Blog

Autodestrukcja – samochody, które przewracają wnętrzości

Autor:  | 

Pierwszy kwietnia jest takim dniem, gdy zespoły marketingowców odpowiedzialnych za marki samochodów prześcigają się w absurdalnych pomysłach pokazując wytwory, które nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Niestety chyba na produkcji nie zawsze czytają dopiski i czasami niektóre pojazdy opuszczają taśmę produkcyjną.

Oto kilka samochodów, które powinny być żartem, ale trafiły do salonów.

Fiat Multipla

Zakładam, że spodziewaliście się tego samochodu na pierwszym miejscu listy. Multipla jest samochodem, który pod względem memogenności może konkurować jedynie z Passatem TDI. Podobnie jak w/w Passat, Multipla ma swoje grono oddanych fanów, a ich klub organizuje nawet zloty. Te (podobno) cieszą się większą popularnością niż zloty fanów Tarpana, gdzie zwykle pojawiają się trzy osoby, ale nie mamy możliwości potwierdzenia tych informacji, ponieważ zostaliśmy pobłogosławieni zmysłem wzroku, a wyprawa na zlot fanów Multipli skończyłaby się eksplozją gałek ocznych. Widowiskową dla osób trzecich, ale niezmiernie bolesną dla samego doświadczającego.

Pontiac Aztek

Brzmi jak samochód zaprojektowany przez pradawne plemię i w zasadzie nie jest to dalekie od prawdy. Artur raz podobno go widział. Trauma pozostała bo nadal nie wie czy mu się podoba czy nie. Samochód znalazł się bardzo nisko w naszym rankingu ze względu na karierę jaką zrobił kilka lat temu jako główny pojazd Waltera White z serialu Breaking Bad. Prawdopodobnie pierwszy przypadek sukcesu telewizyjnego, który nie miał absolutnie wpływu na sprzedaż tych samochodów. Na szczęście nie jest już produkowany. Swoją drogą, jego następca nazywał się Torrent. To też o czymś świadczy.

SsangYong Rodius

Przedstawiciel koreańskiego producenta musiał się znaleźć w naszym zestawieniu i na zawsze pozostanie w naszych sercach. SsangYong po latach robienia samochodów, których promocje najlepiej sprawdzały się podczas Halloweeen, w końcu zaczyna robić ładne samochody. Testu nowego Rextona nadal nie możemy się doczekać. Oddajemy więc hołd marce wstawiając do zestawienia przepięknego inaczej Rodiusa, który – mówiąc delikatnie – przypomina nieco chorego psa. Postawionego na kółkach od sofy kupionej na wyprzedaży w salonie meblowym, jakoś pod koniec lat 90.

Subaru Tribeca

Zanim jeszcze moda na SUVy opanowała świat, Subaru stwierdziło, że ma pomysł jak podbić rynek produkując duży samochód i chociaż część mechaniczna poszła im dobrze (wersja z silnikiem H6 zasługuje na słowa pochwały), to do zaprojektowania nadwozia zatrudniona została osoba najpewniej oślepiona rozgrzanym prętem w trakcie pobytu w północnokoreańskim więzieniu. “Wygląda jakby z przodu zderzył się z małym samolotem” – tak brzmiał slogan B9 na niektórych rynkach. Podobno sprawiło to, że pasjonaci nurtu Kamikaze rzucili się nań jak na świeże sushi, ale nie było ich zbyt wielu, więc o sukcesie sprzedażowym nie ma mowy.

Toyota Mirai

Przy dobieraniu samochodów do zestawienia miałem jedną zasadę – nie powtarzać producentów. To było więc ciężkie zadanie – wybrać pomiędzy kultowo brzydkim Priusem, czy pachnącym nieświeżo Miraiem. Wybór padł na tego drugiego, bo nadal pamiętam jak podczas premiery na targach graliśmy w „papier, nożyce, kamień” by ustalić kto podejdzie bliżej i zrobi jej zdjęcia. To kolejny przypadek potwierdzający regułę, że z jakiegoś dziwnego względu samochody na alternatywne źródła zasilania muszą być brzydkie. Najgorsze jest jednak to, że z Mirai zaczynają czerpać kolejne modele Toyoty to przyprawia już o konkretny żart.

Plymouth Prowler

Syf. Kiła. Cholera. To tylko kilka chorób, które zdają się być ładniejsze niż to co Plymouth wyprodukował w latach 90-tych. Co było ich inspiracją? Czym się kierowali? Tego nie wie nikt, ale podobno Chip Foose (projektant o przerażająco amerykańsko brzmiącym imieniu i nazwisku) w trakcie szkicowania Prowlera prowadził równoległe badania nad wpływem dużych dawek absyntu na ludzki organizm. Co ciekawe, samochód pierwotnie miał nadwozie coupe, ale ktoś z korporacji DaimlerChrysler chciał, żeby prowadził się bardziej jak ponton, więc chwycił otwieracz do konserw i tak oto powstało… Eee… Arcydzieło, które wywiera na obserwujących niesamowite i niezapomniane wrażenia. Podobnie jak przyjęcie jadu żaby Kambo.

Chrysler PT Cruiser

Znam jedną osobę, która miała PT Cruisera i mówiła o nim w skrócie “PT Crap”, bo poza nieudanym retrowyglądem, charakteryzowała go także równie nieudana strona mechaniczna. Co ciekawe, między 2002 a 2004 rokiem produkowana była wersja “Woodie Package”, której dolna część nadwozia była obita boazerią – podobno to właśnie jej zawdzięczamy istnienie Wielkiego Zderzacza Hadronów w CERNie. Gdy naukowcy spostrzegli, jak szybko są w stanie poruszać się ludzie uciekający od PTC, stwierdzili, że rozpędzenie cząstek do prędkości bliskiej c, nie powinno stanowić większego problemu. Istnieje również wersja cabrio. Mmmm…

Aston Martin Lagonda

Z jednej strony nie wypada w takiej liście uwzględniać takiej marki jak Aston Martin, z drugiej strony Lagonda w najbliższym czasie ma powrócić jako submarka pod którą będą wydawane samochody elektryczne. Warto więc pamiętać z jakiego modelu wywodzi się nazwa. Oby tylko styliści nowej Lagondy nie stylizowali się za bardzo na modelu sprzed lat, bo tegoroczne targi w Genewie napędziły nam niezłego stracha. Fajnie, że od czasu wersji z 1974 ktoś dał projektantom coś więcej niż ołówek i linijkę, ale jeśli wspomniany wyżej protyp potwierdza swoją formą cokolwiek, to fakt, że diler zaopatrujący biuro projektowe Astona nie oszukuje swoich klientów.

Porsche Cayenne

Teraz to nie do pomyślenia, by Porsche znalazło się w takim rankingu. A jednak pierwszy pieprzyk nie był zbyt urodziwy. Był zarazem jednym z pierwszych przypadków gdy marka produkująca sportowe samochody zdecydowała się na zrobienie komercyjnie czegoś większego. Na szczęście z biegiem czasu samochód nieco wyładniał, a jego młodszy brat – Macan – jest jednym z ładniejszych wytworów tego segmentu motoryzacji, ale pierwsza generacja Cayenne na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako “911, na której ktoś zbudował szopę”.

Citroen C3 Pluriel

Citroen miał różne dziwne pomysły w swojej motoryzacyjnej historii. Jednym z nich to dziwaczna odmiana Citroena C3 z belkami przepuszczonymi przez górę samochodu, przypominającą huśtawkę z podwórka dla dzieci. Jakby tego było mało to nazywa się Plujlier… czy jakoś tak, w każdym razie kojarzy się z wulgarnym gestem, chyba że jesteście kowbojem.

Mitsubishi Eclipse

To najnowszy model w naszym zestawieniu. Nadal nie jesteśmy w stanie zrozumieć o co chodziło Mitsubishi z tą próbą wskrzeszenia modelu „Eclipse”. Jeśli nie pamiętacie, to w poprzednim wydaniu było to usportowione coupe o nienagannych kształtach. Teraz jest SUV’em, o wyglądzie dość… nietypowym. O ile przód to znane nam Mitsubishi do którego przyzwyczaiły nas takie modele jak L200 czy Outlander, tak tył… coś tu jest nie tak. W sensie, jeśli projektanci celowali w look przypominający wstępnie rozbitą Hondę Civic ósmej generacji w wersji hatchback, to spisali się absolutnie wzorowo.

Fiat 500L

Fiat 500 zaczynał jako powrót kultowego modelu po latach nieobecności na rynku. 500’tka była stylistycznym strzałem w dziesiątkę. Mały, zgrabny z możliwością nieskończonych możliwości konfiguracyjnych samochodzik stał się ulubieńcem kobiet, które chciały swój dobry smak i gusta podkreślić również motoryzacyjnie. Niestety ten model stał się ofiarą własnego sukcesu. Bo co można zrobić gdy samochód się świetnie sprzedaje? Głos rozsądku mówi: „cieszyć się”. Na nasze nieszczęście, ktoś w koncernie pomyślał, że najlepszym rozwiązaniem będzie zrobić milion wariacji poczciwego Fiata. I tak powstała karykatura – Fiat 500L. Nie wiem, skąd Fiat wytrzasnął gigantyczną osę, na użądlenie której “zwykła” 500 dostała reakcji alergicznej i tak spuchła, ale mam nadzieję, że została już ubita albo zamknięta. A jeśli wydostała się na wolność, pora poszukać miotacza ognia.

Ram ProMaster City

Na papierze ten samochód wydawał się być ideałem. Połączenie wszystkiego co potrzebuje praktyczny użytkownik w swoim codziennym życiu. Mały samochód, połączony z samochodem dużą przestrzenią bagażową i masą praktycznych rozwiązań. A gdyby tak na dodatek mogły do niego wsiąść osoby w kapeluszach? Ideał. Tylko niestety efekt był odwrotny. To trochę tak jakby najeść się wszystkimi najlepszymi potrawami z okolicznych restauracji i zapić to budżetowym alkoholem w przeliczeniu na skrzynki. Efekt wydzieliny można właśnie nazwać ProMaster City. Co ciekawe, sprzedawany na naszym rynku pod nazwą Fiat Doblo – nie wygląda już tak przerażająco.

Bentley Bentayga

Samochód, który można na równi postawić z Maserati Levante. Obydwa powstały by zapełnić lukę podyktowaną modą na SUV’y. Każdy już ma SUV’a, a jeśli go nie ma, to wkrótce będzie miał, wliczając w to Rolls Royce’a, którego designer odszedł od deski kreślarskiej i po prostu doczepił koła do pierwszej z brzegu, XVIII-wiecznej willi i udał się do pubu. Bentayga była projektowana w myśl podobnej filozofii, ale kiedy projekt był na ukończeniu, do biura zakradł się obwieszony złotem raper i – wespół z Djordjiem, księciem Romów – postawił na przepych. W rezultacie otrzymaliśmy auto, któremu brakuje jedynie marmurowych kolumn i lwów na lusterkach, by stanowić pałac na widok którego większość ludzi obdarzonych jakąkolwiek formą gustu dostawałaby silnych nudności. Ale spokojnie, od czego jest Mansory?

Infiniti QX80

Efekt gdy projektant nie dogaduje się z inzynierami. Zastanawiam się na którym etapie padło hasło “ale jak to się nie zmieści?”, poprzeplatane “ups” i “to ile nam czasu zostało?”. I tak własnie powstał QX80, który całe szczęście na nowy rok dostał konkretną operację plastyczną.

Maserati Granturismo

To król naszej listy. Najbrzydszy ze wszystkich. Taki żarcik. Możecie gasić pochodnie. Prima Aprillis.

Jeśli się z nami nie zgadzacie to dajcie znać w komentarzach. Jeśli się z nami zgadzacie, to swoją frustrację możecie wyładować bezpośrednio na nas. Jeżyka i Piotrka znajdziecie na TT. Lub na kuracji odwykowej po naoglądaniu się tylu obrzydlistw.