 300KM. W tym konkretnym przypadku 125 KM pozwalało osiągnąć 100 km/h w 6,4s, słabszy silnik o pojemności 1,3 rozpędzał autko do 195km/h.

Te liczby robią wrażenie nawet dzisiaj.

Jak wcześniej wspomniałem prekursor obecnego modelu zaistniał również w sporcie samochodowym i to ze znacznymi sukcesami, mianowicie w 1971 roku auto prowadzone przez Szweda Ove Anderssona wygrywało Rajd Monte Carlo. Kolejne sukcesy mnożyły się w zawrotnym tempie. Rok 1971 kolejne Mistrzostwo świata w Rajdzie Portugalii. Rok 1973 powielenie sukcesu podczas Rajdu Korsyki, Portugalii i Monte Carlo.

Bałem się, że w jakiś sposób się rozczaruję, ponieważ miała to być nie tylko premiera zwiastująca odrodzenie konkretnego modelu ale także i marki. Tym razem do powstania tego projektu oprócz Renault przyczynił się także między innymi Lotus, który specjalizuje się w tego rodzaju pojazdach (lekko i szybko z napędem na tył). Wszystko wskazywało na to, że nie będę zawiedziony i tak rzeczywiście było.

Mowa oczywiście o nowej Alpine A110. Na skromnym stanowisku tej marki, które oczywiście znajdowało się przy potężnej, wyboistej platformie Renault zaprezentowano premierowy model w trzech odsłonach kolorystycznych: biały, czarny i nawiązujący do historii niebieski. Mi rzecz jasna najbardziej podobał się ten ostatni. Po konstrukcji było widać tę lekkość (waga to zaledwie 1080kg). Auto każdym przetłoczeniem i mimiką nawiązywało do swojego poprzednika. Było nie duże, wściekłe i eleganckie. Odnośnie spraw technicznych, całości nadawał smaku fakt, iż zastosowano tu płaską, aluminiową podłogę. Współczynnik oporu powietrza (cx) to zaledwie 0,32. Tak to filigranowe monstrum posiada też silnik. Jak na obecne realia ciężko powiedzieć, iż jest to jednostka małolitrażowa, ponieważ 1,8 to już nie taki mały silniczek. Zaznaczam, że teraz każdy dąży do osiągania 3000KM z 0,5 l pojemności skokowej motoru. Ta jednostka pochodzi z Renault Clio RS, jej zwiększona moc to 252 KM. Stosunek mocy do wagi naprawdę imponuje. Wszystko współdziała z 7 stopniową skrzynią biegów DTC Getrag z mokrym sprzęgłem. Moment obrotowy jest również wystarczający, biorąc pod uwagę, iż silnik spalinowy nie wspomagany jest żadnym ogniwem elektrycznym. Wynosi 320 Nm i pozwala przyśpieszyć tej francusko-brytyjskiej modelce do 100km/h w zaledwie 4,5 s.
Podsumowując jestem mile zaskoczony tym co zastałem na stanowisku Renault, a właściwie Alpine. Zbyt wcześnie mówić czy jest godną następczynią swojej babci ale na pewno należy zaznaczyć, iż potrafi imponować sylwetką.

A i co naprawdę ważne, ten pojazd potrafi pędzić 250 km/h i nie potrzebuje przy tej prędkości żadnych wspomagaczy… żadnej półki na słoiki, żadnego spoilera.