Blog

Dlaczego nie Audi?

Autor:  | 

Dawniej cała ta motoryzacja była chyba nieco mniej skomplikowana. Chevrolet kojarzył się z Corvettą i Camaro, Audi A3 było hatchbackiem, Mini było mini, paliwo kosztowało dwa razy mniej, a o ekohisterii wspominano tylko w żartach. Co prawda wybór aut nie był tak ogromny jak dzisiaj, ale nie będę podejmował się rozstrzygnięcia, czy to wada, czy zaleta minionej epoki.

Od tego czasu wiele się w świecie motoryzacji zmieniło. Samochody z dobra luksusowego przeistoczyły się w powszechne narzędzia. Ich produkcją zajęły się globalne koncerny, w których zdecydowanie najwięcej do powiedzenia mają księgowi i tak zwani spece od marketingu. Jest też bardzo prawdopodobne, że słowo „więcej” całkowicie zastąpiło „lepiej” w firmowej komunikacji. To dlatego mamy więcej modeli, więcej kilogramów, więcej centymetrów oraz więcej niepotrzebnego badziewia, które się psuje i jest drogie w naprawie. A wszystko po to, żeby na koniec corocznych raportów można było napisać „WIĘCEJ FORSY!”.

audi_11

Trudno… pogodziłem się z tym. Nie należę też do tych ludzi, którzy twierdzą, że w nowoczesnej motoryzacji wszystko jest złe, a prawdziwe samochody skończyły się w latach 90. Wciąż jednak mam nadzieję, że do istotnego głosu dojdą jeszcze ludzie, którzy motoryzację lubią, cenią i rozumieją, bo niestety nawet na targach w Genewie czasem czułem, że jestem w mniejszości.

No dobra, ale co z tym wszystkim ma wspólnego Audi? Wiem, że często psioczę na tego niemieckiego potentata, ale to nie jest tak, że uważam samochody z kółkami na przerośniętym grillu za złe. Dosyć często jest wręcz przeciwnie. Przestałem lubić Audi (kiedyś darzyłem je cieplejszymi uczuciami), ponieważ stało się koncentratem wszystkiego, co mnie we współczesnej motoryzacji drażni.

audi_06

Jeszcze kilka lat temu samochody z Ingolstadt były fajne. Regularnie prezentowane nowe modele potrafiły tak bardzo przypaść mi do gustu, że mówiłem – „Audi w tej chwili spisuje się najlepiej ze wszystkich niemieckich producentów, a może i nie tylko niemieckich”. Jednak w pewnym momencie okazało się, że tych fajnych modeli jest już prawie 50, a każdy z nich wygląda niemal identycznie. OK, wiem, że raczej trudno pomylić A1 z Q7, ale już odróżnienie A8 od A6 nie dla każdego może być zadaniem łatwym. Na dodatek, ktoś z zarządu firmy wymyślił, że do 2020 roku Audi powinno produkować 60, słownie sześćdziesiąt, różnych modeli! Czy to aby na pewno dobry pomysł? Dla gościa z kalkulatorem pewnie tak, ale dla mnie nie do końca, bo już teraz mam problem z logicznym wytłumaczeniem sensu istnienia A5 Sportback i A7.

Ten niepohamowany wzrost liczby produkowanych modeli jest prawdopodobnie efektem przypadłości, na którą zapadło wiele firm z branży – chęcią bycia wszędzie, czyli posiadania swojego reprezentanta w każdym segmencie, nawet tym nieistniejącym. Bo jak inaczej wytłumaczyć zapowiedzi stworzenia SUV’a przez Rolls Royce’a, Lamborghini, czy wreszcie Lotusa? Co innego usprawiedliwia Włochów z Maserati, którzy wkładają diesla pod maskę Quattroporte i Ghibli? Albo z jakiego jeszcze powodu marka klasy Premium chce sprzedawać małe, „tańsze” samochody (patrz Audi A1, BMW 1, Mercedes klasy A)? No dobra, ale skoro robią to prawie wszyscy, dlaczego czepiam się głównie Audi?

audi_04

Od zawsze uważałem, że motoryzację tworzą ludzie innego kalibru – marzyciele, wizjonerzy, szaleńcy, pionierzy i buntownicy. Trudno inaczej określić ludzi pokroju Henry Forda, Karla Benza, Prestona Tuckera i wielu innych, którzy na trwałe zapisali się w historii. Wiem i rozumiem, że w dzisiejszych czasach, nie trzeba już przewracać ustalonego porządku do góry nogami co kilka lat. Mimo to, większość znanych na całym świecie motoryzacyjnych gigantów przynajmniej raz na dekadę podejmuje ryzyko zmiany swoich aut. Nawet jeśli są to zmiany tylko stylistyczne, to i tak dla wielu producentów jest to pewna rewolucja. Tymczasem Audi jest w tej kwestii znacznie bardziej zachowawcze i od lat przekonuje, że zamiast rewolucji, wystarczy powolna ewolucja. W jakimś sensie zdaje to egzamin, bo przecież w swojej klasie sprzedają najwięcej samochodów w całej Europie. Z drugiej strony, Audi i cały koncern VW, produkuje dziś samochody, którym brak indywidualnego charakteru, polotu, fantazji i szaleństwa. Wszystkie są do bólu poprawne, rozsądne, ale również, przynajmniej dla mnie, nudne. Gdyby ktoś dzisiaj kazał mi wybrać samochód tylko z gamy Audi, pewnie nie miałbym z tym większego problemu. Nie skakałbym pewnie z radości, ale nie czułbym się też specjalnie skrzywdzony. Jednak niezależnie od tego jaki model bym wybrał, pewnie nie witałbym się z nim za każdym razem wchodząc rano do garażu, nie głaskałbym po podsufitce po udanym wyprzedzaniu i nie spędzałbym wieczorów na polerowaniu lakieru i odkurzaniu wnętrza. Samochody z Ingolstadt są po prostu bezduszne. To perfekcyjne narzędzia. Samochody stworzone do bycia samochodami. Dla mnie to jednak trochę za mało. Dziś to wystarcza, ale wkrótce, może się okazać, że Audi zwyczajnie spowszednieje.

audi_14

Trzeba pamiętać jeszcze o jednej rzeczy. Dla większości ludzi, samochód jest drugą najdroższą rzeczą, którą w swoim życiu kupią (pierwsza, to dom). Każdy, kto decyduje się na tego typu wydatek chce czuć, że za swoje pieniądze dostaje coś nowego, lepszego niż miał do tej pory. Wszystko się zgadza, jeśli ktoś wymienia piętnastoletnie A3, na nowiutkie A6. Ale w przypadku zmiany trzyletniej A4 na nową wersję, jedyną zauważalną różnicą jest zapach nowego samochodu.

Trzeba przyznać, że uparte ulepszanie tych samych samochodów sprawia, że Audi ociera się o perfekcję. Tak jak napisałem wyżej, wszystkie Audi, Volkswageny, czy Skody, to doskonałe narzędzia. Jednak do historii nie przechodzą doskonałe narzędzia, tylko samochody pisane przez wielkie „S”.

audi_12

audi_10

audi_02

 

audi_13

audi_03