Blog

RECENZJA: F1 2015 (PS4)

Autor:  | 

Esencja wyścigów, 40 do 70 zmian biegów na jednym okrążeniu i ujarzmianie każdego centymetra trasy. Adrenalina, emocje i walka o milisekundy. Brzmi dobrze prawda? O tym właśnie jest najnowsza gra – F1 2015. To jej największy atut, jak i gwóźdź do trumny.

F1 2015

Formula 1 jako sport ma tyle samo przeciwników co zwolenników. Ostatnie zmiany i regulacje z pewnością wpłynęły na fakt, że ta druga grupa powoli zaczyna być w mniejszości. Coraz mniejsze silniki, nacisk na ekonomię i dominacja jednego teamu to tylko początek problemów z jakim boryka się „królowa sportów motorowych”.
Nieważne jednak w której grupie byśmy nie byli, każdy z nas na pewnym etapie swojego życia chciał zasiąść w bolidzie i zmierzyć się z najlepszymi kierowcami na świecie. Jeśli jesteście wirtuozami kierownicy to z pewnością nie czytacie tego tekstu tylko właśnie trenujecie na torze. Skupię się więc na grupie do której sam należę – pasjonatów, którzy Formula 1 znają głównie z relacji telewizyjnych, a ich największym osiągnięciem było obejrzenie bolidu na targach.

Dla osób takich jak my też przewidziano jedno rozwiązanie – gry. To najtańszy sposób by choć na chwilę się poczuć jak to jest być kierowcą bolidu F1. Tutaj zaczynają się schody i największa bolączka – F1 2015 – przygotowanej przez ekipę z Codemasters. Porozmawiajmy zatem o magicznym słowie jakim jest „immersja”.
Gry wideo – niezależnie jakie – od lat pozwalały mi oderwać się od rzeczywistości i znaleźć się w innym świecie. Do tego nie wystarczy jednak tylko piękna grafika, niuansiki technologiczne czy płynna animacja. To zazwyczaj te drobne smaczki, które pozwalają nam zagłębić się w ten świat. To jest właśnie immersja.

F1 2015

W grach traktujących o F1 zazwyczaj najważniejsza była dla mnie cała otoczka związana ze ściganiem się. Niezależnie od edycji, zawsze wybierałem ścieżkę „od zera do bohatera” wspinając się po szczeblach kariery licząc, że w końcu zasłużę na lepszy kontrakt. Uwielbiałem oglądać swoje własne nazwisko wyświetlane przy innych – najważniejszych na świecie nazwiskach w świecie wyścigowym.

Spełnieniem marzeń w poprzednich wersjach była właśnie głęboko idąca immersja, która pozwalała mi na konferencje prasowe, sprawdzanie maili, śledzenie sztucznych portali społecznościowych, prasy czy słuchanie komentatorów i ich wielkiego rozczarowania lub zachwytu nad nowym tajemniczym kierowcą. Nie przeszkadzało mi, że dla cięcia kosztów developerzy zawsze pokazywali mojego kierowcę w kasku. Nie potrzebowałem by jakimś cudem wymawiano moje nazwisko. W zasadzie nawet gdyby, ktoś zwracał się do mnie „ej Ty” byłoby dobrze. Bo to JA siedziałem w bolidzie, to JA walczyłem na torze i to JA zdobywałem punkty.

F1 2015 to pierwszy tytuł z serii F1, który trafił na konsole nowej generacji. Moje oczekiwania były zatem ogromne. Skoro poprzednie tytuły oferowały mi, aż tyle z niekrytą ekscytacją uruchamiałem tytuł na PlayStation 4. Nikt mnie jednak nie przygotował na to co się miało stać.
Nie mogłem uwierzyć gdy uruchomiłem tryb sezonu. Z góry wybieramy dowolny team oraz kierowcę, którym chciałem być. Następne okno było już przygotowaniem do treningu przed pierwszym wyścigiem. Zero otoczki, wywiadów, rozmów. Nie uwierzyłem. Wróciłem do głównego menu, może coś przeoczyłem? Może w pośpiechu udało mi się ominąć przewertować WSZYSTKIE opcje. Nie. Znowu to samo.

F1 2015

Poczułem się oszukany, szczególnie, że to wszystko przecież już było! Na domiar złego w opcjach można ustawić swoją narodowość, która poza rankingami w multiplayerze do niczego innego się nie przydaje.

Rozgoryczony, zły i zniesmaczony uruchomiłem pierwszy trening. Mój poziom załamania pogłębił inżynier wyścigowy, który na dzień dobry poinformował mnie, że miło mnie powitać w zespole i przypomniał, że wszyscy ciężko pracowali nad bolidem cały rok. Serio? Może powinienem wyjść z bolidu i się ze wszystkimi przywitać?
Czym prędzej wyjechałem z boksu, zanim ktoś uznał, że jakiś nietutejszy człowiek w kasku ukradł bolid.
Wyjazd z boksu, koniec ograniczenia, prosta i pierwszy zakręt. W tej chwili stało się coś magicznego. Wyczucie bolidu jest fenomenalne. Nie mogłem oderwać się od pada. W jednej chwili zapomniałem, o tym wszystkim na czym mi tak zależało i w pełni oddałem się jeździe. Inżynier dostarcza mi co chwilę informacji o trasie, pogodzie i samochodzie. Sam też mogę się z nim komunikować – nawet głosowo jeśli mam podpięty headset.

F1 2015

Nadchodzi wyścig. Pojawia się pierwszy ekran, widzę, że przede mną stoi safety car, mechanicy jeszcze kręcą się przy samochodzie. Zacieram ręce, bo to oznacza, że deweloperzy choć tutaj oddali się w stu procentach rzeczywistości i wykorzystali drogą licencję. W głowie już układa mi się scenariusz okrążenia rozgrzewającego i powolna jazda za kosmicznie brzmiącym srebrnym Mercedesem AMG GT. Wciskam przycisk odpowiadający za „START RACE” i zaciskam ręce na padzie.
Kolejny czar prysł jeszcze bardziej i głośniej niż fakt, że musiałem udawać że mam na imię Sergio. Wszystko zniknęło. Nie ma srebrnej strzały, nie ma mechaników, a wszyscy już ustawieni na swoich miejscach. Moje biedne starte zęby znów zazgrzytały z niesmaku.

F1 2015

Zielone światło, ryk silników, pisk opon i znów o wszystkim zapominam. Ostatni raz taką przyjemność z jazdy wirtualnym bolidem F1 miałem za czasów PSX gdy za grę odpowiedzialne było studio Bizarre Creations. Dla mniej wtajemniczonych chciałbym przypomnieć, że to była gra z 1997 roku. Z niespodziewaną przyjemnością pokonuję kolejne zakręty, czekam na strefy DRS i walczę o każdą milisekundę.

Ta gra potrafi być absolutnie zjawiskowa. Potrafi zachwycić, a może wręcz podniecić, by po chwili uderzyć felgą prosto w pysk. Przez model jazdy jestem tej grze w stanie wiele wybaczyć. Nawet jeśli moje nazwisko – choć na „P” – brzmi zupełnie inaczej. Nawet jeśli na torze w Malezji na długich prostych spod bolidów na całej długości odcinka lecą iskry spod podwozia. Same tory też w większości przypadków wyglądają fenomenalnie. Nocny wyścig w Bahrajnie dostarcza niezapomnianych wrażeń, a jazda w Kanadzie podczas siarczystego deszczu przetestuje nasz refleks i wyczucie do granic możliwości.

Jednak jeśli na ciasnym torze w Monako gra nagle sobie odpuszcza, a ścigany przeze mnie Alonso staje się przezroczysty i staje w miejscu, jeśli w sezonie w najlepszym przypadku na koniec wyścigu odpada tylko 1 z 20 bolidów to coś tu jest nie tak.

F1 2015

Takich błędów jest znacznie więcej. Inżynier wyścigowy na początku KAŻDEGO wyścigu informuje mnie, że bolid jest ciężki bo ma dużo paliwa. Jasne, jeśli nigdy w życiu nie jeździliśmy czymkolwiek co ma bak to jest to bardzo cenna informacja, ale w połowie sezonu robi się to zdecydowanie irytujące. Tak samo jak informacje o stanie ogumienia na ostatnim okrążeniu wyścigu. Podobnie jest ze strategią pit stopów na dany wyścig. Na danym okrążeniu absolutnie wszyscy w tym samym czasie zjeżdżają do boksu. Nie byłoby w tym nic, aż tak nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że naraz zjeżdżają nawet kierowcy tych samych teamów. Powoduje to kuriozalne kolejki, błędy w animacjach i przenikanie przez siebie bolidów co dodatkowo psuje atmosferę. Nie lepiej jest z systemem kar. Bywało, że podczas trwania wyścigu dostawałem kilka, a nawet kilkanaście upomnień, ale nigdy kary. Byłem upominany za sprawy słuszne jak np. ścinanie zakrętów lub przekraczanie dozwolonej linii. Były też sytuacje kuriozalne, gdy dostałem karę kiedy ktoś wjechał we mnie lub za przekroczenie linii toru po tym jak wpadłem w poślizg i próbowałem na niego wrócić.

F1 2015

Po wyścigu odbywa się ceremonia wręczenia pucharu. Moment na który czeka każdy kierowca. Chwila by dać upust emocjom, które zbierały się podczas godzin spędzonych na torze. Mógłbym się spodziewać, że skoro nie ma już w wyścigu „nas” to czeka mnie spektakularne i telewizyjne wręcz podsumowanie wyścigu. W końcu przez ostatnie godziny przelewaliśmy pot, krew i łzy. Cóż, zostały jedynie łzy, bo cała animacja twa kilkanaście sekund, po niej kilkunastu sekundowe podsumowanie komentatorów i niema powtórka wyścigu.

Jak to w końcu jest z F1 2015? Grając mam nieodparte wrażenie jakbym miał doczynienia z wersją demonstracyjną. Bardzo dopracowaną, ale okrojoną i obdartą z wielu trybów i możliwości. Fakt, mamy możliwość lekkiego pogrzebania w ustawieniach bolidu, ale to nie wystarczy.

F1 2015

„Nowy” tryb SEASON PRO też jest dodany na siłę. Bo jak inaczej nazwać tryb który od podstawowego różni się tylko i wyłącznie tym, że z góry mamy wybrany najtrudniejszy poziom sztucznej inteligencji przeciwników, wyłączone asysty i do przejechania 100% rzeczywistego wyścigu? To samo można ustawić w minutę w głównym trybie.

Jeśli kochacie zawody Formula 1 i chcecie się przede wszystkim ścigać to możecie brać ten tytuł w ciemno i bez zastanowienia. Jednak jeśli ten sport jest dla Was czymś więcej niż bezdusznym jeżdżeniem dookoła toru to niestety przyjdzie nam jedynie czekać do przyszłego roku na kolejną odsłonę.

Grę do recenzji na konsolę PlayStation 4 udostępnił dystrybutor – firma Cenega.