Blog

F1 2018 (PS4)

Autor:  | 

Nie odkryję Ameryki, jeśli przypomnę, że z królową motorsportu miałem bardzo burzliwy związek. W zasadzie stała się już moją ex, bo nie pamiętam, kiedy ostatni raz oglądałem jakikolwiek wyścig F1. Aż do momentu ukazania się gry F1 2018.

Jeśli śledzicie troszkę nasze recenzenckie poczynania, to pewnie zauważyliście, że ostatnia recenzja gry z F1 w tytule pojawiła się w 2016 roku… i napisał ją Artur. Celowo unikałem całej serii, bo moje najlepsze wspomnienia sięgają 1996 roku gdy uczyłem się na pamięć toru w Monako, trzymając szarego pada od PSX.

W tym roku jednak się złamałem. Wiedziałem, już że od kilku lat seria wróciła do swoich lat świetności, jednak w tym roku padło magiczne słowo, które zawsze sprawia, że moje zainteresowanie wzrasta w absurdalnym tempie – tryb kariery. Wszelkie informacje napływające od moich znajomych (cześć Michał!) czy od samego developera mówiły tylko o tym trybie. Wiedziałem więc, że coś musi być na rzeczy.

Tryb kariery to coś, czego w grach motoryzacyjnych brakuje mi najbardziej. Szczególnie takich, prowadzonych w poważnym tonie bez zbędnej ilości slangu, przekrzywionych czapeczek i dziwnej gestykulacji. Dotarłem do takiego miejsca w czasie, gdzie nie jestem ani za szybki, ani za wściekły, więc w grach motoryzacyjnych warstwę fabularną raczej muszę pomijać.

Nie będę tego kryć. Tryb kariery w F1 2018 to jedna z najlepszych rzeczy jaka się ostatnio trafiła branży. Wszystko zostało absolutnie przemyślane tak, by każdy element sprawiał przyjemność, miał sens, s to co się dzieje poza torem, miało swoje odzwierciedlenie na torze. Czułem się jak nowo narodzony, jakby ktoś nagle po latach zrobił grę tylko dla mnie. Dlatego moja recenzja będzie skupiała się głównie na tym, bo zakładam, że nie jestem osamotnionym przedstawicielem rodu fanów gier, których ściganie samo w sobie już nie wystarcza.

Zaczynamy oczywiście do stworzenia swojego sobowtóra. Sam kreator jest dość skromny, więc nie liczcie, że spędzicie kilka godzin na modelowaniu twarzy waszego kierowcy. Ciekawostką jest natomiast, że możemy tutaj granie jako Brendon Leigh. Dla niewtajemniczonych – jest to pierwszy zwycięzca międzynarodowych mistrzostw esportowych w F1. Miły dodatek, pokazujący przy okazji jak ważnym elementem w branży staje się sam esport. Gdy już wklepiemy nasze skomplikowane polskie nazwisko w odpowiednią rubrykę, wybierzemy naszą flagę i pokolorujemy nasz kask, możemy przejść do o wiele trudniejszego wyboru. Teamu startowego.

Dla mnie na szczęście był niemalże oczywisty. Zainspirowany ostatnimi wydarzeniami z życia prywatnego, a głównie tym, że jeden z naszych słuchaczy i mój bardzo dobry kolega – Dawid – stał się posiadaczem Alfa Romeo – padło na team Saubera, który obecnie działa właśnie przy współpracy z producentem najpiękniejszych samochodów na świecie.
Oczywiście z początku zaczynamy jako drugi kierowca, więc mamy mniej do gadania, zespół nie do końca nam ufa i stawia konkretne wymagania przy każdej sesji – czy to treningowej czy na sam wyścig. W dodatku w zależności od tego pod jaką banderą zdecydujemy się występować, zespół ma różne preferencje odnośnie charakteru kierowcy.

W tegorocznej edycji F1 zostało to bardzo sprytnie rozwiązane. Każdy z zespołów ma swoje indywidualne wymagania odnośnie kierowcy. Jedne teamy wolą by kierowca był prawdziwym showmanem i działał na emocje publiki, porywał swoją energią i ciętymi ripostami. Inni chcą by skupiać się na tym, że sukces odnosi się przez pracę całego zespołu, dzięki ciężkiej pracy osób, które widzimy i których nie widzimy w naszych odbiornikach.

Wybrany przeze mnie Sauber – preferował właśnie tę drugą opcję. Przyznam szczerze – zakładałem, że na tym cały system się zakończy. Kilka słupków i wykresów oraz okazjonalny e-mail od teamu. Jak bardzo byłem w błędzie, gdy już po pierwszym treningu zostałem zaproszony na spytki przez dziennikarkę. Moje odpowiedzi miały realny wpływ na to jak jestem odbierany nie tylko przez publiczność i fanów – ale i przez team i to z dokładnością co do różnych jego mniejszych zespołów. Jeśli podczas wywiadu narzekam na silnik to dział za niego odpowiedzialny na pewno to zapamięta, a to natomiast może mieć wpływ na ich morale. Jeśli moje wypowiedzi będą nieustannie negatywne, to ta ważna część nad którą pracują, może jednak nie okazać się tak skuteczna jak planowaliśmy.

A rozwój w F1 jest jednym z najbardziej kluczowych elementów. Jeśli chcemy spełniać założone cele, a w ostateczności powalczyć o podium, musimy inwestować w nasz bolid tyle ile tylko można. A co może uczynić naszą formułę lepszą? Oczywiście praktyka. Dlatego w tej grze liczy się każda chwila, która możemy spędzić za kółkiem. Sam wyścig to już wisienka na torcie, efekt naszej ciężkiej pracy, co niesamowicie potęguje słodycz zwycięstwa lub gorycz porażki.

To jest ten cudowny moment gdy nagle czujemy, że do gry motoryzacyjnej zaczynają nam się wkradać emocje. Nie chcemy zawieść zespołu, chcemy pokazać, że zasługujemy na pierwsze miejsce w teamie, chcemy wygrywać, chcemy być lepsi i nie chcemy zawieść samych siebie.

Dlatego każdy wyścig jest podwójnie emocjonujący. Szczególnie gdy walczycie o każdy ułamek sekundy, zaliczyliście niekorzystny pit stop, a na kilka okrążeni przed upragnioną szachownicą, inżynier wyścigowy informuje, że coś jest nie tak z turbo i wydajnością silnika. Zdarzyło mi się kończyć niektóre wyścigi na stojąco, widząc przed sobą ostatnią prostą i wygłodniałych rywali za mną.

Jeśli więc gry motoryzacyjne szybko wam się nudzą i potrzebujecie dodatkowej motywacji do ukończenia kolejnej sesji treningowej czy nawet samego wyścigu, to koniecznie musicie sprawdzić F1 2018. Jeśli to was nie przekona, to prawdopodobnie musicie wrócić do pasjansa i bierek.
Tutaj wyścig nie kończy się na przejechaniu mety. Ścigamy się cały czas. Z wynikami, z produkcją nowych części, z rozwojem bolidu, z naszym kolegą z zespołu czy z rywalem, którego sobie sami wybierzemy. Dlatego ten tryb jest tak szalenie dobry.

Jeśli musiałbym się przyczepić jakiś elementów, to chyba najbardziej zabawę psuły mi… e-maile – jakkolwiek to dziwnie zabrzmi. Niestety ich treść jest bardzo powtarzalna, i jeśli nasz inżynier wyścigowy za każdym razem pisze nam, że jeśli wygramy wyścig to stawia pizzę to albo jest wyjątkowo głodny, albo developerzy nie mieli pomysłu na to co jeszcze można jeść po wyścigu. Nie są to jakieś elementy, które absolutnie burzą rozgrywkę, ale potrafią trochę wybić z immersji, szczególnie w momencie gdy wszystkie inne elementy działają tak dobrze.
Wiemy już, że kariera jest wyśmienita, ale jak jest z samą grą. Z ulgą i niekrytą radością muszę przyznać, że jest równie fantastycznie.

Graficznie nie wiem czy może być jeszcze lepiej. Wszystkie efekty, animacje, bolidy, dźwięki – wyglądają niesamowicie. Gra odpalona na PS4 PRO w dodatku zapewniała szybkie ładowanie danych, więc nie było czasu na zaparzenie sobie kawy przed wyścigiem. Najbardziej zaskakujące jest jednak to, że nie spotkałem się w grze z żadnymi błędami. Nie wyleciałem w kosmos, nie eksplodowałem, nic nie lewitowało, a gra ani razu się nie zawiesiła. To ogromny plus.

A sama jazda? Zacząć trzeba od tego, że Formula 1 wymaga absolutnego przestawienia myślenia. Jeśli w grach zazwyczaj ścigaliście się „cywilnymi” samochodami, to tutaj pierwsze wyścigi i próby szybkiego pokonywania zakrętów prawdopodobnie skończą się absolutną klęską. Tak przynajmniej było w moim przypadku. Bolidy mają ten urok, że mocno współpracują z powietrzem, które dociska je do ziemi. Oznacza to, że im większą mamy prędkość – tym lepszą przyczepność. Może więc dla podkręcenia klimatu, przed samą grą warto sięgnąć do biografii Jensona Buttona, który o wszystkich tych elementach napisał?

Na szczęście we wszystkim bardzo pomaga dobrze zbalansowana sztuczna inteligencja, którą ustawiamy sobie w progach procentowych z dokładnością co do procenta. Możemy więc minimalnie podkręcać lub osłabiać możliwości naszych cyfrowych konkurentów. Jeśli trochę nad tym popracujemy, do poziom skomplikowania gry możemy zbalansować i perfekcyjnie dopasować do naszych potrzeb.
Jeśli lubicie bawić się śrubokrętem i przestawiać każdy element bolidu – to oczywiście możecie. Jeśli nie, to wystarczy, że zdacie się na sugestie inżyniera wyścigowego. Niezależnie od waszego poziomu zaawansowania i umiejętności – gra się do Was dostosuje i pozwoli na niezliczone godziny zabawy.

W recenzji nie wspomniałem nawet o całym trybie grania po sieci, wyzwać związanych z klasycznymi bolidami, ale to już odkryjecie sami, bo jeśli kiedykolwiek wahaliście się nad tym czy sięgnąć po grę traktującą o F1 to to jest TEN moment. Tak dobrze nie było od wielu lat.

Grę do testów udostępnił wydawca – firma Techland.