DoDechy by Night

DoDechy by Night #04 – Salwadiwr

Autor:  | 

Zazwyczaj, kiedy nagrywamy DoDechy by Night spotykamy się u Michała. W jednym z jego wielu lokali mieszkalnych. Jesteśmy zrelaksowani i żądni herbacianego chilloutu. Tym razem było trochę inaczej…

Najpierw każdy z nas zerwał się z łóżka z samego rana. Spakowaliśmy walizki, sprzęt i mięso i wystartowaliśmy. Tak zwanym „skrótem” dojechaliśmy do niemieckiej autostrady. Potem poszło już jak po maśle i niespełna 13 godzin później dojechaliśmy do małej, rodzinnej winnicy na przedmieściach Genewy.

Zaparkowaliśmy, wypakowaliśmy walizki, sprzęt i mięso. Michał próbował się zabić, ale zdołał tylko połamać nogę. Paweł się zestresował. Ja pojechałem bezskutecznie szukać otwartego sklepu z działem elektroniki. Było kilka minut po 19, co w Szwajcarii oznacza brak zakupów.

Głodni (bo nie mieliśmy na czym gotować) i źli, bo jak wiadomo Polak głodny, to Polak zły. Pojechaliśmy zjeść na mieście. Za równowartość średniej krajowej zjedliśmy pizze na przezroczystym cieście z trzema składnikami i makaron z żółtym serem.

Wróciliśmy na kwaterę i stwierdziliśmy, że wbrew wszystkiemu – damy radę. I daliśmy… albo nie. Nie mnie oceniać. Tak czy inaczej, zapraszamy do odsłuchu pierwszego zagranicznego odcinka DoDechy by Night. Nie musicie, ale jak chcecie, to możecie.